SZUKAJ
CO/GDZIE/KIEDY W CZĘSTOCHOWIE Portal kulturalny

Łukasz Kolewiński

Nie wiem, czy to jest misja

13 września 2026
Udostępnij

Kiedy spotkanie autorskie można uznać za udane? Na przykład wtedy, gdy, nawet jeśli nie czytałeś wcześniej żadnego tytułu tego pisarza, wiesz, że musisz nadrobić zaległości i na tej wiedzy się nie kończy. Bo szybko to robisz.

middle-ŁK-20260710-OPK-PRZEMYSŁAW-KOWALEWSKI-007.jpg

I ja tak zrobiłam, zachęcona spotkaniem z Przemysławem Kowalewskim, które zorganizowano w Ośrodku Promocji Kultury „Gaude Mater”, na urlopową (dosyć może nietypową) lekturę wybrałam „Raport Kruka”.

To wydana w 2025 r. pierwsza odsłona cyklu z archeologiem Nikitą Wajdą w roli głównej. Wrażenia po przeczytaniu? Zdecydowanie polecam!

Nie jest to bezrefleksyjna rozrywka. Daleko „Raportowi” do niej, bo opowiada o temacie, który dzieli i o sprawach, które nie są powszechnie znane. Autor wykorzystał w niej wspomnienia więźniów obozów pracy przymusowej działających w Polsce po II wojnie światowej. I choć – nie ukrywam – czasami sięgam po kryminały, w których jedynym problemem jest to, „kto zabił?”, bardzo lubię, gdy w moim ulubionym gatunku pojawiają się historyczne rozliczenia, czy inspiracje prawdziwymi wydarzeniami (jak np. w książkach Ireny Małysy czy Magdaleny Majcher).

Zemsta, grzechy i tajemnice

Od razu „kupiłam” również Nikitę, światowej sławy profesora archeologii, wykładowcę Uniwersytetu Szczecińskiego, jego charakterystyczną marchewkową grzywę i dosyć ekscentryczny sposób bycia (wiele wskazuje na spektrum autyzmu).

middle-ŁK-20260710-OPK-PRZEMYSŁAW-KOWALEWSKI-006.jpg

Inspiracji dostarczyła książka „Mała zbrodnia. Polskie obozy koncentracyjne” Marka Łuszczyny, reportażysta stał się też pierwowzorem dla jednej z postaci „Raportu”. Grono bohaterów jest tam zresztą naprawdę zacne, wystarczy wspomnieć o policjantce Laurze Grot i genialnej hakerce Agne Vitkus. Mamy tu wiele wątków wpływową organizację narodowo-katolicką (Polski Instytut Narodowy), znalezisko w piwnicach kościoła pod wezwaniem Świętych Piotra i Pawła w Szczecinie i ludzkie bestialstwo, które nie mieści się w głowie.

Tak się wciągnęłam, że już pourlopowo sięgnęłam po drugi tom serii, wydaną w tym roku „Księgę grzechu”. Tym razem podczas remontu wieży starego kościoła na obrzeżach Szczecina odnaleziona zostaje kapsuła czasu. To manuskrypt zapisany łaciną. Wajda odkrywa w nim jeden z rozdziałów tytułowej księgi - zakazanej przez kościół katolicki. Legendarny apokryf miał zostać napisany przez wyznawców ekskomunikowanego przez Watykan księdza działającego na obecnych terenach Polski i Niemiec w drugiej połowie XIX wieku. Tropem znaleziska rusza Kolekcjoner, dla którego manuskrypt znaczy więcej niż ludzkie życie.

