SZUKAJ
CO/GDZIE/KIEDY W CZĘSTOCHOWIE Portal kulturalny

Łukasz Stacherczak

Kryminalna łatwość pisania

20 marca 2026
Udostępnij

Spotkania autorskie, „Częstochowskie opowieści”, a nawet klub filmowy, Biblioteka Publiczna dba, by czytelnicy nie narzekali na nudę. Jedynym z gości, którego zaprosiła do wyremontowanego gmachu był Ryszard Ćwirlej. Nic tak nie ożywia atmosfery, jak dobry kryminał.

middle-DSC_6549.JPG

Główny budynek Biblioteki Publicznej im. Władysława Biegańskiego przy Al. NMP 22 przeszedł niedawno modernizację. W lutym znów został otwarty dla czytelników. Zadbano również o to, by chcieli zaglądać tam nie tylko po to, by skorzystać z zasobów wypożyczalni czy czytelni, a mieli do wyboru cały szereg atrakcji!

Większość z nich odbywa się w odnowionej sali odczytowej. Pierwszym literackim gościem, który w niej zasiadł, był mistrz kryminałów Ryszard Ćwirlej (przyznał, że wiele placówek w Polsce, może pozazdrościć Częstochowie takich bibliotecznych przestrzeni).

Sam do naszego miasta wrócił – jak podkreślał - z dużą przyjemnością. Wiele lat temu odwiedzał ją zawodowo dosyć regularnie. Wtedy nie przypuszczał, że zostanie pisarzem (i to nie dość, że bardzo popularnym, to jeszcze docenianym, m.in. Nagrodami Wielkiego Kalibru). Był świeżo upieczonym absolwentem Uniwersytetu Śląskiego, który trafił na praktyki do TVP Katowice. Do Częstochowy (która podlega katowickiej redakcji) wpadał więc na tzw. setki. Potem związany był również z poznańskim oddziałem Telewizji (był m.in. szefem redakcji „Teleskopu”).

middle-DSC_6616.JPG

Pewnego dnia zadał sobie pytanie, czy do końca życia chce być reporterem telewizyjnym. Odpowiedzią był pomysł, że może pora napisać jakąś książkę. – Zawsze miałem takie predyspozycje. Mama była nauczycielką języka polskiego i bibliotekarką, tata – artystą-plastykiem. Sposób widzenia moich rodziców wymieszał się w mojej głowie i dzięki temu potrafiłem pewne obrazy przenosić na papier. I nie tylko rysować, ale i opowiadać o tym, co chciałbym narysować. Stąd ta łatwość pisania, którą ćwiczyłem później w telewizji. Ona pozwoliła mi rozwijać umiejętność pisania pod presją, szybkiego, takiego, które w sposób syntetyczny traktowałoby naszą rzeczywistość i opowiadało o niej w sposób jak najbardziej ciekawy – opowiadał Ćwirlej.

Gdy w Polsce nie wydawano kryminałów

Dziś kryminał jest najpopularniejszym chyba gatunkiem literackim w Polsce, wtedy – taki wybór nie był oczywistością. – Lata 90. to jest czas, kiedy w Polsce nie wydawano kryminałów. Nikt niemal ich nie pisał. Oczywiście poza królową polskiej komedii kryminalnej – Joanną Chmielewską. Był jeszcze Waldemar Łysiak, który napisał dwie książki „Dobry” i „Lepszy” w nawiązaniu do „Złego” Tyrmanda. Dlaczego tak się działo? Książki kryminalne, które wychodziły do 1989 roku, opowiadały o tym, jak doskonale radzą sobie z rzeczywistością śledczy milicjanci. Były pisane na zamówienie. Miały opisywać milicjantów, którzy są doskonali, jak Sherlock Holmes niemalże i potrafią sobie radzić z każdą przeciwnością losu. Ideologia była najistotniejsza, a akcja nie musiała być wartka. Zmienił się ustrój. Brakowało tej instytucji, która wspierała kryminał polski. Nie było milicji obywatelskiej, a policja, która w nowej rzeczywistości nie mogła się jeszcze odnaleźć, nie zajmowała się wspieraniem literatury. I ta literatura zaczęła gasnąć – wyjaśnił.

