SZUKAJ
CO/GDZIE/KIEDY W CZĘSTOCHOWIE Portal kulturalny

Małgorzata Ostrowska/Facebook

Meluzyna i Mister of America

16 marca 2026
Udostępnij

Małgorzata Ostrowska powróciła na scenę Filharmonii Częstochowskiej. Tym razem okazja była jubileuszowa. Wokalistka uczciła 45-lecie pracy artystycznej. Zabrzmiały utwory, które wychowują na rockowo kolejne pokolenia.

middle-Screenshot-2026-02-20-at-16-12-17-„Malgorzata-Ostrowska-–-45-lat-koncert-jubileuszowy-–-koncerty-bilety-miasta-2026-2027-Adria-Art.jpg

Poprzedni koncert odbył się w listopadzie 2024 r. Wtedy Małgorzata Ostrowska promowała nadchodzącą płytę „Legenda” i udowodniła, że od tej własnej nie odcina kuponów. Co ciekawe, w Częstochowie nagrano wówczas zdjęcia do teledysku „Wyspa”. Można go obejrzeć na YouTubie. Ja (siedziałam na balkonie) się w nim jeszcze nie odnalazłam, ale może Wam odszukiwanie się pójdzie łatwiej.

Energia klipu nie była reżyserowana, Ostrowska porywa publiczność. Scena to jej żywioł. Do filharmonii wokalistka powróciła 23 lutego z okazji 45-lecia pracy artystycznej i zafundowała nam podróż przez różne dekady swojej działalności. Zanim wraz ze swoim zespołem (czuć w nim rewelacyjną chemię) wkroczyła na scenę, na ekranie pojawiło się nagranie zza kulis, na którym ekipa szykuje się do występu, a wyjście do publiczności poprzedza charakterystycznym okrzykiem.

Granie rozpoczęły „Znowu radio” i „Droga pani z TV”. – Nie wiem, kiedy to minęło, nie wiem, kto to policzył. Będziemy dziś głównie wspominać. Mam nadzieję, że w waszych głowach odezwą się takie bardziej osobiste wspomnienia – mówiła jubilatka o tych 45 latach kariery.

Na ekranie pojawiały się fragmenty koncertów i programów telewizyjnych, nagrania z czasów Lombardu oraz te z tu i teraz, sesje zdjęciowe, rozmowy, wywiady, teledyski, kilka prywatnych ujęć, nieco backstage’u. Wokalistka zmieniała stroje i fryzury (a wraz z nią i polskie ulice, bo w latach 80. i 90., wiele pań chciało nosić się „na Ostrowską”), muzycznie eksperymentowała, ale zawsze była sobą. I po latach widać, że to prawda sprawdza się najmocniej.

middle-OstrowskJub.jpg

Zgodnie z zapowiedzią repertuar rozpoczęły (jak zaznaczyła artystka) „starocie” i „półstarocie”. Zespół manewrował pośród różnych muzycznych dekad. Był więc „Taniec pingwina na szkle”, „Rzeka we mnie”, „Lawa”, „Anatomia, ja płynę, płynę” (choć to piosenka z połowy lat 80., to do solowych koncertów artystka włączyła ją całkiem niedawno), „Śmierć dyskotece!” czy „Mam dość”. Ostrowska przyznała, że choć często sięgała po subtelniejsze brzmienia, to jej żywiołem od zawsze jest mocne, gitarowe granie.

Gdy zabrzmiały „Szpilki”, artystka wraz z gitarzystami ruszyła do publiczności. Zaznaczyła, że gdy tylko fani przestaną z nią śpiewać ten kawałek, automatycznie wyleci on z repertuaru. – Uratowaliście tę piosenkę – oceniła (uff, bo bardzo lubię ten utwór).

Jak na jubileusz przystało, było różnorodnie. Stąd i set akustyczny, wypełniony np. „Po niebieskim niebie”, „Ziemią w ogniu” czy wspomnianą „Wyspą”. Z nowości była też oczywiście „Legenda” (dowód, że Małgorzata Ostrowska ma jeszcze wiele do powiedzenia na polskiej scenie muzycznej) oraz premierowa kompozycja (przyznam, że nie mam pojęcia, jak się nazywa), który być może trafi kiedyś na kolejną płytę.

Im bliżej było do końca, tym bardziej czekaliśmy na największy ogień. Dla mnie takim jest przede wszystkim „Mister of America” (na samo wspomnienie, czuję ciary). Tak rozgrzaną atmosferę potrzymała „Meluzyna”. To prawdziwy fenomen, bo na początku lutego minęło dokładnie 40 lat od premiery filmowych „Podróży pana Kleksa”, w których zabrzmiała po raz pierwszy! I ta piosenka nie tylko nie straciła nic na popularności, ale wręcz ją zwielokrotniła. Gdy słychać pierwsze akordy, na scenie i przede wszystkim pod sceną rozgrywa się prawdziwe szaleństwo.

Oficjalnie jubileusz zakończyła „Szklana pogoda”, kolejny nieśmiertelny kawałek, który ma ponad 40 lat na karku. Jednak ten wieczór nie mógł się tak skończyć. Nie tylko ja czekałam przecież na monumentalny „Gołębi puch”. Od czasów „Męskiego grania” i wspólnego wykonania z Organkiem, kawałek sprzed lat przeżywa kolejną, niemijającą młodość.

Bisy dopełniły „Miny na pokaz, czyny za grosz”, stanowiąc doskonałe zwieńczenie tej koncertowej wyprawy przez rockową historię. A ja? Mam ochotę na więcej, więc gdy tylko Impresariat Adria Art (organizator tras „Legenda” i tej jubileuszowej) zapowie powrót Małgorzaty Ostrowskiej do Częstochowy, będę pod sceną pierwsza.

Fot. Małgorzata Ostrowska/Facebook, archiwum Impresariatu Adria Art



Zuzanna Suliga - czytaj więcej