(Nie)balansujący teatr rzeźb Jerzego Kędziory
Ten wernisaż częstochowianie zapamiętają na długo. Otwarcie wystawy dalekie było od standardowych. Podobnie jak i sama ekspozycja „Przyziemieni w napięciu”, umyka wielu konwenansom. Można na przykład, a nawet trzeba, dotykać eksponatów…

Zbliżający się do finału rok 2022 jest dla urodzonego w Częstochowie artysty-rzeźbiarza Jerzego „Jotki” Kędziory szczególny. Powód? Przypadają na niego aż dwa jubileusze. To 75. urodziny (które twórca obchodził we wrześniu) oraz 50-lecie uzyskania w gdańskiej ASP dyplomu artysty rzeźbiarza. Jubileuszowe okoliczności świętowano podczas różnych wydarzeń zebranych pod wspólnym tytułem „85 między jubileuszowych dób w balansie” (zorganizowano je m.in. w Poczesnej, w której artysta ma swoją słynną pracownię). Doby te, podobnie jak całe fetowanie, zamknięto 29 listopada w Miejskiej Galerii Sztuki. Ich podsumowaniem był zaś wernisaż wystawy „Przyziemieni w napięciu”.
Goście mieli się stawić w najwyższej z sal galerii, czyli jubileuszowej. Schody pokonywali wiedzeni dźwiękami wibrafonu Irka Głyka. Jakim zaskoczeniem był widok pogrążonej niemal w ciemności sali. Sceneria prawie filmowa. Dwanaście imponujących rzeźb, „tańczących” tak, jak zagra im wspomniany wibrafonista, rzucających cienie, stanowiących zagadkę. Wśród nich gdzieniegdzie odbijały się ogniste koła olimpijskie – symbol sportowego ducha, który unosił się nad ekspozycją.
Stojąc obok siebie w tym swoistym mroku, nie widzieliśmy się wzajemnie. Spotkanie nabrało innego znaczenia. Każdy wypatrywał jubilata, skrytego pomiędzy rzeźbami i pewnie zadowolonego z efektu, który udało się wywołać. Niewątpliwie o tym wernisażu będzie się mówiło długo, bo z wielu ust padło wówczas pełne zachwytu „wow”.

Gdy zapalono światła, licznie zebranych gości przywitała dyrektor Miejskiej Galerii Sztuki - Anna Paleczek-Szumlas. Przedstawiła jubilata jako artystę-rzeźbiarza, prowokatora wydarzeń kulturalnych i... swojego byłego nauczyciela. Nie ukrywała, że wielkim zaszczytem było dla niej to, że mistrz właśnie jej powierzył kuratorstwo jubileuszowej wystawy. Wystawy, która zamknęła tegoroczne obchody 45-lecia częstochowskiej galerii.
- Z Jerzym „Jotką” Kędziorą spotykamy się, najczęściej patrząc w niebo. Często na jego firmamencie widzimy bowiem lewitujące postacie. To właśnie słynne, balansujące rzeźby jego autorstwa. Nasza wystawa jest jednak inna – mówiła dyrektor Miejskiej Galerii Sztuki. –Prezentujemy rzeźby z cyklu „Sportowcy”. Szykowano je na olimpiadę, niestety, czas covidu je uziemił. Stąd tytuł. „Przyziemieni”, ale w napięciu na start. Ci, którzy uprawiają sport, którzy żyją tą pasją, wiedzą, że aby osiągnąć sukces, trzeba mocno trwać w swoim postanowieniu, w tym tytułowym „napięciu”. Podobnie dzieje się z artystą, który spędza godziny w swojej pracowni, czeka, działa i potem eksploduje swoim dziełem artystycznym.
Choć rzeźby artysty zwiedziły niemal cały świat, a w samym Miami 27 lutego świętowany jest nawet Dzień Jerzego Kędziory, jubilat wydawał się nieco speszony listopadowym wydarzeniem.

- Bardzo mi miło, że aż tyle osób zjawiło się na wernisażu. Bałem się, że już się trochę opatrzyłem w mieście. Jadąc gdzieś „w świat”, jestem „świeży”, a tutaj chyba już nieco „odgrzewany”. Chociaż myślę, że wielu z tych rzeźb państwo nie widzieli, a i ten aranż też powinien zaskoczyć. Będąc na studiach, razem z kolegami tworzyłem teatr cieni, tu także widać te echa – mówił artysta.
Jubileuszowo postanowił zaprezentować swoje prace inaczej niż dotychczas, pozbawić ich znaku rozpoznawczego i „podciąć” nieco przysłowiowe skrzydła. - Odważyłem się pokazać rzeźby na ziemi, otrzaskane z tego ich największego atutu – tego, że bujają, balansują i są inaczej kadrowane. Mamy je widzieć od dołu, w słońcu, mamy się zastanawiać, jak to się dzieje. Tutaj pokazuję odwrotną stronę księżyca. Tylko niektórzy mogą coś takiego zobaczyć, bo potem te rzeźby znowu będą u góry – zaznaczał Kędziora. - Podczas tej wystawy chciałem inaczej ożywić te prace. Tu nie ożywia ich wiatr ani inne siły przyrody. Tutaj balansują, ale inaczej. Dają też własny efekt cienia, dzięki temu sami możemy budować swój teatr wyobraźni.

„Sportowcy” nawiązują do antyku, a jednocześnie stoją w kontrze z panującymi wówczas przeświadczeniami. - Wtedy utworzono ideę igrzysk olimpijskich. Tamci bohaterowie stadionowi, odbierani byli jak bogowie. Teraz także mamy takich herosów i różnych idoli, a dzięki mediom podglądamy ich i widzimy zarówno chwałę, jak też brud i trud tego życia. Stąd obecność na wystawie nie tylko herosów, zwycięzców, ale i sportowców, którzy zmagają się ze stawianymi sobie celami. To „Skok na głęboką wodę”, gdy czasami tej wody nie ma i można złamać kark. Jest potknięcie o płotek czy zbyt wysoko postawiona poprzeczka, jest nieudana próba zeskoku. Wpuściłem państwa na salę treningową, bo generalnie te rzeźby stworzone są dla większych przestrzeni. Zawsze oglądamy sportowców niczym z trybun stadionów, a tutaj widzimy właśnie pot i łzy – wyjaśniał jubilat.
Mamy tenisistę, wioślarza, lekkoatletów… Wszyscy zostali „uziemieni” po to, by zwiedzający mogli podejrzeć warsztat artysty. I tu kolejny konwenans, który łamie ta wystawa. - Rzeźby można dotykać nie tylko oczami. Zachęcamy, by wprawiać je w ruch. Na naszej wystawie nie obowiązuje „zakaz dotykania eksponatów”, choć oczywiście prosimy o delikatność – zachęcała Anna Paleczek-Szumlas.
Wystawę
można oglądać do 29 stycznia 2023 r. i gorąco do tego zachęcam,
bo – jak podkreślał rzeźbiarz – taka „uziemiona” okazja
może się już nie powtórzyć. Po nowym roku swoją premierę
będzie miał również katalog w retrospektywny sposób ukazujący
twórczość jubilata.
Fot. Robert Jodłowski/Miejska Galeria Sztuki
