Małe dygresyjki i wystrzały humoru
Szlagiery Kabaretu Starszych Panów wypełniły kwietniowy czwartkowy wieczór z chórem. Gościem specjalnym koncertu był Bohdan Łazuka, który nie tylko śpiewał, ale – a może przede wszystkim – opowiadał. Sypał wspomnieniami, żartami i anegdotami, m.in. o tym, jak kończy się… abstynencja w teatrze.

Pierwsza klisza, którą widzę, gdy pada nazwisko: Bohdan Łazuka? Scena z „Małżeństwa z rozsądku” Stanisława Barei, w której aktor śpiewa „Miłość złe humory ma” (to tekst Agnieszki Osieckiej). Film miał premierę pod koniec lat 60., ja zobaczyłam go już w kolejnym wieku, ale oglądając, nie dziwiłam się, że kinomanki dawały się kiedyś filmowemu Edziowi zauroczyć. To wspomnienie tak silne, że konkurencją dla niego może być wyłącznie Szef z „Chłopaków nie płaczą” Olafa Lubaszenki.
Wieść, że Łazuka będzie gościł w Filharmonii Częstochowskiej, przyciągnęła zarówno tych, którzy pamiętali jego aktorskie dokonania sprzed dekad, jak i takich, którzy za Szefem cytują dowiedz się jacy ludzie i porozmawiaj z nimi po swojemu(albo o czym ty do mnie rozmawiasz). Choć przeważała pewnie ta pierwsza grupa.
To było tak
Frekwencja 23 kwietnia, w kolejny „Czwartkowy wieczór z chórem” była naprawdę imponująca. To dowód na popularność gościa specjalnego, ale też na sympatię, którą widzowie darzą gospodarza wydarzenia, czyli Chór Filharmonii Częstochowskiej „Collegium Cantorum”. Koncert poświęcono szlagierom legendarnego Kabaretu Starszych Panów, z którym aktor i piosenkarz zaczął występować w 1961 r.

Wieczór, którego prowadzącym był szef chóru – Janusz Siadlak, otworzyła „Piosenka jest dobra na wszystko”. Mikrofon szybko przejął – powitany owacyjnie - Łazuka. Zaczął od ballady „To było tak” zaśpiewanej przy akompaniamencie pianisty Jacka Kobylnika. – Debiutowałem nią w Kabarecie Starszych Panów. Jako ciekawostkę dodam, że wygrała pierwszą edycję Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu ex aquo z Ewą Demarczyk – wspominał aktor, komplementując przy tym zarówno muzyka, jak i cały częstochowski chór (o publiczności już – przez skromność – nie wspomnę).
- Utwory, które będziemy śpiewali tego wieczoru, są zaaranżowane przez Andrzeja Borzyma, syna Juliusza Borzyma, który był pianistą w Kabarecie Starszych Panów. Andrzej Borzym dokonał rzeczy dość niemożliwej, bo transkrypcji i aranżacji na chór a capella, co w przypadku takich piosenek jest niezwykle trudne – zaznaczał Siadlak, zapowiadając kolejne piosenki: „Rodzinę”, „Staruszka do wszystkiego” i „Herbatkę”.
Od dowcipów to będę ja
Kolejne wykonania chóru Łazuka przeplatał – jak mówił – „małymi dygresyjkami”. Oto jedna z nich: Przy każdym nagraniu, przed klapsem filmowym, jak już staliśmy przed kamerami, dochodziło do takiej sytuacji: nad Wieśkiem Michnikowskim, dość mało krępującym fizycznie, stał potężny, zbudowany fantastycznie Mieczysław Czechowicz. Pani od klapsów była gotowa do startu, a Czechowicz wstrzymywał nagrania tekstem: panie reżyserze, chwileczkę, Michnikowski mnie zasłania.

