SZUKAJ
CO/GDZIE/KIEDY W CZĘSTOCHOWIE Portal kulturalny

Fot. Aleksandra Mieczyńska

Nie żyje Anna Migalska

22 listopada 2025
Sylwia Bielecka
Udostępnij

Trudno zapomnieć jej wyjątkowy głos i energiczną sylwetkę, jej życzliwość i jakąś wewnętrzną pogodę. Z ekranu telewizorów przez wiele lat opowiadała o lokalnej historii, ludziach kultury i ważnych wydarzeniach.

middle-Anna-Migalska.jpg

Specjalizowała się w tematyce kulturalnej. Dzięki jej materiałom widzowie dowiadywali się o tym, co dzieje się w Częstochowie, jakie wystawy i spektakle można tu obejrzeć, jakich koncertów wysłuchać, w jakich festiwalach wziąć udział. Dzięki jej wywiadom poznawali też artystów i historię regionu.

Była autorką programów „Co? Kiedy? Gdzie?”, „Odkrywanie Jury”, współtworzyła magazyn „Z krukiem w herbie” i „Tygodnik regionalny”. Współpracowała także z „Dziennikiem Zachodnim”.

Swoją karierę – po administracji na wydziale prawa Uniwersytetu Śląskiego i podyplomowych studiach dziennikarskich na Uniwersytecie Warszawskim - zaczynała w tytułach lokalnych. To był "Dyskurs", "Serwis Informacyjny NSZZ Solidarność", "Życie Częstochowy", "24 Godziny - Dziennik Częstochowski". Była radną Częstochowy pierwszej kadencji (1990-94) z listy Komitetu Obywatelskiego. Do telewizji trafiła w połowie 1991 roku i w częstochowskiej redakcji TVP Katowice pracowała jeszcze kilka lat temu.

Ania Migalska była moją koleżanką z pracy, tej pierwszej po zakończeniu studiów. Wtedy w redakcji częstochowskiej Telewizji Katowice, która mieściła się na parterze budynku ówczesnej WSP (dziś UJD) przy ul. Wolności pracowało kilkoro dziennikarzy, dwóch operatorów, był szef i nawet sekretarka. Wtedy media, także te lokalne, przeżywały swój boom i dzierżyły czwartą władzę.

Z władzą oczywiście przesadzam, ale czasy dla profesjonalnych redakcji były zupełnie inne niż dziś.

Ania, postanowiła wziąć mnie – nieopierzoną absolwentkę dziennikarstwa - pod swoje skrzydła. To chyba z nią pojechałam na pierwsze zdjęcia, a już na pewno na pierwszy montaż do Katowic (wtedy światłowód, dzięki któremu można w momencie przesłać materiały na drugi koniec Polski czy świata, był w sferze nierozsądnych marzeń). Prowadziła samochód, ale to nie była jej pasja, więc kiedy tylko mogła zabierała się z kolegami, a nawet wybierała podróż pociągiem na Śląsk.

Pamiętam jak cierpliwie tłumaczyła mi niuanse pracy dziennikarza, pokazywała jak „naczytywać” teksty do newsów w studio, jak nagrywać i wybierać setki oraz zdjęcia, układać wiadomości, a nawet jak rozmawiać z wydawcami, żeby byli łaskawi zamieścić mój materiał w jak największej ilości swoich programów.

Problem polegał na tym, że ja się z kamerą nigdy nie pokochałam, ba - nawet nie polubiłam. Samo trzymanie mikrofonu przed rozmówcą było już dla mnie stresujące, a konieczność pokazania się na wizji - paraliżowała mi nogi i aparat mowy.

Ania kochała kamerę. To była wielka miłość, miłość odwzajemniona. Kto ją raz zobaczył – jej niewielką postać, z rudymi lub kasztanowymi włosami, wielkimi ciemnymi oczami, zawsze w starannym makijażu, z szerokim uśmiechem i wulkanem energii - zapamiętywał na zawsze. Na żywo czy na ekranie telewizora. I ten dość niski, ale bardzo dźwięczny głos. Nie bez powodu Ania miała bezterminową kartę mikrofonową, wymaganą swego czasu przez polskie radio (ale i chyba telewizję) od zawodowych spikerów.

Ja swoją przygodę z telewizją skończyłam po roku z ulgą, ale z Anią spotykałam się regularnie przez jakiś czas. Znałam jej rodzinę. Potem zakręty życiowe sprawiły, że tych spotkań prywatnych było coraz mniej. Kiedy mówiłam, że telewizja to nie dla mnie, to zupełnie nie moja bajka, ona zaprzeczała i mówiła stanowczo, ale i z wielką sympatią: a pamiętasz jak zrobiłaś materiał o lokomotywie? (jeden z nielicznych, który trafił do topowego wówczas "Teleexspressu"). Była na mnie trochę zła za porzucenie jedenastej muzy, ale do końca nasze relacje pozostały serdeczne.

Zapamiętałam ją jako zawsze życzliwą, pogodną i energiczną, często w nietuzinkowych strojach kobiety z klasą. Później przez wiele lat spotykałam się z Anią na konferencjach prasowych, wydarzeniach kulturalnych, w Urzędzie Miasta, albo na ulicy, bo mieszkała przecież w samym sercu Częstochowy, tak zawsze jej bliskiej, przy Szymanowskiego… Zawsze gotowa zamienić dwa zdania, dać uśmiech, a gdy i tego trzeba było – wsparcie.

Anna Migalska zmarła w środę, 19 listopada późnym wieczorem. Miała 67 lat.

Zespół TVP 3 Katowice pożegnał ją wpisem w mediach społecznościowych:

Dziś żegnamy wspaniałą Kobietę, Koleżankę, Dziennikarkę, Mamę i Córkę - Anię Migalską. W naszej stacji pozostawiła po sobie tysiące programów - głównie kulturalnych, cykle poświęcone lokalnym artystom, Jurze Krakowsko-Częstochowskiej, historii Częstochowy i Jasnej Góry. Zawsze uśmiechnięta, zawsze pomocna, zawsze elegancka.

Fot.archiwum prywatne Sylwii Bieleckiej


Sylwia Bielecka - czytaj więcej