SZUKAJ
CO/GDZIE/KIEDY W CZĘSTOCHOWIE Portal kulturalny

Piotr Dłubak

Kto nie płakał po Nemeczku?

9 października 2024
Udostępnij

Najnowszy spektakl częstochowskiego teatru opowiada klasyczną historię z dobrze znanej lektury na nowo. Stąd nowatorskie rozwiązania i postacie, które buntują się przeciwko temu, jak ponad sto lat temu Ferenc Molnár potraktował dzielnego Nemeczka.

middle-458643820_931321059032212_7295823469255317526_n.jpg

Ubiegłoroczny sezon w Teatrze im. Adama Mickiewicza pokazał się, że instytucja potrafi zarówno do klasyki, jak i przedstawień dla młodszych widzów podejść w bardzo niekonwencjonalny sposób. Pierwszym przykładem jest tu widowiskowa „Zemsta” w reżyserii Joanny Drozdy. Akcję osadzono w Muzeum „Zemsty” hrabiego Aleksandra Fredry, bohaterowie śpiewali przeboje (m.in. Kultu), a ta nowoczesna wizja spodobała się publiczności. Zresztą nie tylko jej, bo i kapitule Złotych Masek, która postanowiła przyznać aktorskie nagrody Hannie Zbyryt, grającej kustoszkę i Adamowi Hutyrze, wcielającemu się w Cześnika Macieja Raptusiewicza. Przykładem na nieszablonowe podejście do produkcji dla młodych było zaś autorskie „Jak zostać smokiem?” Karoliny Okurowskiej-Wabnic (przyznam, że byłam oczarowana wizualnym pięknem i przekazem tej bajki).

Dyskusja ze stereotypami

W nowym sezonie te dwa doświadczenia scaliły się w jedną premierę. Mowa o „Nie płacz, Nemeczku” Łukasza Zaleskiego, czyli pierwszej z teatralnych nowości 2024/2025. Tekst oparto na słynnych „Chłopcach z Placu Broni” Ferenca Molnára, którzy do dziś są jedną z lektur w „podstawówce”. Ja również czytałam ją w takim okresie. Litościwie dla siebie samej odpuszczę matematykę i liczenie, ile minęło od tej pory, gdy płakałam po Nemeczku.

middle-458921091_931321635698821_4256997485096342715_n.jpg

Kto z Was nie płakał? Pewnie dla większości młodych czytelników uśmiercenie pogodnego i skromnego Ernesta było sporym ciosem. I pewnie każdy z nas pisał w dawniej w szkole wypracowanie o bohaterskiej ofierze Erno (bo tak mówiono o nim zdrobniale) i walce o Plac Broni. I właśnie z takimi schematami podyskutować chciała reżyserka spektaklu Agata Nierzwicka. „Nie płacz, Nemeczku” powstało w ramach realizacji jej egzaminu reżyserskiego, a opiekunką młodej twórczyni była dobrze znana częstochowskiej publiczności Agata Biziuk-Brajczewska. W ubiegłym sezonie pełniła funkcję konsultantki ds. programowo-artystycznych, jednak jej spektakle poznaliśmy już wcześniej. Pierwszym takim spotkaniem była „Skłodowska. Radium Girl”, czyli doskonały spektakl Fundacji Teatr PAPAHEMA. Nie ukrywam, że po tym pokazie zauroczyłam się działaniami tego niezależnego teatru, który współtworzy również częstochowianin Mateusz Trzmiel.

W świecie RPG

To właśnie Bizuk-Brajczewska i PAPAHEMA podrzucili Nierzwickiej pomysł sięgnięcia po kultową książkę węgierskiego pisarza. Wspólnie postanowili, że potrzeba tu nowego klucza. Odrzucili więc tradycyjną wersję z epoki (pamiętajmy, że akcja książki rozgrywa się na przełomie XIX w. i XX w.), znaną np. z ekranizacji Zoltána Fábri z 1969 r. i osadzili opowieść współcześnie. Stąd zabawa na placu przenosi się w strefę gier RPG.

middle-459072124_931320515698933_8248788721050341266_n.jpg

To tu ścierają się Chłopcy z Placu Broni z Czerwonymi Koszulami. Tych pierwszych reprezentują Gereb, Boka i Nemeczek właśnie. Wcielają się w nich aktorzy PAPAHEMA: Helena Radzikowska (wcześniej występowała gościnnie w „Grupie krwi” - także w reżyserii Bizuk-Brajczewskiej), Paweł Rutkowski i wspomniany już Mateusz Trzmiel. Przedstawicielem wrogiego obozu jest zaś Feri Acz, w tej roli Karol Czajkowski. O przebiegu gry decydują kolejne rzuty kostki.