middle-DSC_6667.JPG

Dodał, że przełom nastąpił, gdy Marek Krajewski, jego serdeczny kolega, wydał „Śmierć w Breslau” chodząc od wydawnictwa do wydawnictwa i szukając tego, kto odważy się ją opublikować: I to było odkrycie! Okazało się, że ludzie chcą czytać polskie kryminały. Przedwojenny Wrocław i opowieść umieszczona w naszej rzeczywistości, do której możemy się odwołać, okazały się strzałem w dziesiątkę! Rynek zaczął się zastanawiać, kto mógłby napisać jakąś kryminalną książkę, a ja zacząłem się zastanawiać, czy może sam bym czegoś nie napisał.

Kto, kogo by chciał mordować w Poznaniu?

Postawił na dobrze sobie znany Poznań. Dlaczego? Bo nikt tego wcześniej nie zrobił. - Z dużym zainteresowaniem, trzymając kciuki, czekałem na pierwszego autora, który napisze książkę o Poznaniu. I nie mogłem się doczekać. Nikt nie chciał pisać o nim. Na tym polega problem, że ten Poznań jest bardzo taki akuratny, że tam się nic nie może wydarzyć. Kto, kogo by chciał mordować w Poznaniu? A ja byłem reporterem poznańskim. Jeździłem z jednego wypadku na drugi. Stwierdziłem, że nie będę czekać. Zwłaszcza że na rynku już zaczął się robić tłok. Pojawili się Zygmunt Miłoszewski i Mariusz Czubaj. Powiedziałem sobie: dobra, siadam i napiszę. To był ten moment przełomowy, kiedy nie miałem jeszcze pomysłu, kto, kogo zabije i dlaczego, ale wiedziałem, że muszę pisać – opowiadał Ryszard Ćwirlej w Częstochowie.

middle-DSC_6628.JPG

Gdzie się chodzi na wódkę?

I choć obecnie uznawany jest za ikonę retro kryminałów, to swój debiut planował zupełnie… współczesny. – Książkę otwierała scena, w której dwaj wędkarze wyciągają z Warty zwłoki kobiety bez głowy. Musiało się zacząć tak ostro, żeby wciągnąć czytelnika w zabawę, bo nic tak nie ożywia kryminału, jak trup na samym początku – mówił.

Na miejsce przyjeżdżają mundurowi. Zaczyna się śledztwo. Autor miał już plan, kto jest kim, kto rządzi, kto podlega. Sceny powoli zaczynały się rozgrywać. Aż… - Postanowiłem, że dla „oddechu” wezmę moich bohaterów gdzieś na wódkę. Żeby poszli porozmawiać, chciałem pokazać czytelnikowi ich nie tylko w sytuacji służbowej, ale też jako ludzi z krwi i kości, którzy mają swoje problemy, rozmawiają o muzyce, o żonach, o jedzeniu. I zacząłem zastanawiać się do jakiej knajpy w Poznaniu ich posłać. Zorientowałem się, że znam KFC, do którego chodzę z synem po szkole, jak nie ma obiadu w domu. Znam McDonalds, Pizzę Hut, ale to nie są miejsca, by popili, pogadali i poprzeklinali troszkę. To nie są miejsca kryminalne. I wtedy zdałem sobie sprawę ze strasznej rzeczy: ja nie znam Poznania. Nie znam mojego miasta. Nie mam pojęcia, gdzie się chodzi na wódkę! – wspominał pisarz.

middle-DSC_6696.JPG

Bo czasy, w których sam tak spotykał się z kolegami, były… dawno minione: Zdałem sobie sprawę, że muszę wysłać ich do miejsca, które wiem, jak wyglądało i co tam się działo. Decyzja była prosta. Volkswageny zmieniłem na Nyski. Passata zastąpił Polonez. I nagle okazało się, że moja książka nie rozgrywa się tu i teraz, tylko w doskonale mi znanym 1985 roku. Wiedziałem, jak zachowywali się wtedy milicjanci, jak zachowywali się ludzie, jakim językiem do siebie przemawiali, jakie mieli problemy, gdzie stali w kolejkach, gdzie kupowali gazety i papierosy na kartki.