Wyobrażenie tej scenki wywołało salwę śmiechu, oklaski i kolejne wspomnienia, tym razem o lunatykowaniu Jeremiego Przybory i jego fascynacji twórczością innych poetów, w tym szczególnie Juliana Tuwima. A jak Tuwim to i „Kwiaty polskie”. Aktor przypomniał więc słynny fragment „A polski bez jak pachniał w maju”, po raz kolejny zbierając gromkie brawa.
Zapytany o pierwsze wrażenia ze spotkania ze Starszymi Panami – wspomnianym Przyborą i Jerzym Wasowskim opowiadał tak: Nic takiego szczególnego, poza tym, że poczułem się, jakbym przysłowiowego Pana Boga za nogi złapał. Profesor Kazimierz Rudzki, cudowny człowiek, zaprosił ich na mój dyplom w szkole teatralnej. Po dyplomie pan Jeremi przyszedł za kulisy i powiedział: proszę pana, czy pana interesowałby udział w Kabarecie Starszych Panów. Nie widziałem, co powiedzieć, złapałem oddech odpowiedziałem: proszę pana, może pan pozwoli, że od dowcipów to ja będę. Okazało się, że z żartem nie miało to nic wspólnego, a Łazuce zaproponowano, że będzie występował w programie jako właśnie… młody Przybora.
Zostając przy poecie, to z jego ust padł najważniejszy chyba z komplementów, które aktor usłyszał w zawodowym życiu. Przybora rzekł bowiem takie to słowa: spotkałem w swoim życiu wielkość, nazywa się Bohdan Łazuka.

Brylując w anegdotach
O wielkości Starszych Panów przypominał z kolei Chór „Collegium Cantorum”, przeplatając największe przeboje Kabaretu z utworami mniej znanymi, może już nieco zapomnianymi. W repertuarze znalazły się więc np. „Ząb, zupa, dąb”, „Ballada jarzynowa”, „Biżuteria”, „Wesołe jest życie staruszka”, „Jak tu nie jechać”, „To będzie miłość nieduża”, „Stacyjka Zdrój” czy „Na całej połaci śnieg”.
Łazuka wspominał również innych tuzów ekranu i sceny, a wśród nich choćby Aleksandra Dzwonkowskiego (znanego z ról m.in. w „Kapeluszu pana Anatola”czy „Zezowatym szczęściu”) - szalenie lubianego przez publiczność, bardzo w środowisku uznanego i brylującego w anegdotach. Jedną z historyjek zresztą przytoczył. – Jak Dzwonek powiedział dwa zdania w ciągu tygodnia to było gadulstwo z jego stronu – zaczął. Ale do sedna: Pojechali na występy do Dubrownika - pod auspicjami Adama Hanuszkiewicza. Po drodze, jakby tu powiedzieć delikatnie - bo zacne mury - wypijali, napoje niekoniecznie pochodzenia mlecznego. Wysiadają z odpowiednim chuchem, a Adam mówi: panowie, jak ja jeszcze od kogoś poczuję alkohol, to wyląduje z wilczym biletem, nie będzie miał roboty do końca życia. Po czym Dzwonek idzie do niego pierwszy, jako lider grupy, i mówi: pamiętam, w 1933 r. we Lwowie był taki reżyser - Szpakowicz się nazywał - i obsadził sztukę samymi abstynentami. Byłem na tym, widziałem, Boże, takiej tragedii nikomu nie życzę.

- Czekamy na kolejne wystrzały takiego humoru – skwitował w imieniu swoim i publiczności Janusz Siadlak. Gościa zachęcać więcej nie trzeba było. – Byłem kiedyś z orkiestrą, oczywiście nie z tak doskonałym pianistą, jak pan Jacek, ale też niezłym, bo był to Czesiu Majewski. No i na koniec ludzie krzyczą „bis”, „brawo” (widocznie jakaś rodzina) i ja mówię: proszę państwa ja już nic więcej nie mam. A głos z sali na to: to jeszcze raz od początku – żartował.
Bez cienia kokieterii
Tu nie było powtórek, bo program krył jeszcze kilka perełek. W tym słynne „Przeklnę cię”, do wykonania którego legendarny aktor zaprosił Małgorzatę Beatę Siadlak (dawniej wykonywał ten szlagier z Barbarą Krafftówną). I przyznam, że biorąc pod uwagę tempo piosenki, to mnie brakło tchu już przy pierwszej zwrotce, za to artysta śpiewa ją z taką samą siłą, jak lata temu (a w tym roku kończy – nie wypominając – 88 lat!). Grafik występów ma ponoć bardzo napięty i nie zamierza spocząć na laurach.
Owacje na stojąco potwierdziły, że widzom nadal jest potrzeby. Oni – czego nie kryje – mu również. Dwugodzinne spotkanie Bohdan Łazuka zakończył więc tak: Bez cienia kokieterii powiem, że nie wiem, jak państwo z nas, ale my z was jesteśmy bardzo kontenci.
Fot. Agnieszka Małasiewicz
