Madonna art deco
Wielbicielką jej twórczości jest Barbra Streisand, jej
obrazy „grały” m.in. w „Dawno temu w Ameryce” oraz teledyskach Madonny, pierwszego
męża „złapała” na gęś, i - co dawniej praktykowali wyłącznie mężczyźni - chętnie
portretowała swoje kochanki. Tamara Łempicka. Fascynujący dokument o artystce
OKF prezentuje w ramach cyklu „Wielka Sztuka na ekranie”. Można go obejrzeć w
niedzielę, 5 października o godz. 18.30. Warto!

Tamara Łempicka była w pewnym sensie Warholem przed Warholem – to jedna z kwestii, która pada w dokumencie „Prawdziwa historia Tamary Łempickiej” w reżyserii Julie Rubio. Film ten Kino Studyjne OKF „Iluzja” prezentował już trzykrotnie w sierpniu. Ciekawostką było zaś to, że reżyserka na swojej facebookowej stronie zamieszczała wówczas plakaty promujące częstochowskie pokazy.
Sezon był jednak urlopowy i – niestety – nie załapałam się na żaden termin. Na szczęście zainteresowanie było duże – bo cykl „Wielka Sztuka na ekranie” cieszy się w Częstochowie sporą popularnością – kino zaplanowało więc powtórkę. Wieczorem, 2 października w sali „Iluzji” było naprawdę tłoczno.
Nic w tym dziwnego, Łempicka przez całe swoje życie wiedziała, jak podtrzymać zainteresowanie i ta fascynacja okazuje się nieśmiertelna. Rubio, tworząc film, zaprosiła do udziału wnuczkę i prawnuczki malarki oraz znawców sztuki. Narratorką jest tu zaś Anjelika Huston, która nie tylko kolekcjonuje prace Tamary, ale grała ją na scenie już w latach 80. Wykorzystano bogate archiwalia i współczesne animacje. Historia wciąga od pierwszej minuty (i chciałoby się jeszcze więcej).
Nie PR a walka o przetrwanie
Skąd porównanie do Andy’ego Warhola? Łempicka również ukrywała tożsamość przed opinią publiczną i przedstawiała ją tak, jak uznawała dla siebie za najlepsze. Tu dodajmy, że mistrz pop artu urodził się jako Andrew Warhola i był synem imigrantów ze słowackiej wsi Mikova.

Tamara nigdy nie podawała swojego prawdziwego wieku, utrzymywała, że urodziła się w 1898 r. Okazuje się, że naprawdę miało to miejsce cztery lata wcześniej. Gdy zmarła w 1980 r. miała więc nie 82 a 86 lat. Nawet jej córka Kizette nie miała o tym pojęcia. Urodzona w Warszawie Łempicka ukrywała żydowskie pochodzenie. To również było zaskoczeniem dla rodziny, która wychowywała się już w wierze katolickiej. Ba! Jednym ze słynniejszych jej obrazów jest portret Kizette podczas pierwszej komunii świętej. Kolejnym – „Matka przełożona”.
To w dokumencie Rubio prezentowany jest niedawno odkryty akt chrztu malarki, który potwierdza, że urodziła się jako Tamara Rosalia Hurwitz. Reżyserka sięga też po dokumenty grobów dziadków Łempickiej z warszawskiego cmentarza żydowskiego. Pokazuje też papiery potwierdzające, że małżonkowie nawrócili się na chrześcijaństwo (to akurat odkrycie dziennikarki Moniki Krajewskiej, która również pojawia się na ekranie). Zatajanie pochodzenia nie było jednak działaniem PR-owym artystki (która była specjalistką od public relations zanim w ogóle powstał ten termin) a walką o przetrwanie w opętanej antysemityzmem Europie.
Ujawnione tajemnice

„Prawdziwa historia Tamary Łempickiej” ujawnia szereg tajemnic (na pewno wiele ich jeszcze zostało). Pokazuje też silną więź, która łączy życie i twórczość malarki. Opowiada m.in. o jej dwóch małżeństwach. Pierwszym wybrankiem Tamary był prawnik pochodzący z arystokratycznego rodu Tadeusz Łempicki. Poznali się na jednym z petersburskich balów. Artystka wiedziała, że niełatwo jest zwrócić uwagę kogoś, kto nie może wręcz opędzić się od kobiet. A że bal był przebierańców, to zamiast stroju królowej, wybrała ten umorusanej wieśniaczki. Na salę wkroczyła zaś w towarzystwie gęsi. Zadziałało. Portret męża również jest niezwykle rozpoznawalny. Tamara nigdy go nie dokończyła. Lewa dłoń, w której mężczyzna trzyma cylinder, ma tylko zarys. Gdy powstawał, małżeństwo stawało się przeszłością, na palcu zabrakło więc ślubnej obrączki.
Sam rozwód malarka przypłaciła depresją. Drugie małżeństwo – z baronem Raoulem Kuffnerem – okazało się bardziej udane. To z nim „baronowa z pędzlem” (jak o niej mówiono) przeprowadziła się do Hollywood.

