SZUKAJ
CO/GDZIE/KIEDY W CZĘSTOCHOWIE Portal kulturalny

Łukasz Kolewiński

Nie tylko grzechy główne

23 kwietnia 2026
Udostępnij

Anna Krystaszek stawia na bohaterów z krwi i kości, na stronach swoich książek morduje – i to nie tylko w Częstochowie, z którą jest związana. Kiedyś pracowała jako pedagog i terapeuta, dziś doświadczenie zawodowe realizuje w literackiej rzeczywistości. A to wszystko od poniedziałku do piątku, gdy jej dzieci są… w szkole.

middle-ŁK-260417-OPK-ANNA-KRYSTASZEK-002.jpg

Przyznam się od razu: jestem fanką „Siedmiu grzechów głównych”. Niekoniecznie, żeby je popełniać (choć niech rzuci kamieniem ten, kto nigdy nic), ale na pewno, by o nich poczytać. Na otwierającą grzeszną serię książkę „W cieniu terapeutki. Zazdrość” Anny Krystaszek trafiłam przypadkowo. Pewnie przejrzałam opinie z okładki (w tym, że to Thriller kompletny – jak ocenił Max Czornyj), ale opisu – wspominającego o policjantce z Częstochowy, już widać nie. Czytając o mundurowych z „Trójkąta” i lokalnej prokuraturze, mocno się więc zdziwiłam. Na finał nie odgadłam, kto jest sprawcą, kilka razy dałam się porządnie zaskoczyć, a do tego bardzo polubiłam jednego z głównych bohaterów, czyli prokuratora Jana Hejdę.

Jak na debiut literacki to naprawdę nieźle. Było to chyba w 2023 r., bo na rynku hulały już trzy kolejne „grzechy” – gniew, nieczystość i chciwość. Ta ostatnia mi się jakoś udzieliła, bo pożądliwie rzuciłam się na wszystkie tomy. Piątkę i szóstkę kupowałam już przedpremierowo. Polubiłam przewijające się częstochowskie i regionalne klimaty, tu ulica Dąbrowskiego, tam Stary Rynek, w innym tomie Olsztyn albo Lubliniec.

middle-ŁK-260417-OPK-ANNA-KRYSTASZEK-007.jpg

Brakująca „pycha”

Niestety, na „Zmowie milczenia” zdominowanej przez lenistwo, wydawca zdecydował się zakończyć cykl. Zabrakło pychy (bo kolejność tytułów jest inna niż tradycyjna). Myślę, że nie tylko ja nie zgadzałam się z takim finałem.

Czy jest szansa na siódemkę? To jedno z kluczowych pytań, które 17 kwietnia padły w Ośrodku Promocji Kultury „Gaude Mater”. Okazji dostarczyło spotkanie z Anną Krystaszek. Autorka nie zgodziła się postawić ostatniej kropki i definitywnie zakończyć opowieści o śledczychz Częstochowy. Zostawiła pewną furtkę. – Mam nadzieję, że po wygaśnięciu umowy, już z nowym wydawcą uda nam się wznowić serię i dodać ostatni tom – mówiła.

Wydarzenie miało rzadko spotykany w tym formacie układ, poprowadzone zostało bowiem solo. Krystaszek opowiadała o sobie, wydanych dotychczas książkach (jest ich siedem), inspiracjach, a my mogliśmy pytać, dopowiadać, narzucać tematy. I chętnie z takiej możliwości korzystaliśmy.

Kto zabił?

middle-ŁK-260417-OPK-ANNA-KRYSTASZEK-001.jpg

Na początku wyjaśniła też kilka kwestii. Pisze o Częstochowie, pomimo tego, że tu nie mieszka. – Ale silnie identyfikuję się z tym miastem, choć obecnie mieszkam w gminie Konopiska. W Częstochowie – jako dziecko – co roku spędzałam wakacje u dziadków, potem tu studiowałam, pracowałam i to tu urodziłam moich synów. Zaznaczam więc, że pochodzę z Częstochowy – wyjaśniła.

