SZUKAJ
CO/GDZIE/KIEDY W CZĘSTOCHOWIE Portal kulturalny

Agnieszka Małasiewicz

No i sezon się skończył. Szkoda

23 czerwca 2025
Udostępnij

Wzniosłość rozpierała ściany sali koncertowej, emocje kipiały publiczności w głowach. A mnie wylazła nagle z pamięci łacińska sentencja „Inter arma silent Musae” – „Wśród oręża milczą Muzy”. Czemu ona? Zwłaszcza że Muzy bynajmniej „non silent”, huczały aż miło.

middle-494945203_1322891539622261_5411751007189459187_n.jpg

Od początku było wiadomo, że się ten wieczór zakończy sukcesem. Nie miał innego wyjścia. Po pierwsze, finalizował 80. sezon artystyczny Filharmonii Częstochowskiej – sezon naprawdę wart regularnego bywania w gmachu przy ul. Wilsona. Po drugie, jak miałby nie wypalić z takim programem? Dyrektor i dyrygent Adam Klocek stwierdził przed publicznością, że identycznego zestawu utworów Ludwiga van Beethovena prawdopodobnie jeszcze u nas nie było: jednego wieczoru, razem, Fantazja c-moll op. 80 oraz jedno z najpotężniejszych dzieł symfonicznych wszech czasów, IX Symfonia d-moll op. 125. Zostały wybrane teraz. Dlaczego? Łączy je charakterystyczny a wszystkim znany motyw muzyczny, towarzyszący słowom O Radości, iskro bogów, kwiecie elizejskich cór...

Beethoven naszkicował go jako zaledwie 19-latek i trzymał gdzieś w szufladzie. Pierwszy raz wykorzystał szkic w Fantazji c-moll op. 80 z 1808 roku, już wtedy dodając do niego słowa z poematu Fryderyka Schillera „Do radości”. A w 1824 roku rozbudował melodię i zrobił z niej znak rozpoznawczy swojej ostatniej dokończonej symfonii. Mówią, że najwspanialszej nie tylko ze wszystkich dziewięciu, ale i ze wszystkich symfonii w ogóle.

middle-502585689_1322890809622334_2913559955876597076_n.jpgPlotkarska dygresja

Tu anegdota na dowód wyjątkowej pozycji „Dziewiątki” w świecie muzyki. Na początku lat 80. ubiegłego wieku koncerny Philips i Sony finalizowały prace nad płytą kompaktową. Trzeba było zdecydować, jaką ma mieć ona pojemność. Ówczesny prezes Sony, Norio Ohga, zwrócił się o radę do swego przyjaciela, wielkiego dyrygenta Herberta von Karajana. Ten zaś stwierdził, że płyta powinna objąć pełną wersję właśnie IX Symfonii Beethovena. Inna legenda mówi, że Ohga, wielki meloman i wielbiciel muzyki klasycznej, podjął decyzję osobiście: nowy nośnik ma mieć tyle pamięci, by – owszem - zmieścić w całości IX Symfonię, ale w konkretnej wersji, tej nagranej w 1951 roku przez Bayreuther Festspiele pod dyrekcją Wilhelma Furtwänglera.

Właśnie dlatego na pierwszych CD maksymalny czas nagrania to 74 minuty.

Ciasno na widowni, ciasno na scenie

middle-506462890_1322892309622184_3692092990904934771_n.jpg

Taaak, „Dziewiątka” to niezawodny magnes przyciągający publiczność. Zadziałała od tej strony i u nas. A że jako pierwsza symfonia w historii wykorzystuje nie tylko instrumenty, ale i głosy, na scenie też było tłoczno. Zresztą obydwa utwory z programu wymagały użycia imponującego aparatu wykonawczego.

Z niejakim trudem pomieścili się obok siebie Orkiestra Symfoniczna Filharmonii Częstochowskiej, Chór Filharmonii Częstochowskiej „Collegium Cantorum”, Zespół Śpiewaków Miasta Katowice „Camerata Silesia”, śpiewacy: Ewelina Janda – sopran, Justyna Kopiszka – alt, Aleksander Kunach - tenor, Artur Janda – bas i występujący podczas wykonania Fantazji włoski pianista Alessandro Marano. Całością dyrygował Adam Klocek.

Skupmy się na IX

Ostatnia z kompletnych Beethovenowskich symfonii ma cztery części. Ta finałowa niesie najwięcej emocji, jest najbardziej znana i od razu rozpoznawalna, zwłaszcza że jej fragment Unia Europejska uczyniła swoim hymnem.

middle-501041589_1322890602955688_9212338504464507526_n.jpg

A jednak współcześni kompozytorowi właśnie na nią kręcili srodze nosami, że niespójna z resztą utworu, że udziwniona, monstrualna i bez smaku. Fakt, od poprzedzających ją trzech części odstaje więcej niż wyraźnie. Co do zarzutu dziwaczności zaś… Z naszego punktu patrzenia widać wyraźnie, że kompozytor przeskoczył tu do przodu kilka muzycznych mód, nawet epok i wylądował w przyszłości na tyle dalekiej, że styl ostatniej części po prostu nie mógł się podobać w roku 1824, kiedy to „Dziewiątka” miała swoją premierę.

Dzisiaj to co innego. Monumentalne chóry, rytmiczna melodia, wzniosłość aż kipi… To się podoba. Spodobało się i w Częstochowie. Ledwie przebrzmiało ostatnie ta-daaam, a publiczność zerwała się z miejsc, urządzając wykonawcom gromką owację. Dziękowała pewnie nie tylko za koncert finałowy, ale i za cały niezwykły sezon. Była tak stanowcza w swych zachwytach, że wyklaskała bis na solistów, chór i orkiestrę.

middle-505749371_1322890599622355_989667331684774939_n.jpg

Tu się przyznam, że mnie samej nie porwał powszechny entuzjazm. Nie, że mi się nie podobało. Po prostu cały czas tłukły mi się w głowie słowa wyśpiewywane przez chór: Alle Menschen werden BrüderWszyscy ludzie będą braćmi. To było wieczorem 13 czerwca, zaledwie kilkanaście godzin po tym, jak jeszcze bardziej rozpalił się Bliski Wschód, jak zaczęła się wojna między Izraelem a Iranem. Niby daleko, niby nie nasza, a jednak prowokująca pytanie, jak te wydarzenia odbiją się na wojnie, która nam samym wisi nad głowami.

Nie zrozumcie mnie źle. To wspaniałe, gdy Inter arma non silent Musae, ale czasem ich głos trąci gorzką ironią. I psuje człowiekowi cały koncert na zakończenie sezonu.

Fot. Agnieszka Małasiewicz/Filharmonia Częstochowska

Joanna Skiba - czytaj więcej