Nie babcia a królowa rocka
4 października w sali OKF-u Piotr Metz opowiedział historię Kopciuszka, która po gwałtownych zwrotach akcji, doczekała się jednak happy endu. Takiego zrestartowania kariery, jakiego dokonała Tina Turner, muzyczny świat nie widział.

Miałam z osiem lat. O Tinie Turner wiedziałam trzy rzeczy, że: śpiewa piosenkę do „nowego Bonda”, ma bardzo długie nogi (dopiero dziś przeczytałam, że ubezpieczyła je na okrągłą sumkę) i nazywają ją „babcią rocka”. Nie miałam pojęcia, że tytułowe „GoldenEye” skomponowali Bono i The Edge z U2 (tego dowiedziałam się za sprawą Piotra Metza) i nie pomyślałam, że dla 56-latki (bo tyle miała Tina w roku premiery 17. filmu z serii o 007) to „babciowanie” jest krzywdzące (zresztą z dziecięcej perspektywy wiek liczy się inaczej). Dziś bardzo się pilnuję, by nie mówić „babcia”, a raczej „królowa”. Ten drugi tytuł bardziej pasuje.
To, że właśnie Turner będzie pierwszą w nowym sezonie bohaterką „nieśmiertelnego” cyklu, który Miejska Galeria Sztuki zainaugurowała w 2017 r., było pewne… od chwili śmierci gwiazdy.
24 maja tego roku, wieczór, w sali OKF-u pod przewodnictwem Piotra Metza słuchamy reedycji „The Dark Side Of The Moon” Pink Floyd. Do dziennikarza i do wielu z nas docierają wiadomości z informacją, że zmarła 83-letnia Tina. Metz ogłasza stratę, którą poniósł świat muzyki. W gwarnej sali robi się cicho… Życie zdecydowało, już wiem, kogo następnym razem upamiętnią „Nieśmiertelni”.
Bajka o Kopciuszku?

O tym, że spotkanie dedykowane jej pamięci było potrzebne, najlepiej świadczy frekwencja. W środę, 4 października, miejsca były zapełnione aż do ostatniego (konieczne były też dostawki!). Jak widać, wielbicieli cyklu i opowieści Metza (do którego grona należę) ciągle przybywa.
- Nie chcę opowiadać całej biografii Tiny Turner, chcę się prześlizgnąć po paru momentach, bo nagrania mówią znacznie więcej – mówił znakomity dziennikarz muzyczny, rozpoczynając snuć historię. Ta na początku przypomina bajkę o Kopciuszka. Metz zaznacza jednak, że takie opowieści w muzyce rozrywkowej zdarzają się bardzo często.
Siedemnastoletnia Anna Mae Bullock, w którymś z klubów spotyka swojego przyszłego męża Ike’a Turnera (to on wymyślił jej pseudonim i zastrzegł go w urzędzie patentowym) i dołącza do jego zespołu. Niebawem pracują nad utworem dla znanej wokalistki, Ike pisze piosenkę, Tina ma śpiewać w chórkach. – Artystka nie dojeżdża. Ike proponuje, żeby to Tina zaśpiewała wiodący wokal jako nagranie demo, a potem podmieni się jej głos na ten gwiazdy. Nagranie wypada tak znakomicie, że za namową wszystkich obecnych w studio Ike wysyła je do pewnego producenta. On natomiast wypłaca 25 tys. dolarów za przyszłe prawa. To najprawdopodobniej była najlepsza inwestycja, jaką mógł zrobić – przypominał Metz.

I tak rozpoczęła się oszałamiająca kariera zespołu The Ike and Tina Turner Revue. Przy okazji „Nieśmiertelnych” Metz postanowił jednak nieco inaczej opowiedzieć o niestroniącym od przemocy mężu Tiny. Znamy go głównie z biografii gwiazdy, dokumentów czy filmu „Tina” z 1993 r., w którym Ike grany przez Laurence’a Fishburne’a na pewno nie jest miłym gościem.
Bardzo zły człowiek
- Ike jawi się jako bardzo zły człowiek i on był bardzo złym człowiekiem. Miał wszystkie złe męskie cechy, jakie znam, natomiast przez oszałamiającą karierę Tiny Turner w latach 80. i później, nie docenia się tego, jak wielką karierę zrobił w Stanach ich wspólny zespół. Na ich koncerty przychodzili najwięksi. Tego się nie pamięta, że cała dekada lat 60. był ich ogromnym artystycznym sukcesem – przypomniał Metz.
I dodał, jak istotne były dla nich nazwy: Rolling Stone i The Rolling Stones. W przypadku amerykańskiego magazynu Tina była pierwszą czarnoskórą artystką, która trafiła na jego okładkę. Z kolei Stonesi zabrali małżonków w ogromną trasę po USA, by ci otwierali ich koncerty.