Wspomniani dziadkowie mieszkali na Starym Mieście, okolice dobrze znane z rodzinnych spacerów, musiały pojawić się w książce - ulice Nadrzeczna, Krakowska, kościół św. Zygmunta. Ale mundurowych z „Trójkąta” wysyła też dalej. I tak mierzą się z dawną, wojenną historią lublinieckiego szpitala psychiatrycznego, albo ruszają na Jurę, bo śledztwo dotyczy olsztyńskich terenów. Później z kolei muszą rozwiązać kwestię morderstwa w magicznej Dukli koło Krosna. Autorka posyła ich też do Wygody (w której dziś mieszka). Trup pada tu gęsto. Okoliczności są zawiłe, a opowieść wielowarstwowa. I czasami nawet sama Krystaszek z początku nie wie „kto zabił”. Tak było w przypadku m.in. debiutu. – Sprawca miał być inny, ale tak go polubiłam, że uznałam, że to nie może być on. Pozmieniałam i myślę, że efekt jest dla czytelników o wiele fajniejszy. Z moim pisaniem bywa tak, że coś sobie na początku postanowię, a potem któryś z bohaterów zaczyna funkcjonować zupełnie inaczej niż chciałam. Przyznam, że przywiązuję się do tych postaci i gdy ktoś musi zginąć, trudno mi się z nim pożegnać – mówiła.

middle-ŁK-260417-OPK-ANNA-KRYSTASZEK-019.jpg

Podobnie, jak twórcy „Gry o tron” (w tym serialu nawet największe gwiazdy nie są bezpieczne, czego dowodem los Neda Starka, czyli Seana Beana) bywa w tych rozstaniach bezlitosna. Nawet wspomniany prokurator Hejda nie może spać tu spokojnie, choć jest ulubieńcem pisarki (moim zresztą także). – On ma kilka cech, które dostrzegam też u siebie. W tym także tych negatywnych, jak bałaganiarstwo. Hejda zapisuje wszystko na wszystkim, co wpadnie mu pod rękę. Robię tak samo. Gdy oglądam seriale i coś mnie zainspiruje, mam objawienie, które muszę wykorzystać w książce, piszę na paragonach, listach, kopertach, czymkolwiek, co znajdę na stole. Prokurator jest bardzo bezpośredni i ja – co wiedzą bliskie mi osoby – też taka potrafię być – opowiadała.

Z krwi i kości

W każdym z tomów pisarka mocno rozbudowuje tło psychologiczne, sięga po palący społeczny problem, pisze choćby o przemocy domowej, wykorzystaniu seksualnym, patologii, pedofilii. Jak zaznaczyła, to efekt jej doświadczenia zawodowego. Przez dekadę pracowała bowiem jako pedagog, socjoterapeuta oraz terapeuta zajęciowy. Stąd wszystko jest u niej takie z „krwi i kości”.

middle-ŁK-260417-OPK-ANNA-KRYSTASZEK-003.jpg

Nawet nazwiska bohaterów. Gdy akcja serii rozgrywała się na Podkarpaciu, rozpytywała znajomych o to, jak najczęściej nazywają się lokalni mieszkańcy. Inspiracji szuka także w starych książkach telefonicznych. Potem zdarza się więc i tak, że czytelnicy mówią jej, że w danym tomie morduje, bądź ofiarą albo przynajmniej świadkiem się staje ktoś o nazwisku takim, jak ich…rodzina, znajomi czy sąsiedzi. Zapewnia więc, że to kwestia przypadku. Imiona i nazwiska przyznaje losowo.

Potwór z Belgii

Bywa, że je zmienia. Tak jak w przypadku ostatniej książki „Belgijski potwór”. Wielu pamięta, inni wygooglują, że „Potworem z Belgii” (lub „Potworem z Charleoi”) nazywany jest Marc Dutroux, seryjny morderca i gwałciciel, które porywał, gwałcił, więził i torturował sześć dziewczynek. Cztery z nich zmarły (dwie zakopano żywcem, dwie zostały zagłodzone), dwóm udało się wrócić do rodzin. Wśród uratowanych nastolatek była Sabine Dardenne (swoją historię opisała po latach w książce „Wybieram życie”).

middle-ŁK-260417-OPK-ANNA-KRYSTASZEK-026.jpg

Jego sprawa toczyła się w latach 90. i wywołała szereg protestów społecznych, wiele mówiono o nieudolności belgijskiej policji, zamieszaniu w sprawę niezwykle wpływowych osób. Działania męża wspierała żona, która po odsiedzeniu krótkiego wyroku, trafiła za mury klasztoru Klarysek (chroniono ją przed publicznym linczem), a dziś jest już osobą wolną – co nadal wzbudza szereg kontrowersji.

