SZUKAJ
CO/GDZIE/KIEDY W CZĘSTOCHOWIE Portal kulturalny

Piotr Cieślak

Odkąd pamiętam, nie boję się żyć

5 października 2023
Udostępnij

- Jeśli się lękam czegokolwiek, to tego, że przyjdzie dzień, w którym powiem, że życie minęło, jakbym nigdy nie żył – mówi Marcin Kydryński. Sądząc po spotkaniu, które odbyło się w częstochowskiej bibliotece, pewne jest, że tego zdania nigdy nie wypowie.

middle-Kydrynski4.jpg

Marcin Kydryński prowadzi dziennik od 11. roku życia (choć z przerwami). Pisze głównie podczas podróży. Często opisuje rzeczy błahe, dokumentuje dzień, by po latach powrócić do aury tamtych wydarzeń. I choć w jego poprzednich książkach zamieszczał i całe kartki z dziennika, tym razem pokusił się o opublikowanie trzytygodniowego zapisu wyprawy na Kubę.

- Myśl, żeby niepokoić czytelników książką po trzech tygodniach relaksacyjnej wędrówki przez Kubę, zgódźmy się, jest to pomysł absurdalny, bezczelny, śmiały, brawurowy! Moje pozostałe książki są inne. „Muzyka moich ulic” to efekt dwóch lat spacerowania po lizbońskiej dzielnicy. „Biel” to 25 lat pracy, „Dal” – cztery lata, a tu trzy tygodnie. Chodziło o przedstawienie pierwszego zachwytu, takiej akwareli – przyznaje dziennikarz, podróżnik i fotograf.

Kubański cud

middle-Kydrynski7.jpg

„Milagro. Dziennik kubański” miał swoją premierę 6 września, a 20 dni później autor promował ją podczas spotkania w częstochowskiej Bibliotece Publicznej. Rozmowę poprowadziła Sylwia Góra, rozpoczynając ją pytaniem o tytułowy cud. Więc jakie cuda kryje w sobie Kuba?

- Jak w przypadku moich poprzednich książek lubię tytuły wieloznaczne. Cała opowieść nie jest reportażem, a bardzo intymnym zapisem pierwszego spotkania z wyspą, o której marzyłem tyle lat. To był czas nieustannego zachwycenia - urodą świateł, ludzi, kultury. Nie będę przesadnie skromny, ale byłem też zachwycony tym, jak mnie to miejsce zmienia, jak uwrażliwia, jak czyni mnie ciekawszym człowiekiem – opowiadał Kydryński.

Prywatnych cudów było jednak więcej, bo po tygodniu pisania dziennika, autor stwierdził, że jest to "jakieś inne" i może zaciekawi kogoś, poza nim samym.

middle-Kydrynski2.jpg

Cudem była dla mnie także moja własna przemiana, bo od wielu lat nie fotografowałem. Książki takie jak „Biel” czy „O wschodzie” są to rzeczy archiwalne, nowych zdjęć nie pokazałem od czasów „Muzyki moich ulic”. Minęło już kilkanaście lat – mówił. Zdjęcia także okazały się inne niż przyzwyczaił dotąd czytelników, postawił bowiem wyłącznie na czerń i biel.

Miejsce poza czasem

Dlaczego wybrał Kubę? Tak, jak w przypadku każdej z wypraw zapragnął zweryfikować wyobrażenia rodem z książek i filmów z prawdą. – Jestem dzieckiem PRL-u, z którego się specjalnie nie wyjeżdżało, ale w którym się dużo czytało. Wychowywałem się na książkach, które pokazywały mi świat. Od początku tak działam, że chcę je skonfrontować z rzeczywistością.

Nie chciał jednak analizować historii politycznej, sytuacji społecznej, opisywać historii kraju. Takich książek nie brakuje, postanowił nie dodawać już kolejnej.

middle-Kydrynski3.jpg

Od 25 lat słyszę, że to ostatni moment, żeby zobaczyć dawną Kubę. A tym, co mnie najbardziej urzekło, jest to, że ona wciąż istnieje poza czasem. Kuba nie nadąża i to jest wspaniałe, bo my żyjemy w świecie, który stanowczo gna zbyt prędko. Na Kubie to życie zdaje się biec w tempie, które ja lubię. Pozostaje jednym z nielicznych miejsc na ziemi, gdzie wciąż jest żywe przymierze człowieka z wierzchowcem. Tam ludzie jeżdżą konno, ale nie sportowo, żeby skakać przez przeszkody, ale… do sąsiada. I nie tak jak w Teksasie, gdzie jeżdżą konno, ale mogliby podjechać furgonetką. Tu nie podjadą furgonetką, bo nie ma benzyny. Zmiany oczywiście postępują, jednak powoli. W czym widzę korzyść, bo w momencie wielkiego przełomu, zalecana jest ostrożność, by nie pobierać wszystkich wzorców ze świata zachodniego. Nie mamy monopolu na jedyną prawdę.

