Naszym obowiązkiem jest granie rock’n’rolla
Zygmunt „Muniek” Staszczyk znów nagrywa w Częstochowie. Najpierw z kolegami z T.Love Alternative wypuścił utwór „Imperium”. Teraz razem z przyjacielem, z którym przed laty mieszkał blok w blok, Maciejem „Maciem” Maślikowskim,
szykuje trzecią wspólną płytę. Stawiają na czytelny przekaz i kawałki,
które mają komentować dzisiejsze czasy. Premierą chcą uczcić urodziny,
które obaj świętują w listopadzie.

Ostatnio coraz częściej przyjeżdżasz do Częstochowy. Zaczęło się od „Imperium”, kawałka sprzed lat, któremu daliście nowe życie.
Muniek Staszczyk: Darek Zając wpadł na ten pomysł już w 2023 roku, gdy w Częstochowie spotkali się z Tomem Pierzchalskim [obaj współtworzyli przed laty T.Love Alternative – przyp. red.]. Wspominali dawne czasy i rzucili, że warto byłoby wrócić do „Imperium” w odpowiedzi na działania Putina i trwającą wojnę w Ukrainie. Darek stwierdził, że ten nasz stary kawałek znów jest bardzo aktualny. Zadzwonił zapytać, czy jestem na „tak”.
Byłem. Tylko powiedziałem, że warto zrobić troszkę nowszą wersję, najlepiej razem z chłopakami z Częstochowy. Od razu padło nazwisko Krzyśka Niedźwieckiego, którego dobrze znam i który organizował koncert „Częstochowa gra Muńka”. Resztę składu dopełnili muzycy, którzy wtedy grali z nami na Bieganie.
Zaczęli działać, dostałem wersję demo (bardzo fajną!) i zdecydowałem, że nagrywamy. Przyjechałem do Częstochowy jakoś w lutym, nagraliśmy klip, miasto to dofinansowało. Pomyśleliśmy, że najlepiej będzie kręcić teledysk w starej sali „Sienkiewicza”, z którą mam związane wspaniałe wspomnienia. Tak naprawdę tam zaczynałem moją karierę muzyczną. Tam odbył się pierwszy koncert duetu Atak, przekształconego później w Opozycję. Był dokładnie 30 listopada 1980 roku. Teraz po czterech dekadach wróciliśmy tam z „Imperium”.

Skąd nazwa Muniek i NieTacyŚwieci?
- Powiedziałem chłopakom: nie możemy przecież nazywać się T.Love Alternative, jak gra nas tylko trójka ze składu i przecież zakończyliśmy działalność. Zacząłem kombinować nad nazwą. Najpierw wymyśliłem Muniek i Święci. Dobre i krótkie. Darek na tych „Świętych” kręcił nosem. Jak siedziałem w domu, to pomyślałem, że może lepiej NieTacyŚwięci. Bo to bardziej do nas pasuje. Mimo że pisownia jest niezbyt gramatyczna, to sama nazwa bardziej nośna.
W necie nie brakuje dobrych komentarzy. Klip się podoba. Można powiedzieć, że nagraliśmy „Imperium” z takiego obowiązku obywatelskiego, bo gdy dzieją się takie rzeczy dookoła, trudno o nich nie śpiewać. Ten tekst napisałem 40 lat temu, w roku 1984, kiedy istniał Związek Radziecki. Myślę, że Putin marzy o jego powrocie.
Planujecie więcej kawałków, koncerty?
- To nie jest na razie projekt koncertowy. Miała być „jednorazówka”, ale Darek się nakręcił, podsyła mi kolejne stare, niepublikowane nigdzie kawałki T.Love Alternative, z jakiejś pierwszej demówki. Przypomina: a pamiętasz ten numer „Ziemia jest piękna”. Coś tam pamiętam. Kto wie, co dalej.

Ale przyznam, że było to działanie mocno oczyszczające. Zawsze jak przyjeżdżam do Częstochowy i biorę udział w takich alternatywnych rzeczach, jak nagranie „Imperium” czy praca z Maciem [Maciejem Maślikowskim, liderem zespołu Shamboo – przyp. red.], to dla faceta, który jest w ciągłym ruchu, znów jest aktywny w showbiznesie, odmiana. Po nagraniu „Imperium” wszyscy czuliśmy się świetnie. Cieszę się, że Darek i Tom dostali nowego poweru. Nie działamy na spinie, robimy to dla frajdy.
Wspominasz o Maćku Maślikowskim, znów działacie razem. On reaktywował Shamboo, w kwietniu powróciłeś do studia w Miejskim Domu Kultury, by nagrać kilka kawałków na Waszą trzecią wspólną płytę. Jak do tego doszło?
- Już dawno Macio dzwonił do mnie, mówiąc, że chce wrócić do muzyki. Wcześniej jako Shamboo+Muniek wydaliśmy dwa albumy: „Tatę” i „Piosenki”. To można wydać trzeci. Czemu nie, więc obiecałem, że nagram kilka kawałków. Zarejestrowaliśmy już m.in. „Złego”, który bardzo mi spasował. To fajny numer na obecne czasy, choć oczywiście w starym, oldschoolowym stylu.
Czuję, że będzie się podobał na koncertach starym punkowcom, a może i dzieciakom, których rodzice słuchają Kultu, T.Love, Armii czy Dezertera, także to podłapią. Naszym obowiązkiem jest granie rock’n’rolla na przekór wszechobecnej sieczce. Bo kto ma to robić? Na koncerty T.Love przychodzą młodzi ludzie i słuchając tych gitar, pytają zdziwieni: to panowie grają na żywo? No nigdy nie graliśmy z playbacku. Widać, dużo ludzi tak teraz gra i słysząc muzykę na żywo, dzieciaki się dziwią.