W książce Krystaszek potworem jest Leon Dewulf, jego żona to Leslie, a jedną z dziewczynek, której udało się przeżyć jest 12-latka Louise. To wokół historii jej rodziny (też mocno zmienionej) toczy się ta opowieść. Inspiracją jest prawda, ale dopełniona literacką fikcją i pewnymi uproszczeniami.

Gdy rozgrywał się prawdziwy dramat, autorka była nastolatką. Pamięta z niej pewne flesze. Po latach wstrząsającą historię przypomnieli jej mieszkający w Belgii przyjaciele. Wszystko dlatego, że gdy gościła u nich, nie chciała zwiedzać muzeów i zabytków. – Zazwyczaj powtarzam, że nie chcę poznawać takich miejsc, chcę za to obejrzeć miejsce, w którym wydarzyła się jakaś straszna historia. I wtedy przypomnieli sobie, że mieszkają niedaleko miejsca, w którym wydarzyła się ta zbrodnia. W Belgii się o niej nie zapomina, wszyscy wiedzą kim jest Dutroux, który nadal pisze z więzienia odwołania i chce wyjść na wolność – mówiła podczas spotkania.

middle-ŁK-260417-OPK-ANNA-KRYSTASZEK-020.jpgNajtrudniej

Pisarka nie kryje, że „Belgijski potwór” to książka, którą pisało jej się najtrudniej. W formie pamiętnika próbowała opisać ból krzywdzonego dziecka, oddać koszmar, z którymi zmierzyły się ofiary zwyrodnialca. Z drugiej strony odzwierciedlała strach, lęk i bezradność rodziny, której dziecko znika i nikt początkowo nie wierzy, że doszło do porwania. Sama stawiała się w sytuacji matki, która słyszy, że młody człowiek po prostu uciekł, ma humory, pewnie za dwa dni wróci. – To tak silne emocje, że pisząc tę książkę czasami płakałam. To tom, który napisałam najszybciej, bardzo chciałam uporać się już z tą historią i oddać ją czytelnikom, pozbyć się jej z głowy. Bo pracując, funkcjonuję przecież w przestrzeni rodzinnej – zdradziła.

Autorka ma taki zwyczaj, że pisze od poniedziałku do piątku, gdy jej dzieci są w szkole. – Kończyłam pisać, zajmowałam się przygotowaniem obiadu, dzieci wracały, odrabialiśmy lekcje, spędzaliśmy wspólnie czas, a ja cały czas miałam te historie w głowie. Patrzyłam na własne dzieci i myślałam o tym, że nie wiem, co tak naprawdę zrobiłby rodzic porwanego dziecka. I że myśl o zemście, o skrzywdzeniu oprawcy wcale nie jest taka odległa – przyznała.

middle-ŁK-260417-OPK-ANNA-KRYSTASZEK-036.jpg

Opowiedziała również, że już pracuje nad kolejną książką. Nie jest to częstochowska historia, a więcej szczegółów poznamy pewnie niebawem.

Ja – zmobilizowana tym spotkaniem - jestem już po lekturze „Potwora”, który rzeczywiście emocjonalnie mnie zabolał. Muszę nieco jeszcze ponosić go w głowie. Ale o tym może za jakiś czas przekonacie się na CGK.

Fot. Łukasz Kolewiński


Galeria zdjęć

23 kwietnia 2026
Łukasz Kolewiński
17 kwietnia w Ośrodku Promocji Kultury "Gaude Mater" odbyło się spotkanie z pisarką Anną Krystaszek.

Zuzanna Suliga - czytaj więcej