Krajobraz ukojenia
Obrazy nocy i świty nad rzeką. Łąki, lasy, konary, zagajniki. Odbicia w jeziorze i kręte rzeki. Wśród takich obrazów wędruje się, zwiedzając wystawę „Prześwit” Anny Ujmy-Lubaszki w Galerii Dobrej Sztuki. Na taki spacer można się wybrać już tylko do niedzieli, 6 września.

Kilkadziesiąt obrazów. Niektóre powstały całkiem niedawno, inne mają co najmniej kilkanaście lat albo i więcej. Małe i duże formaty, akryle, pastele, błękity, granaty, zielenie, fiolety, pomarańcze. Kolory wody, ziemi, powietrza. - Przestrzeń Galerii Dobrej Sztuki stała się taką przestrzenią kontemplacyjną. Obrazy cieszą oko, są piękne, ale pozwalają nam przez te swoje okna zajrzeć w naszą głębię, w nasze wnętrze – mówi Katarzyna Ozimek, dyrektorka Muzeum Częstochowskiego, które prezentuje wystawę „Prześwit”.
Anna Ujma-Lubaszka po raz pierwszy prezentuje tak szeroko swoją twórczość. Maluje jednak od lat, dyplom na Wydziale Sztuk Pięknych Uniwersytetu im. Mikołaja Kopernika w Toruniu obroniła w 1988 r. Potem studiowała też podyplomowo na Politechnice Łódzkiej (moda i wzornictwo) oraz w warszawskiej szkole wyższej VIAMODA (dyrektor artystyczny, stylista i visual merchandiser). Umiejętności te przez lata wykorzystywała jako uwielbiana przez młodzież nauczycielka Zespołu Szkół Przemysłu Mody i Reklamy im. Reymonta. Zaangażowanie zawodowe spychało jednak malowanie na dalszy plan. Po pędzle i farby sięgała z doskoku.

Czas na regularne stanie przy sztaludze zapewniła Częstochowiance dopiero emerytura (choć nauczania nie porzuciła zupełnie, bo już w mniejszym wymiarze, prowadzi zajęcia z plastyki w podstawówce Zespołu Placówek Oświatowych im. Unii Europejskiej w Boronowie).
Poza linią horyzontu
Jej ukochanym tematem malarskim jest niezmiennie pejzaż. – Malowanie krajobrazu i próba uchwycenia jego istoty wymagają pokonania wielu schematów oraz spojrzenia w głąb, poza linię horyzontu – zaznacza artystka.
Jednak „Prześwit” pewnie nigdy nie stałby się faktem, gdyby nie inna Anna – Krakowian, kuratorka wystawy, od lat związana z Muzeum Częstochowskim. – Do tej wystawy mam osobisty stosunek, ponieważ znamy się z Anią bardzo długo. Pamiętam jak rozmawiałyśmy o tym, że to wielka szkoda, że nie miała dotąd dużej wystawy. To było już jakiś czas temu – opowiada inicjatorka ekspozycji. - Ania oczywiście mówiła, że nie zdąży, że nie ma tylu prac, że teraz nie maluje. Finalnie okazało się, że nie udało nam się pokazać wszystkiego, co przygotowała.
- Ja bym pewnie tych obrazów nie namalowała, gdyby nie Ania, która dwa i pół roku temu powiedziała: a właśnie, że Ci zrobię wystawę, zmuszę Cię! Zmotywowała mnie do tego stopnia, że się udało. A największą motywacją było to, gdy zadzwoniła, mówiąc: słuchaj termin jest już zaklepany. Nie mogłam się wycofać – wspomina malarka.

Z zachwytem i zazdrością
Do wytężonej pracy motywował ją również mąż – Tomasz Lubaszka, który sam jest malarzem (i ma przed sobą kolejną ekspozycję jubileuszową). – Nie byłoby tej wystawy, gdyby nie mój mąż, który – o ile to w ogóle możliwe – wspierał mnie jeszcze bardziej niż zawsze. Ja mogłam tylko malować, jeść, pić i troszkę spać – śmieje się Ujma-Lubaszka. Sam zainteresowany przyznaje, że w tym czasie nie malował w ogóle. Zajął się domem i codziennością. Obrazy żony ocenia nie tylko z zachwytem, ale i małą zazdrością.Bo aranżując wystawę (przy tym Lubaszka też miał duży udział), pole do popisu i wybór prac były naprawdę spore.
I tak w kilku muzealnych salach. Mamy ciepłe i rdzawe zachody słońca, zimowe sady, pejzaże „miętowe”, „z fioletem” i „w błękitach”. Jest i rzeka Kocinka, są jeziora. Wszystkie pory dnia i roku.
- Krajobraz zawsze przynosi ukojenie, jest uwolnieniem z czterech ścian i odpowiedzią na głód podróży, wyzwań i zaskoczeń – mówi autorka.

Jak tu nie malować?
Nie proponuje jednak oczywistości, a raczej malarskie impresje na temat pejzażu, w których poszukuje czegoś nowego, tajemniczego. Tego, co jak mówi, przeziera, prześwituje i szepcze, gdy jesteśmy dłużej obecni w krajobrazie.
- Pejzaż w historii malarstwa ma bardzo bogatą historię, pozostaje tematem bardzo pojemnym – przez realistyczne przedstawienia, przez tła, abstrakcje poimpresjonistyczne, ulotne prace. I taki właśnie świat proponuje nam Ania w swoich obrazach, przy których trzeba się zatrzymać. To nie jest takie stricte przedstawienie krajobrazu realistycznego. Oczywiście jest on realistyczny, ma swój kontekst, bo to bliskie Ani miejsca, ale należy się zagłębić w to, co niewidoczne. W ten właśnie tytułowy „Prześwit”. Te obrazy sytuują się gdzieś na granicy obserwacji, medytacji, dzięki nim możemy zagłębić się nie tylko w horyzont, ale i we własną naturę – zaznacza Anna Krakowian.
Bo dla Anny Ujmy-Lubaszki pejzaż jest tylko „zaczynem”, do tego żeby zajrzeć we własną duszę, żeby oddać się refleksji o świecie, czy celu życia.
Natchnienia nie musi daleko szukać, dostarcza jej ich Grodzisko w gminie Wręczyca Wielka, w którym kilka lat temu zamieszkała z mężem. – Te łąki, lasy, bażanty, koziołki stanowią niezgłębioną inspirację. Jak tu nie malować? – mówi autorka.
Wędrować śladem światła i barw można jeszcze tylko do niedzieli, 6 września. Do czego oczywiście zachęcam! W czwartek i piątek Galeria Dobrej Sztuki zaprasza od godz. 9.00 do 15.30, a w sobotę i niedzielę od godz. 11.00 do 17.00 (szczegóły można znaleźć na stronie https://www.muzeumczestochowa.pl/).
Fot. Grzegorz Skowronek (wernisaż wystawy)