Artystyczna para pożegnała się hucznie w drugiej połowie lat 70. – Małżeństwo rozstało się na środku ulicy w Las Vegas. Tina uciekła, mając kilkanaście dolarów i kartę na stację benzynową. Była w trudniej sytuacji, nie miała pieniędzy, jednak jej pozycja w branży i chęć pomocy udzielana przez innych artystów spowodowała, że dosyć szybko stanęła na nogi. Przyjechała nawet na przełomie lat 70. i 80. do Polski. Natychmiast pobiegłem na ten koncert. Do naszego kraju przyjeżdżali wówczas artyści drugoligowi. Oddaje to, na jakiej pozycji była wtedy Tina – wspominał gospodarz spotkania.
Na przełom wokalistka nie czekała jednak długo. – Wysiliłem umysł i nie potrafię znaleźć takiego comebacku, takiego zrestartowania swojej kariery, jak to, co spotkało Tinę na początku lat 80. – mówił dziennikarz, a na ekranie pojawiło się słynne „What's Love Got To Do With It”.
Teledysk nagrany w Harlemie, jeden z symboli początków ery MTV, znam dobrze, jednak przyznam, że nie wiedziałam, że to właśnie wraz z nim pojawiła się lwia grzywa Tiny. Tak, nagrania z lat 60. i 70. dowodzą jednoznacznie: artystka przez lata miała długie, proste włosy!
Spódniczka, Jagger i Live Aid

Jakie jeszcze hity wyświetlono na ekranie OKF-u? Oto kilka przykładów: „Private Dancer” (skomponowane przez Marka Knopflera), „We Don’t Need Another Hero” (promujące „Mad Max pod Kopułą Gniewu” z Tiną w roli Ciotki Entity) czy właśnie „GoldenEye” (od którego rozpoczęła się ta historia). Osobne miejsce i osobną opowieść otrzymało „We Are The World”, w którym Turner była częścią projektu USA For Africa. Wystąpiła obok m.in. Michaela Jacksona, Bruce’a Springsteena, Boba Dylana, Lionela Richie, Stevie’go Wondera i Raya Charlesa. - To nagranie nazywano największym zagęszczeniem ego na jard kwadratowy w historii muzyki rozrywkowej – żartował Metz, przypominając, że na drzwiach studia wisiała ponoć kartka „ego zostawiamy w szatni”.
A jak pomoc Afryce, to i oczywiście Live Aid. Podczas odsłony „Nieśmiertelnych” dedykowanej Freddie’mu Mercury’emu obejrzeliśmy cały występ z Wembley. Tym razem przenieśliśmy się do Filadelfii 1985 r. (charytatywne koncerty zorganizowano równolegle). Tam na jednej scenie wystąpił z Tiną jej absolutny fan – Mike Jagger. – I zrobił coś, o czym mówi się do dziś, czyli podczas występu zerwał spódniczkę Tinie – zapowiadał Metz to, co za moment potwierdziło się na ekranie. Ale nawet brak skórzanej spódniczki nie sprawił, że Tina wypadła z rytmu.
Zamykając pętlę kariery
– Myślę, że to po takich sukcesach bardzo rozsądna decyzja, ale i taka, której bardzo wielu nie potrafi podjąć. Po różnych huśtawkach życiowych ostatnie lata Turner spędziła spokojna i szczęśliwa. Choć nie wytrzymała i kilka razy pokazała się na scenie. W 2005 r. wystąpiła z Beyoncé, wykonały „Proud Mary” - największy przebój, który wylansowała z mężem Ikiem, w ten sposób zamykając pętlę swojej kariery – mówił prowadzący spotkanie.
Drugą połowę spotkania wypełnił pokaz koncertowych występów Tiny, na czele z duetami z Davidem Bowiem i Bryanem Adamsem.
Nie brakło też zaproszeń na kolejne muzyczne wieczory. Pierwsze owiane jest tajemnicą. – Podpisałem dosłownie siedem dokumentów, które zabraniają mi mówienia czegokolwiek na ten temat. O godz. 15 posłucha tego cały świat, a o godz. 19 posłuchamy tego my. Będą też niespodzianki i dodatkowe materiały – tylko tyle ujawnił Metz, zapraszając na wydarzenie, które odbędzie się 2 listopada.
Znana jest za to bohaterka kolejnych „Nieśmiertelnych”. Na początku 2024 r. dowiemy się więcej o legendarnej Janis Joplin. Przyznam, że bardzo na to czekam.
Fot. Robert Jodłowski/Miejska Galeria Sztuki