Opowiadasz o „Złym”, na niego musimy jeszcze poczekać, za to w sieci krąży już inny kawałek nagrany z Maciem. „Wolność” ma zwiastować płytę?
- To nasz wspólny kawałek, który napisaliśmy razem z Maciem. Śpiewamy: „A wolności siostro, bracie, nie na zawsze można mieć, trzeba kochać ją, szanować i wolności trzeba chcieć”. Przekaz jest czytelny. To znów dobry kawałek na dzisiejsze czasy.
Na pewno trafi na płytę. Mamy już też tytuł „Mama”. Niedawno robiliśmy sesję zdjęciową na okładkę. Wzięła w niej udział moja mama. Wspólne zdjęcia robił nam Grzesiek Skowronek. Mamy Macia, pani Danusi, której – niestety - nie ma już pośród nas. Krążek dedykujemy bowiem obu naszym mamom. Zresztą utwór „Mama” ma zamykać płytę. To taka pewna klamra. SP Records planuje premierę w listopadzie. Wtedy obaj mamy urodziny, ja - 5, Macio – 28. Listopadowe z nas chłopaki, można powiedzieć, że robimy sobie taki prezent.
Zostając przy płytach, z T.Love powróciliście na scenę płytą „Hau, Hau”. Minęły dwa lata, myślicie o nowym krążku?
- Nie tylko myślimy, ale i działamy. Płyta będzie się nazywała „O; Rajt”, ale nie po angielsku tylko w polskiej wersji, tak na przekór, tego całego syfu wokół nas – pandemii, wojny, niepokoju.

Teksty już masz?
- Tekstów to mam bardzo dużo, piszę jak dziki. Zawsze było tak, że dostawałem muzykę i pisałem, a teraz robimy odwrotnie. Zamierzam im dać teksty i czekam na muzykę. Planujemy płytę na 2025 rok. Skoro powrót z „Hau, Hau” nam się udał, to dlaczego nie iść dalej? Myślę, że będzie na niej więcej gitar, a mniej kawałków poprockowych. Chciałbym, że by to było skrzyżowanie „Prymitywu” z „Kingiem”. To dwie świetne płyty, ale czy się uda, to zależy od kolegów z zespołu. Ja mam wenę tekstową, zap…, nigdy tak dużo nie pisałem.
Jak zawsze piszesz odręcznie?
- Oczywiście, w zeszytach. Choć ostatnio wydrukowałem te teksty, by dać chłopakom i wiem, że Janek Benedek i Perkoz [Jacek Perkowski – przyp. red.] piszą już numery. Skład pozostaje ten sam, w którym się reaktywowaliśmy. Rozpędziliśmy się z T.Lovem, ta maszyna się naoliwiła i pociąg pojechał. Przez pierwszy rok było więcej planowania, strategii, mieliśmy nazwę, kapitał, ale chwilę zajęło, żeby zespół wszedł w mocniejsze obroty.
Już wiadomo, że jesienią usłyszymy Was w Częstochowie.
- Zagramy 23 listopada w „Stacherczaku”, w którym koncertowaliśmy już kilkakrotnie. W ogóle koncertów mamy sporo. Pol’n’Rock Festival, Męskie Granie, Jarocin, mnóstwo plenerówek…

A jak Macio zaproponuje koncert promujący „Mamę”, to wystąpicie w naszym mieście?
- Z racji obowiązków nie będę mógł na pewno grać z Maciem często, T.Love jest priorytetem, mam też projekt Muniek i Przyjaciele, ale premierowy koncert w Częstochowie na pewno zrobimy. Macio wie, że mam do niego słabość. Mieszkaliśmy blok w blok. Znamy się pewnie z pięćdziesiąt lat, nie mógłbym odmówić. Co dalej? Zobaczymy. Kto wie, może Jurek Owsiak znów zaprosi nas jako Shamboo na Pol’n’Rock. Fajnie byłoby tam razem wrócić.
Fot. Grzegorz Skowronek
