Nieśmiertelna muzyka na jesień
Za nami spotkania dotyczące fenomenu Roberta Johnsona i Jimiego Hendrixa, przed nami m.in. nieco klasyki – i wieczór „Od Bacha do Gershwina”. Cykl „Nieśmiertelni” szykuje coś dla miłośników wszystkich gatunków. Najbliższe spotkanie już 23 października.

Filip Wojciechowski kilkanaście temu został laureatem nagrody specjalnej na Konkursie Chopinowskim, laurów na swoim koncie ma wiele. Uznanie przynoszą mu też kolejne płyty, które wydaje z noszącym jego nazwisko trio. Takim z pewnością była płyta „Filip Wojciechowski Trio – Chopin”, na której znalazły się jazzowe transkrypcje utworów wybitnego kompozytora. Za sprawą pełnej lekkości i zabawy muzyką transkrypcji pianista zabiera słuchaczy w świat własnej, oczywiście jazzowej wizji klasycznych utworów (czyni to zachowując pełny szacunek dla pierwowzoru). Sięga po utwory z różnych epok – od mistrza baroku Bacha, po tworzącego na początku XX w. Gershwina.
I taki też przekrojowy tytuł nosi spotkanie, które Wojciechowski poprowadzi w sali kina OKF w środę, 23 października, opowiadając o swoich inspiracjach. Będzie to kolejna osłona cyklu „Nieśmiertelni”, zapoczątkowanego przez Miejską Galerię Sztuki w 2017 r. Jako trio z liderem wystąpią kontrabasista Paweł Pańta i perkusista Cezary Konrad. Muzyczny wieczór rozpocznie się o godz. 19.00, a o bilety można pytać w kasie galerii, albo nabyć je on-line na galeria.czest.pl/kup-bilet/. Kosztują 100 zł.
Widać, że cykl otwiera się na miłośników wszystkich muzycznych gatunków (prawie, bo jestem pewna, że disco polo nigdy nie zabrzmi). Sezon 2024/2025 jest wyjątkowo intensywny.

Legenda Hendrixa
Na wrześniową inaugurację fani „Nieśmiertelnych” dwukrotnie spotykali się w „Stacherczaku”, by posłuchać opowieści Jana Chojnackiego (który o bluesie wie wszystko) o dwóch przedstawicielach owianego kultem „klubu 27”: Roberta Johnsona i Jimiego Hendrixa. Pierwszy wieczór relacjonowaliśmy już na CGK, pora na kilka słów o tym drugim.
O Hendrixie można z pewnością opowiadać godzinami, choćby o tym, jak grał na gitarze założonej za głową, zamiast palców używał zębów albo na koniec koncertów podpalał instrument. Gospodarz spotkania tematem uczynił jednak spuściznę Hendrixa, ogromną, biorąc pod uwagę fakt, że jego kariera trwała zaledwie cztery lata i w tym czasie ukazało się tylko kilka płyt. Chojnacki nie powtarzał historii zapętlonych w kółko, a opowiedział o polskich inspiracjach dorobkiem wirtuoza. Zaprezentował plakaty autorstwa Andrzeja Pągowskiego (przypominając, że w Miejskiej Galerii Sztuki można obecnie zobaczyć aż 125 jego prac prezentowanych na wystawie „Kieślowski Wajda Morgenstern na nowo”). Zachęcił do lektury imponującej czterotomowej biografii „Jimi Hendrix – Szaman Rocka” Zdzisława Pająka. Oszacował, że łącznie dorobek urodzonej w Seattle gwiazdy opisano na ok. 2,6 tys. stron.