W porządku wobec czytelnika

I tak powstały „Upiory spacerują nad Wartą”, rozpoczynające cykl o funkcjonariuszach z Poznania. - Zastanawiałem się, czy ktoś mi to wyda. Wysłałem książkę do pewnego wydawnictwa w Poznaniu i czekałem na werdykt z drżeniem serca. Myślałem, że może po miesiącu ktoś mi powie, że mam coś jeszcze dopisać, bo książka jest za słaba. Po dwóch dniach odezwał się prezes i powiedział: ja nie czytałem tej książki, ale moja żona czytała i śmiała się tak głośno, że doszedłem do wniosku, że to musi być dobra książka i ją panu wydamy. Złapałem Pana Boga za nogi – wspominał.

middle-DSC_6692.JPG

Szybko pojawiło się zamówienie na drugi tom, a dziś seria liczy kilkanaście pozycji. Wraz z kolejnymi odsłonami milicjanci doświadczyli transformacji, lata 80. zmieniono na 90., potem na nowy wiek.

Drugi niezwykle popularny cykl książek o komisarzu Fischerze rozgrywa się znacznie wcześniej, bo w I poł. XX w. - Lata PRL-u mogę sobie pisać niemalże „od ręki”. Jednak jeśli chodzi o okres wcześniejszy, trzeba wykonać zadanie domowe. Bez tego nie można napisać książki, która dzieje się w dwudziestoleciu międzywojennym, czy w początkach wojny.

Wszystko trzeba zbadać, znaleźć dokumenty, odpowiednie wspomnienia, artykuły historyczne, żeby nie osadzić bohatera i akcji kryminału w rzeczywistości, która nie istniała. Tło musi być jeden do jeden. Na przykład, jeśli w 1938 roku moi bohaterowie, siedząc nad kuflem piwa, mają przed sobą gazetę, to mogą mówić o tym, że w stoczni w Holandii zwodowano właśnie jakiś okręt wojenny. Ja sprawdzam w gazetach, o czym mówiono i pisano. Nie może być tak, że się pomylę i w książce będą krytykować nie tego premiera, który był w tym momencie. To byłoby nie w porządku wobec czytelnika.

Najbliższe plany

middle-DSC_6724.JPG

Podczas lutowego spotkania, które poprowadził Robert Jasiak, naczelnik miejskiego Wydziału Kultury i Sportu, nie brakowało opowieści o bohaterach, warsztacie i najbliższych wydawniczych planach. Był też czas na pytania od czytelników, a potem długa kolejka chętnych po autograf.

A biblioteka? Nie spoczywa na laurach. W piątek, 20 marca o godz. 18.00 w tej samej sali odbędzie się spotkanie z Katarzyną Rzehak, autorką książki „Wanda Telakowska. Piękno dla wszystkich, czyli jak powstało polskie wzornictwo przemysłowe”. Natomiast na 25 marca zaplanowano drugą odsłonę cyklu „Częstochowskie opowieści”, a z czytelnikami spotka się artystka Adela Wiśniewska.

Z kolei 28 marca przyjdzie czas na nowość, czyli inaugurację Bibliotecznego Klubu Filmowego „Zaczytani w Filmie”. Pierwszy seans ma być niespodzianką, a wskazówką jest informacja, że obejrzymy ekranizację powieści amerykańskiej pisarki Patricii Highsmith. Kinomani mogą więc śmiało typować tytuł! Po szczegóły warto zajrzeć na stronę: https://biblioteka.czest.pl/

Fot. Łukasz Stacherczak



Galeria zdjęć

26 lutego 2026
Łukasz Stacherczak
Spotkanie autorskie z Ryszardem Ćwirlejem było pierwszym tego typu zorganizowanym w odnowionej sali odczytowej Biblioteki Publicznej im. Władysława Biegańskiego. Gmach przy Al. NMP 22 przeszedł niedawno gruntowny remont. Rozmowę z pisarzem poprowadził Robert Jasiak, naczelnik Wydziału Kultury i Sportu.

Zuzanna Suliga - czytaj więcej