SZUKAJ
CO/GDZIE/KIEDY W CZĘSTOCHOWIE Portal kulturalny

Mateusz Zajda

Niepodważalny dowód

29 lipca 2025
Udostępnij

Bluszcz szczelnie otacza ściany częstochowskiego Domu Wodociągów. W zależności od pory roku liście mogą różnić się kolorem, szczególnie jesienią, dzięki czemu fasada kamienicy przy ulicy Ogrodowej 15 prezentuje się niezwykle malowniczo.

middle-DSCF0485-2-Edit.jpg

Nauczyłem się słuchać słów bluszczu. Wracając z zakupów, zatrzymuję się na moment, zamykam oczy, wyciągam dłonie i dotykam kłączy, a burza informacji jakimś cudem trafia do mojego mózgu. Bluszcz jest jedną z najstarszych roślin na Ziemi. Pamięta wszystko, od epoki dinozaurów do dzisiaj. Dzięki niemu zdałem sobie sprawę, jak mało wiem o relacjach pomiędzy organizmami. Jak niewiele znam zasad kierujących działaniem natury.

Na poddaszu Domu Wodociągów mieszka Julia.Ostatnio przestała chodzić do pracy. Przestała malować obrazy, mimo iż termin wystawy zbliża się nieuchronnie. Jej kochany tatuś umarł, po długiej chorobie, a ona pogrążyła się w głębokiej depresji. Dziewczyna nie jest w stanie poradzić sobie ze smutkiem. Coraz częściej w środku nocy wymyka się na balkon, siada na poręczy i płacze. Jej łzy wsiąkają w liście bluszczu. Julia z każdym dniem nabiera coraz większej ochoty, by skoczyć. Ale coś ją powstrzymuje. Coś, czego nie potrafi zdefiniować.

Ojciec Julii był cenionym częstochowskim fotografem. Słynął głównie z czarno-białych portretów. Opiekowała się tatą prawie do ostatniego dnia. Uwielbiali wspólnie wylegiwać się na kanapie, zajadać popcorn i oglądać głupie komedie. Wówczas wtulała się w niego jak w kokon. Szczególnie lubili „Latający cyrk Monty Pythona”. Znali na pamięć całe odcinki. Ojciec złożył córce obietnicę, tuż przed odejściem.

middle-DSCF0490-2-Edit.jpg

– Postaram się przekazać wiadomość z zaświatów. Jeśli istnieje niebo albo coś na kształt nieba, to dam ci znać. Któregoś dnia do twoich drzwi zapuka przedstawiciel Ministerstwa Głupich Kroków. Albo na klatce schodowej dopadnie cię Hiszpańska Inkwizycja. Strzeż się Hiszpańskiej Inkwizycji!

– Ty nigdy nie umrzesz, tato! – zapewniała Julia i starała się w to wierzyć najmocniej, jak tylko mogła. Niestety, życie brutalnie zweryfikowało plany.

Dzisiaj Julia znów usiadła na poręczy. Przechyla się lekko, wygląda.

– Nikogo już tutaj nie mam – szepcze.

Dobiega północ. Poniedziałek. Miasto opustoszało. Chowam się zmarznięty w cieniu wierzby na podwórku. Mam wrażenie, że to ostatnia chwila, żeby zareagować. Julia wkrótce skoczy. Zaczynam cicho gwizdać melodię „Always Look on the Bright Side of Life”.

Mija kilka sekund i z trzaskiem otwierają się drzwi kamienicy. Podbiega zziajana, w piżamie i kapciach, rozglądając się nerwowo.

– Widział pan tutaj kogoś?

middle-DSCF0539-Edit.jpg

– Tak. Starszy pan z wąsem. Uciekł w stronę Alei – kłamię drżącym głosem.

– Mój ojciec dał znać! Tylko on wiedział !Nikomu nie mówiłam! To niepodważalny dowód! – krzyczy z uśmiechem na ustach. Łapie mnie za kurtkę, potrząsa, potem przytula. Po chwili już biegnie za nim.

Nikomu nie mówiłaś, tak, zgadza się. Wyciągam dłonie, zamykam oczy i dotykam kłączy. Słucham słów bluszczu.

Kilka tygodni później w częstochowskiej galerii odbyła się wystawa prac Julii. Jej „Portrety taty” odniosły wielki sukces. Obrazy przedstawiały twarz chłopca, przystojnego mężczyzny, zmęczonego chorobą staruszka. Julia ustawiła je niechronologicznie. Ledwie zdążyła na wernisaż. Znów, gdzieś w cieniu ktoś zagwizdał melodię.

Fot. Mateusz Zajda


Galeria zdjęć

29 lipca 2025
Mateusz Zajda

Rafał Cuprjak - czytaj więcej