SZUKAJ
CO/GDZIE/KIEDY W CZĘSTOCHOWIE Portal kulturalny

Grzegorz Skowronek

Najlepszy od dawna

12 stycznia 2026
Udostępnij

Tradycją w Częstochowie jest to, że w grudniu koncertuje u nas Dżem. Rok w rok filharmonia szczelnie się wypełnia fanami zespołu w najróżniejszym wieku – od dzieciaków po tych, którzy „Whisky” słuchają od dekad.

middle-Messenger_creation_00E8BBB3-B418-4E58-9DA9-3331F72DE78A.jpeg

Przez wiele lat ten i inne przeboje bluesowej legendy śpiewał Maciej Balcar. W 2024 r. nastąpiła zmiana i za mikrofonem stanął syn Ryśka – Sebastian Riedel. I tak w grudniu wspomnianego roku Dżem po raz pierwszy zabrzmiał w Częstochowie w nowym składzie. Od tego czasu minął kolejny rok i słychać, że zespół się „dotarł”.

Bez Bena

Koncert, który odbył się 20 grudnia (jak zawsze zorganizowała go Agencja Brussa) - nie tylko moim zdaniem – był jednym z najlepszych, jakie band zagrał od dawna. Z nowymi kawałkami, zmienioną (i pozbawioną „dłużyzn”) setlistą, dobrą energią, dialogowaniem na trzy a nawet cztery gitary. Jedynie żal, że na scenie zabrakło Bena Otręby, który miał pod koniec roku przerwę w koncertowaniu. Zastąpił go Janusz Frychel (który rok temu towarzyszył Dżemowi w kilku kawałkach).

Gdy tylko zabrzmiała pierwsza piosenka, wiedziałam, że to będzie bardzo dobry wieczór. Jak mogło być inaczej, gdy set zaczyna „Poznałem go po czarnym kapeluszu”. Bardzo Ryśkowa piosenka, która idealnie pasuje do Sebastiana, człowieka, który na Dżemie i z Dżemem się wychowywał.

middle-Messenger_creation_5D83B410-4493-42B8-9A7C-0C9620CD7F92.jpeg

„Dusza” z klimatem

Tempo i klimat podtrzymały „Mała Aleja Róż” i „Złoty paw”. Po standardach przyszła pora na nowości. Dżem zapowiada bowiem, że już niebawem światło dzienne ujrzy oczekiwana od dawna premierowa płyta. Od wydania studyjnej „Muzy” minęło już kilkanaście lat, nadzieje są wiec rozbudzone. Po sieci krążą już zaś dwa single: „Dusza” i „Sobie potrzebni”. Oba usłyszeliśmy w filharmonii. Przyznam, że jestem fanką tego pierwszego niezwykle klimatycznego kawałka, dżemowego do trzewi. Jeśli taki będzie cały nowy krążek, będę słuchała go z przyjemnością.

Innych nowości jeszcze nie znamy, szkoda, bo marzyło mi się, że na koniec roku, właśnie w Częstochowie zabrzmi jakaś przedpremierowa piosenka. Zamiast tego wróciliśmy do kwestii sprawdzonych i dobrze znanych – jak „Mamy forsę, mamy czas” i „Harley” (czyli utworu dla tych, którzy mieli, mają lub marzą, by mieć motocykl).

middle-Messenger_creation_531DD0EA-65FE-481C-8F6E-68C7381E67F2.jpeg

Zastanawiałam się za to, jak brzmieć będzie piosenka, którą najmocniej kojarzymy chyba z Maciejem Balcarem i jego ponad 20-letnią obecnością w Dżemie. To oczywiście „Do kołyski”, które osobiście uwielbiam - za tekst i za to, że choć słyszałam ją nie zliczę już ile razy, to niezmiennie mnie porusza. Okazuje się jednak, że Sebastian Riedel bardzo dobrze się w niej odnalazł. Podobnie, jak czuje „Partyzanta” - pochodzącego ze wspomnianej już „Muzy”. Porusza się w nich z podobną swobodą, jak w piosenkach taty.

I kropka

Jest kilka tytułów, bez których nie ma dżemowego koncertu. I kropka. Fani czekają. Należą do nich „Naiwne pytania” i „Czerwony jak cegła”. Stąd oczywiście nie mogło ich zabraknąć także w filharmonii. A ja – czego nie kryję (choć w świecie fanów mogę się tym narazić), nie przepadam za tymi hitami. Ponucę dla towarzystwa, poklaszczę, pobujam się, tekst znam zresztą na pamięć, ale gdybym mogła, dokonałabym rotacji repertuarowej, zamieniając te dwa szlagiery na bardziej mroczne kawałki - „Detox” albo „Niewinni i ja”

middle-Messenger_creation_284CCA27-8E41-47CA-AF05-F186BDA9606D.jpeg

Za to nigdy nie dałabym usunąć z listy „Malowanego ptaka”. To brzmieniowa i tekstowa doskonałość, która za każdym razem wywołuje u mnie ciarki. Inną jest „List do M.”, którego – poza koncertem na 45-lecie zespołu w Spodku – nie słyszałam już chyba dosyć dawno. Usłyszenie wykonania „młodego” Riedla było więc wielką przyjemnością.

Za to „Wehikuł czasu – to byłby cud” brzmi za każdym koncertowym razem. I choć to utwór niemal dekalogowy, to w przeciwieństwie do wspomnianych dwóch – niezmiennie czuję do niego miętę. Minus tego, że słyszymy charakterystyczny wstęp jest tylko jeden, najczęściej oznacza on, że koncert dobiega końca. I tak – tradycyjnie – było i tym razem. Choć był to piękny finał, w którym gitary Jerzego Styczyńskiego, Adama Otręby, Janusza Frychela i Sebastiana Riedla, pięknie ze sobą dialogowały.

middle-Messenger_creation_2C4BA019-25B2-433D-BE9C-1F282BF6BEA4(1).jpeg

Na szczęście zanim pożegnaliśmy się z Dżemem na rok, zabrzmiały jeszcze bisy. Na te jednak trzeba sobie nieco zasłużyć. Nieustającymi oklaskami, udało nam przywrócić zespół na scenę. - Dla Was zawsze - podkreślał Riedel zwiastując bisowanie.

I efekcie grudniowy występ zwieńczyły słynne „Sen o Victorii” i „Whisky”. Na ostatnią niektórzy kręcą nosem (tak jak ja na "Cegłę"), ale czy znajdzie się ktoś, kto kiedyś nie bawił się, śpiewając Mówią o mnie "co z niego za typ?". Nie ma? Tak myślałam.

Fot. Grzegorz Skowronek



Galeria zdjęć

12 stycznia 2026
Grzegorz Skowronek
20 grudnia zespół Dżem wystąpił w Filharmonii Częstochowskiej.

Zuzanna Suliga - czytaj więcej