SZUKAJ
CO/GDZIE/KIEDY W CZĘSTOCHOWIE Portal kulturalny

Agnieszka Małasiewicz

Muzyka, która sięga gwiazd

13 czerwca 2025
Udostępnij

13 czerwca Filharmonia Częstochowska kończy swój jubileuszowy sezon artystyczny. Zabrzmi „Beethoven”, emocje będą więc kosmiczne. Ale ja olbrzymią ich dawkę w tym półroczu już odebrałam, wszystko za sprawą „Gwiezdnej Sagi koncertowo”.

middle-493565256_1300170465227702_7778512487168098244_n.jpg

9. Symfonia Ludwiga van Beethovena (z finałową „Odą do radości”), jedno z najpotężniejszych dzieł wszech czasów, uświetni finał jubileuszowego, 80. już sezonu Filharmonii Częstochowskiej. W programie znajdzie się też Fantazja c-moll op.80 (znana również jako „Chóralna fantazja). Taki dobór repertuaru sprawi, że piątek, 13 czerwca z pewnością nie będzie dla melomanów pechowy. W sali koncertowej, której patronuje Wojciech Kilar, wystąpią: Orkiestra Symfoniczna Filharmonii Częstochowskiej, Chór Filharmonii Częstochowskiej „Collegium Cantorum” oraz „Camerata Silesia” Zespół Śpiewaków Miasta Katowice. Solistami będą: Ewelina Janda – sopran, Justyna Kopiszka – alt, Aleksander Kunach – tenor, Artur Janda – bas, a przy fortepianie zasiądzie - Alessandro Marano. Za pulpitem dyrygenckim stanie zaś dyrektor instytucji – Adam Klocek.

Koncert zaplanowano na godz. 19.00 i kto jeszcze nie kupił biletów, ma ostatnią szansę, choć jest ich niewiele (szukajcie wolnych miejsc na bilety.filharmonia.com.pl).

middle-494731316_1300169985227750_4997380946573137828_n.jpg

Mistrzowskie kompozycje kolejne już stulecie poruszają słuchaczy z różnych zakątków świata, emocje piątkowego występu z pewnością sięgną gwiazd. I już niebawem opisze je na CGK Joanna Skiba.

A ja w jubileuszowym sezonie też miałam w filharmonii porcję kosmicznej magii (a raczej Mocy!). Wszystko za sprawą koncertu „Gwiezdna Saga Koncertowo” z udziałem częstochowskich symfoników i chóru „Collegium Cantorum” prowadzonych przez wspomnianego już Adama Klocka. Producentem widowiska był Adam Celiński, realizator nagrań i muzyk od lat związany ze Studiem Radioaktywni (w którym nagrywali utwory m.in. Hanna Banaszak czy Maciej Maleńczuk).

Epickie kompozycje Johna Williamsa po dziesięciu latach znów zabrzmiały w gmachu przy ul. Wilsona. W 2015 roku - dla fanów sagi - roku szczególnym, bo premiery siódmego epizodu „Gwiezdne wojny: Przebudzenie mocy” (w reżyserii już nie George’a Lucasa a J.J. Abramsa) – z inicjatywy Celińskiego zorganizowano już symfoniczny występ „Gwiezdne wojny koncertowo”. Zabrzmiało wówczas kilkanaście najbardziej znanych tematów z serii. Ułożono je w kolejności chronologicznej od „jedynki”, czyli „Mrocznego widma”, przez „Atak klonów”, „Zemstę Sithów”, po „starą trylogię”: „Nową nadzieję”, „Imperium kontratakuje” i „Powrót Jedi”. Zabrzmiały więc m.in. „Duel Of The Fates”, „Yoda's Theme”, „Cantina Band” (uwielbiam!), „Battle of the Heroes” czy „Across The Stars”.

middle-496967619_1300168948561187_432980308582784861_n.jpg

Nie zabrakło ich i w maju tego roku. Ale po kolei. Miesiąc koncertu wybrano wówczas nie przez przypadek, bo to właśnie w maju fani (ja też!) obchodzą Dzień Gwiezdnych Wojen. Nie ukrywam, że idąc do filharmonii, cieszyłam się jak dziecko. Zwłaszcza że w holu czekali rekonstruktorzy: dwaj szturmowy (uzbrojeni w karabin blasterowy i lekki blaser) i sam imperator Palpatine. Choć wyglądali groźnie, ale chętnie pozowali do zdjęć. Oczywiście ustawiłam się w kolejne, przecież taka okazja może mi się już nie trafić. A żołnierze Imperium byli tak mili, że na czas zdjęć, dali mi potrzymać broń (może nie wiedzieli, że gdybyśmy spotkali się w świecie uniwersum, stałabym po stronie rebeliantów?). Dzięki Agnieszce Małasiewicz, która jest autorką wykorzystanych w tym tekście zdjęć, mam świetną pamiątkę.

Tego wieczoru ubyło mi ze 30 lat! Gdy siadłam już w fotelu, zgasły światła i zabrzmiał „Star Wars Main Title”, poczułam się tak, jakbym po raz pierwszy czytała kultowe zdanie: Dawno, dawno temu w odległej galaktyce. Normalnie ciarki!

middle-499932423_1300169555227793_3103535359361143233_n.jpg

Od poprzedniego koncert minęła dekada, a saga „Star Wars” liczy dziś dziewięć epizodów, w 2017 roku dołączył do niej „Ostatni Jedi”, a w 2019 roku – „Skywalker. Odrodzenie”. Stąd i program koncertu rozbudowano o trzy części, a do motywów poświęconych takim bohaterom jak Yoda, Anakin, Leia doszła Rey. Każdej z kompozycji towarzyszyła graficzna zapowiedź i specjalna wizualna oprawa. Gra świateł, ledy ustawione na scenie niczym świetlne miecze (swoją drogą taki miecz - oczywiście zabawkowy – i koniecznie zielony, to moje niespełnione marzenie, może przed 40. pora je wreszcie zrealizować?), robiły niesamowite wrażenie.

Takie – zresztą po raz kolejny – wywarł na mnie kanoniczny „Marsz Imperialny”, nierozłącznie kojarzony z Darthem Vaderem (oczywiście nie brakowało w nim charakterystycznego oddechu Lorda). Jednak, gdybym miała wskazać kompozycję, która skradła ten koncert, bez zastanowienia będzie to wspomniane już „Duel Of The Fates” z „jedynki”. Słyszę ją i od razu widzę scenę pojedynku między Qui-Gonem Jinnem i Obi-Wanem Kenobim a Darthem Maulen, który na ekranie przerażał mnie jako dziecko.

I właśnie ten utwór – jako publiczność – wyprosiliśmy na bis. Gdy muzycy skłonili się po raz ostatni, pewien nie tylko ja miałam ochotę krzyczeć: jeszcze raz, zagrajcie od nowa!

A gdy tylko wróciłam do domu, włączyłam sobie… „Mroczne widmo”. I wiecie co, nadal boję się Darth Maula.

Fot. Agnieszka Małasiewicz/Filharmonia Częstochowska

Zuzanna Suliga - czytaj więcej