Znów mamy akcję, która wciąga, opowieść o zemście, odkupieniu, grzechach przeszłości i teraźniejszości. Trudno odłożyć „Księgę”, bo kolejnego tomu na razie jeszcze nie ma. Na szczęście Kowalewski ma w dorobku także inną serię, której bohaterem jest porucznik Unge Galant. Funkcjonariusz rozwiązuje zagadkowe zbrodnie i tajemnice PRL-u. Części powstało już pięć, więc na brak jesiennych literackich propozycji nie mogę narzekać.

middle-ŁK-20260710-OPK-PRZEMYSŁAW-KOWALEWSKI-013.jpg

Najlepszy czas w życiu

Co ciekawe, sama biografia autora stanowiłaby ciekawą lekturę. Przemysław Kowalewski urodził się we wspomnianym Szczecinie, z wykształcenia jest politologiem, współpracował z redakcją „Kuriera Szczecińskiego”, był redaktorem miesięcznika „Nowy Kurier”, potem powołano go na stanowisko zastępcy burmistrza Gryfic. Jako pisarz zadebiutował w 2023 r. „Kozłem”, opowiadającym o Galancie właśnie. – Od trzech lat realizuje swoją największą pasję i to mój najlepszy czas w życiu – przyznał pisarz.

Strony pierwszego kryminału wydrukował jeszcze na urzędowej drukarce, po czym podrzucił koleżance z pracy do przeczytania. Na opinię nie musiał czekać długo. Po godzinie, przez otwarte drzwi usłyszał okrzyki Co dalej? Co dalej?. To utwierdziło Kowalewskiego, że warto iść literacką drogą.

Polski Don Brown?

Robert Jasiak, który poprowadził częstochowskie spotkanie, przypomniał, że autor nazywany jest polskim „George’m Clooney’em”. Sam jednak określiłby go bardziej naszym Donem Brownem. – Ta wersja bardziej mi się podoba, choć muszę przyznać, że nie czytałem żadnej jego książki, ale widziałem filmy – mówił Kowalewski.

middle-ŁK-20260710-OPK-PRZEMYSŁAW-KOWALEWSKI-010.jpg

Rzeczywiście w „Raporcie” i „Księdze” klimat tajemnic i sekretów jest podobny. A gdyby Hollywood zdecydowało się na ich ekranizację, na pewno okazałby się hitami. – Generalnie piszę powieści, które sam chciałbym przeczytać. I ta seria z Nikitą Wajdą w roli głównej to taki pościg za młodzieńczymi marzeniami. Tak sobie pomyślałem, że stworzę swojego bohatera, który będzie nasz, będzie Polakiem. W Nikicie jest pewnie wiele bohaterów kina i literatury – z Panem Samochodzikiem i Indianą Jonesem na czele – wspomniał.

Kowalewski nie ogranicza się jednak do rozpoczętych już serii. -Mam tak dużo tematów w głowie i tylu bohaterów, że już w wydawnictwie przedstawiłem propozycję na nową serię. Spodobała się – zdradził. Skończył też już pisać jednotomową książkę, planowaną jako zwartą całość. Ale i w niej zostawił sobie furtkę na ciąg dalszy. Lepiej nigdy nie mówić nigdy.

Duży bagaż faktycznych wydarzeń

Literackie inspiracje przychodzą do niego z różnych stron. Ostatnio odezwał się do pisarza np. sławny nurek, który w morskich głębinach przeszukuje stare wraki. – W mailu opisał pewną tajemnicę. Dodał, że da mi wszystkie materiały, książki, ale muszę się tym zająć. Pomyślałem, że rzeczywiście muszę, a właściwie to musi Nikita Wajda – zapowiedział (czy to dla mnie i pozostałych czytelników nadzieja na trzeci tom?).

middle-ŁK-20260710-OPK-PRZEMYSŁAW-KOWALEWSKI-021.jpg

Obok samej opowieści dla Kowalewskiego istotne jest miejsce, w którym ta się rozgrywa. - To dla mnie bardzo ważne, żeby opowiadać historie, które są w dużym stopniu prawdziwe, dzieją się w prawdziwej scenografii, w prawdziwych miejscach. Sama opowieść jest fikcyjna, ale ma w sobie bardzo duży bagaż faktycznych wydarzeń – mówił autor. Z pomocą przychodzą mu często mieszkańcy.– Kiedy pisałem „Księgę grzechu” opisywałem prawdziwe kościoły, rozmawiałem z ich proboszczami, rozmawiałem z ludźmi zakochanymi w swoich małych miejscowościach – jak Chojna, Wolin czy Gryfice, którzy byli dumni, że mogą mi pomóc. To pierwsza moja powieść, która powstała dzięki takiej współpracy. Choć wysadzenia wieży kościoła w Chojnie nie mogą mi wybaczyć – opowiadał Kowalewski.