Tyle o facetach. Jej biseksualność nie była tajemnicą. Odaliski malowali mężczyźni. Ona miała własną odpowiedź na słynny obraz Jeana Auguste’a Dominique Ingres’a. Swoje kochanki malowali (tu lista zresztą jest długa) m.in. Rembrandt, Amadeo Modigliani, Gustav Klimt, Pablo Picasso… Ona również. Robiła, to co wśród panów, uchodziło za standard. Jej akty (np. zmysłowej „Pięknej Rafaeli” – to jedna z najbardziej pożądanych jej prac) wymykały się jednak wszystkim znanym wówczas standardom.
W kolekcji Streisand i Nicholsona
Królową autokreacji fascynował film (sama próbowała działać i w tej dziedzinie sztuki). Jej twórczość kręci zaś hollywoodzkie gwiazdy. Kolekcjonerką jej dzieł jest Barbra Streisand. To w jej zbiorach znalazł się ikoniczny obraz „Adam i Ewa” (który sprzedano za blisko 2 miliony dolarów, co – jak na pracę kobiety – było w latach 90. ogromnym osiągnięciem). Kolekcją Łempickiej pochwalić się mogą także np. Jack Nicholson i Madonna. Sama malarka nazywana bywa zaś Madonną swojego pokolenia. A przy piosenkarce zostając, to obrazy Polki wykorzystała w teledyskach „Open Your Heart” i „Vouge”. Ale nie tylko to sprawiło, że silnie zakorzeniły się one w popkulturze. Przykładem niech będzie filmowe arcydzieło, jakim jest bez wątpienia „Dawno temu w Ameryce”, w którym jako scenografię również wykorzystano pracę malarki.
„Prawdziwa historia Tamary Łempickiej” oszałamia dziełami, na ekranie widzimy je niezwykle szczegółowo. Dowiadujemy się szczegółów dotyczących ich powstania. Poznajemy m.in. historię najsłynniejszego chyba obrazu Łempickiej (uznawanego za symbol art deco) – „Autoportretu w zielonym Bugatti”, namalowanego na potrzeby okładki czasopisma „Die Dame”. To dobre pocieszenie dla tych, którzy nie załapali się na wystawę, którą na przełomie 2022-2023 prezentowano w Muzeum Narodowym w Krakowie (sama stałam w długiej kolejce, by ją zobaczyć). Tu obejrzymy je dokładniej, niż na muzealnej ścianie.

Wielka Sztuka na ekranie
Całość ma jednak gorzki posmak, bo znawcy sztuki regularnie mówią o tym, że Polka pozostaje niedoceniona. I choć „Portret Marjorie Ferry” w 2020 r. sprzedano na aukcji za ponad 21 mln dolarów, co stanowi trzecią kwotę, którą zapłacono za dzieło współczesnej artystki, to np. „Shot Sage Blue Marylin” Warhola osiągnęła 195 mln dolarów, a „Kobieta z zegarkiem” Picassa – ok. 139 mln zł (a to oczywiście nie są rekordowe kwoty, na szczycie zestawienia nadal pozostaje „Zbawiciel świata” Leonarda da Vinci, kupiony za ponad 450 mln dolarów!).
To oczywiście tylko kilka sekretów, które wypełniły blisko dwugodzinny film. OKF zaplanował jeszcze jeden pokaz, w niedzielę, 5 października o godz. 18.30. Sprawdźcie, czy są jeszcze bilety, bo ten seans to naprawdę przyjemność.
To oczywiście nie koniec jesiennych pokazów z cyklu „Wielka Sztuka na ekranie”. 12 października i 2 listopada „Iluzja” zaprasza na „Caravaggio: na tropie arcydzieła”, a 16 listopada oraz 2 i 14 grudnia ma w repertuarze „Velázquez i jego tajemnica”.
Fot. archiwum OKF