W połowie opowieści dołączył do niego ceniony gitarzysta i wokalista Leszek Cichoński. To on stoi za organizowanym od 2003 r. wydarzeniem pod szyldem „Thanks Jimi Festival”. Co roku gitarzyści z różnych stron Polski przyjeżdżają do Wrocławia, by walczyć o ustanowienie rekordu Guinnessa w zbiorowym graniu „Hey Joe”. Impreza przyciąga również licznie tych, którzy grać nie potrafią, ale uwielbiają klimat tego muzycznego święta (sama załapałam się na kilka edycji). Nie brakowało opowieści o historii samej imprezy, kolejnych rekordach i gościach.
Chojnacki i Cichoński opowiedzieli jeszcze o jednym wspólnym projekcie, płycie (dziś już raczej niedostępnej) „Hey Jimi – Polskie gitary grają Hendrixa”, a także o wydawnictwie „Thanks Jimi Symphonic”. Nie będzie zaskoczeniem, że autorem okładek obu krążków jest Pągowski.
Muzyka jednak najlepiej broni się sama. Kulminacją wrześniowego wieczoru był więc koncert zespołu Cichońskiego, który tworzą: Robert Jarmużek, Łukasz Sobolak i Michał Kuźnicki. Gościem specjalnym był znakomity wokalista Łukasz Drapała. Klimat był znakomity, dla mnie był to powrót do czasów licealnego odkrywania, zasłuchiwania się w „Are You Experienced?”. Dlatego z jeszcze większą przyjemnością posłuchałam takich kawałków jak „Fire”, „Loxy Lady”, „Voodoo Child”, czy wreszcie moje ulubione „Litte Wing” i „Foxy Lady”. Nie mogło też zabraknąć autorskiej kompozycji Cichońskiego - „Thanks Jimi” czy oczywiście „Hey Joe”, które magicznie zwieńczyło wieczór.
„The End” w Rurze 2.0
We wrześniu różnorodność muzyczną dopełniło jeszcze jedno spotkanie, choć oficjalnie nie wpisywało się w nieśmiertelny cykl, to ideą pasowało znakomicie. Mowa o prezentacji pożegnalnego koncertu legendarnego Black Sabbath. „The End” zagrano w Birmingham, rodzinnym mieście muzyków, w lutym 2017 r. Zapis koncertu w jakości 4H, tuż po premierze wydawnictwa, przywiózł do klubu Rura 2.0 Piotr Metz. Zanim na ekranie zabrzmiały takie hity jak „Iron Man” czy „Paranoid”, zaprzyjaźniony z częstochowską publicznością dziennikarz, zdradził kilka smaczków z historii muzycznej legendy i samego koncertu.
Obejrzeliśmy także nagrania, których dokonano już po koncercie, formalnie są to ostatnie utwory zarejestrowane przez fenomenalny zespół. Przy okazji kolejnej wizyty Piotra Metza w Częstochowie, może uda mi się jeszcze wrócić do wieczoru z Black Sabbath – zobaczymy.

Jacek Zieliński i Miles Davis
Może dobrą okazją do tego będzie zapowiadane na listopad spotkanie „Nieśmiertelni: Jacek Zieliński”. Zostanie poświęcone zmarłemu w maju tego roku współzałożycielowi i wokaliście słynnych Skaldów. Opowiadał będzie Metz, a oprawę muzyczną wieczoru zapewnić ma Łukasz Lach, znany z zespołu L.Stadt, który z zespołem braci Zielińskich wystąpił gościnnie podczas kwietniowego koncertu „Gwiazdy dla Autyzmu” w Nowohuckim Centrum Kultury. Miesiąc później – już po śmierci bohatera „Nieśmiertelnych”- zaśpiewał na pożegnalnym koncercie „Skaldowie, rodzina i przyjaciele". Zabrzmiało wówczas w „Żółtych płomieniach liści”. Tej najsłynniejszej chyba piosenki Jacka Zielińskiego nie zabraknie z pewnością i 13 listopada w Sali OKF-u.
Na listopad (27.) Miejska Galeria Sztuki proponuje jeszcze jedną niespodziankę, czyli wspomnienie Milesa Davisa. Wspólnie z Piotrem Metzem opowiedzieć ma o nim guru polskiego jazzu Tomasz Tłuczkiewicz. Utwory muzycznego innowatora przypomnieć ma słowacki trębacz Oskar Török.
I na tym na pewno się nie skończy. Aktualności i konkretów poszukujmy na stronie organizatora.
Fot. Robert Jodłowski/Miejska Galeria Sztuki