Podobnych „zbrodni” ma on na koncie zresztą więcej… – Gdy byłem wiceburmistrzem w tym mieście, trwała zbiórka na budowę pomnika Jana Pawła. I po latach w „Księdze” wysadziłem go w powietrze. Zrobiłem to oczywiście po to, by opowiedzieć ważną historię – wytłumaczył.

Czuję żal, że odebrano mi moją wiarę

middle-ŁK-20260710-OPK-PRZEMYSŁAW-KOWALEWSKI-022.jpg

Bo Przemysław Kowalewski nie chce pisać o sprawach błahych, ale takich, które po przeczytaniu ostatniej strony zostają w głowie. Tak, jak właśnie w „Raporcie Kruka”: Opowiedziałem o polskich obozach koncentracyjnych, czyli miejscach, które funkcjonowały w tym kraju po 1945 roku. Obozach, w których przetrzymywano Łemków, Ukraińców, Polaków, Niemców, Ślązaków. I problemie, z którym mam takie wrażenie, nie chcemy się zmierzyć. Znamy historię być może jednego z obozów, ale nie zdaliśmy sobie z tego sprawy, że Polacy również zabijali, gwałcili, torturowali innych ludzi.

Nie boi się krytyki. Cykl z Nikitą Wajdą wzbudza bowiem sporo kontrowersji. Kowalewski jednak wie, że pisze w słusznym celu. W „Księdze grzechu” próbował oddzielić kwestię wiary od instytucjonalnego kościoła. Pisząc ją, dotarł do głośnego „Raportu Ryana”, czyli obszernego dokumentu irlandzkich śledczych, który ujawnił skalę przemocy wobec podopiecznych ośrodków wychowawczych prowadzonych przez zgromadzenia katolickie. – O wielu rzeczach nie wiedziałem. Raport sprawił, że kilkaset osób duchowych skazano za gwałty i znęcanie się nad dziećmi – mówił Kowalewski. - Sam byłem ministrantem, pochodzę z rodziny głęboko wierzących katolików i być może to za bardzo osobiste, bo to jednak powieść, ale czuję żal, że odebrano mi moją wiarę. I ten żal wyraziłem właśnie w „Księdze grzechu”.

middle-ŁK-20260710-OPK-PRZEMYSŁAW-KOWALEWSKI-024.jpg

Ta książka również wywołała lawinę komentarzy: od bardzo krytycznych po pytania, dlaczego o tym nie uczy cię w szkołach, dlaczego właściwie tak niewiele o tym wiemy. – Nie wiem, czy to jest misja. Ja tylko szukam takich historii, które na mnie robią wrażenie, wywołują emocje i chcę o nich opowiedzieć. Chcę przeprowadzać własne śledztwo - dodał.

Jeśli mroczne strony historii i szorstkie thrillery nie są Wam obce, gwarantuję, że lektura powieści Przemysława Kowalewskiego, nie będzie zawodem. A po niej, podobnie jak ja, będziecie mieli ochotę na więcej.

Fot. Łukasz Kolewiński (spotkanie autorskie z Przemysławem Kowalewskim w OPK "Gaude Mater")


Galeria zdjęć

12 lipca 2026
Łukasz Kolewiński
Literackim gościem kolejnego spotkania w Ośrodku Promocji Kultury "Gaude Mater" był Przemysław Kowalewski. Rozmowę z autorem takich powieści, jak "Kozioł", "Kurort", "Raport Kruka" czy "Księga Grzechu" poprowadził Robert Jasiak.

Zuzanna Suliga - czytaj więcej