Głos z przeszłości

Akcja rozgrywa się na wielu płaszczyznach, śledzimy ją na scenie, widzimy na ekranie, otrzymujemy zbliżenia na detale. Dzieje się i to dużo, tak żeby młodzież nie miała chwili na znudzenie.

Następuje też zderzenie światów, bo w scenariuszu jest jeszcze jedna postać, pełniąca rolę takiego głosu z przeszłości. To Ferenc (czyli Molnár) vel Janina Mortkowiczowa. Jej nazwisko pada nie bez przyczyny, bo to ona na początku XX w. przełożyła powieść na język polski. I to ona wymyśliła tytułowy plac. W oryginale byli to bowiem chyba „Chłopcy z ulicy Pawła”! Gra ją/jego Sylwia Karczmarczyk. To nieco rola narratora, nieco „dyktatora” i to z nią bohaterowie dyskutują, zgłaszają swoją niezgodę na historię, którą opublikowano przed ponad stu laty. Bo gdyby pogoda była inna, Gereb nie stchórzył, Boka był uważniejszy, Feri Acz zamiast knuć – współdziałał, Nemeczek by żył. I ostatni z wymienionych najgłośniej protestuje przeciwko wizji pisarza. Tego, na ile ta niezgoda wpłynęła na akcję, jednak nie zdradzę.

middle-458921343_931321112365540_2946927934058903007_n.jpg

Z ważnym przekazem

Zdradzę za to swoje aktorskie zachwyty. Tym razem odnoszą się one przede wszystkim do trójki aktorów, choć dla aktorek wcielających się w męskie role, także mam duże uznanie. Bezapelacyjnie i zgodnie z tytułem całość skradł Nemeczek. Aktorstwo Mateusza Trzmiela imponuje mi nie po raz pierwszy. A rola to wymagająca, zarówno emocjonalnie, jak i fizycznie (współczułam mu przyznam, gdy broniąc flagi, ukrywał się w zakamarkach sali kameralnej). Do tego gra na 200 proc. i z wyraźnym przekazem dla młodych, zmagających się z dzisiejszymi kompleksami, brakiem akceptacji, wyśrubowanymi wymaganiami. Aktor nie ukrywał, że marzyło mu się, by po spektaklu młodzież wychodziła z poczuciem, tego, że jest wartościowa, wystarczająco dobra, że sobie poradzi, a w życiu może robić inaczej, lepiej. Czy to się udało. Mam nadzieję, że tak.

Z kolei Boka i Feri Acz rywalizują ze sobą o to, kto jest bardziej męski, kto odważniejszy, kto najlepszy. Paweł Rutkowski idealnie pasuje do roli mądrego przywódcy. W czasach mojej podstawówki, to pewnie plakaty z nim - jako Boką - wisiałyby w dziewczęcych pokojach. Karol Czajkowski jako Feri Acz szarżuje aż miło. Ma punkrockowy zadzior, dodaje kolorytu, komizmu i ogląda się go wyśmienicie. Jednak obaj największe wrażanie zrobili na mnie muzycznie. W spektakl wpleciono bowiem trzy piosenki. I właśnie przy mikrofonie wydobywają ze swoich postaci jeszcze więcej.

middle-458972139_931320822365569_2406494118831895538_n.jpg

To nie bryk!

To nowatorskie podejście do klasyki, entuzjazm młodych twórców (tu wspomnę też o autorze scenografii i kostiumów Juliuszu Żółtym i autorce muzyki – Lenie Michajłów), bo na nich przede wszystkim opiera się ten spektakl, z pewnością zaciekawi młodzież. Pewnie, podobnie jak przy „Stopklatce”, szybko pojawi się potrzeba rozmów z twórcami po przedstawieniu, czy powadzenia lekcji teatralnych.

Sama - jako młodzież już dorosła - również się nie znudziłam. Tym naprawdę młodym powiem tylko: pamiętajcie, ten spektakl to nie bryk, chcąc poznać lepiej tę historię, musicie sięgnąć po oryginał. I myślę, że „Nie płacz, Nemeczku” będzie dobrą do tego zachętą. Reszta, która po Nemeczku płakała lata temu, może zaś sprawdzić, czy nadal ich to wzrusza, czy nadal działa. Bo na mnie przyznam, że tak.

W tym miesiącu można to sprawdzić trzykrotnie. 23 października będą dwa spektakle szkolne o godz. 10.00 i 12.00 oraz jeden wieczorny – o 18.00. Na dopołudniowe biletów już nie ma, a gdy rozpoczynałam pisać ten tekst, na późniejszą godzinę było jeszcze kilka ostatnich miejsc (pewnie również się już wyprzedały). Ci, którym nie udało się załapać, powinni śledzić listopadowy repertuar w poszukiwaniu następnych terminów. Zaglądajcie na stronę www.teatr-mickiewicza.pl.

Fot. Piotr Dłubak/Teatr im. Adama Mickiewicza

Zuzanna Suliga - czytaj więcej