Zrozumienie dla Fidela

Autor audycji radiowej „Pora sjesty” (do słuchania co niedzielę w Radiu Nowy Świat) i serii albumów kompilacyjnych „Sjesta”, poleciał do Ameryki Północnej także w poszukiwaniu dźwięków. - Nie jest łatwo dziś znaleźć na Kubie muzykę, po którą tam pojechałem. Dosyć bezrefleksyjnie zwłaszcza młodzi Kubańczycy pożyczają najgorsze muzyczne śmieci, dźwiękowe szambo z naszego świata. Cieszę się nadzieją, że to chwilowe zachłyśnięcie, które doprowadzi do pewnego opamiętania. Nie brakuje jednak oczywiście muzyków, który kontynuują tradycję kubańskiego son, w moim pojęciu najdoskonalszej muzyki popularnej, jaką kiedykolwiek stworzono.

middle-Kydrynski8.jpgAutor nie wypiera się tego, że o kubańskich rewolucjonistach Fidelu Castro i Che Guevarze, pisze z pewną… czułością, zrozumieniem. – Już mi się za to dostało – przyznaje. - Jestem człowiekiem w pewnym wieku, z siwizną na skroni, uważam, że rzadko kiedy sytuacja jest doskonale czarno-biała, zazwyczaj jest złożona, a ludzie są skomplikowani. Wypada im się przyjrzeć, ja przeczytałem trzy czy cztery ich biografie i uważam, że to fascynujące postacie, które zapewne - nie całkiem zamierzenie - spowodowały sporo zła, ale nie wyłącznie. I bardzo chętnie wnikam w te życiorysy.

Zakochując się co kwadrans

A co decyduje o tym, że Marcin Kydryński powraca w dane miejsce świata? - Uroda ludzi – jestem na to dosyć wrażliwy, są takie miejsca, gdzie przepadam z kretesem, zakochuję się co kwadrans w kimś innym, a są takie, w których jestem kompletnie nieczuły i tam nie wracam. Wracam na Kubę, bo tam ludzie – w moim pojęciu – są bardzo piękni – zdradza. I nie są to puste słowa, bo przyleci tam już w okolicach sylwestra.

middle-Kydrynski6.jpg

Sam podróżował nie tylko z pasji, tej chęci konfrontacji marzeń, ale czasem też z potrzeby ucieczki. Nie tylko przed czymś, ale i przed rozterkami serca. - Nie istnieje żadne geograficzne wyjście z dylematów serca - to od razu powiem, gdybyście Państwo mieli podobne udręki emocjonalne i uważali, że daleka podróż Was wyleczy. Nie, ona jeszcze bardziej potęguje te troski. Uciekałem przed nieszczęśliwą miłością, a im dalej uciekałem, tym ona silniej we mnie rozbrzmiewała.

Dziś pojawiają się inne motywy do uciekania… - Czas może ku temu jest niestosowny, żeby rozwijać temat, ale bardzo często uciekam, żeby w Polsce nie oglądać pewnych twarzy, żeby nie słuchać pewnych fraz, bo mnie drążnią, meczą i mi przeszkadzają. Lubię się na moment oddalić – mówi Kydryński.

Chłopak z lasu

middle-Kydrynski5.jpg

Jestem samotnikiem, lubię ciszę, spokój, jestem chłopakiem z lasu” – przyznaje. Mieszka w Warszawie, Lizbonie i na farmie nad Liwcem. Zapytany o dom, Ojczyznę odpowiada tak: Jak myślę o Polsce i o tym, że jestem Polakiem, to natychmiast myślę o literaturze. Ilekroć wędruję, wożę ze sobą taki cieniutki tomik Miłosza wydany przez „Zeszyty literackie” - „Jasności promieniste” i kiedy jestem w najdzikszych zupełnie miejscach, to sięgam do tych wierszy. Nawiasem mówiąc na stronie tytułowej mam napisane makiem, gdzie i w jakich miejscach do nich sięgałem. To zupełnie nieprawdopodobna lista, a robię to, by obmywać się polszczyzną. Moją Ojczyzną jest język.

Bezlitosna statystyka

Kydryński nie boi się pewnej przekory. Jest jednym z niewielu chyba twórców, którzy przyznają, że piszą… za dużo. - Nie mam żadnej przerwy w pisaniu, a bardzo jej potrzebuję. Robię za dużo, ale też z poczucia, że mój czas się gwałtownie kurczy. Wyjątkowo boleśnie tego doświadczam po 50.

middle-Kydrynski.jpg

Bolesne bywa również podróżowanie. - Statystyka jest bezlitosna, jeśli ktoś wędruje 30 lat po tak niebezpiecznym kontynencie jak Afryka, musi mu się coś przykrego trafić – dodaje. I tak bywało, ale nie powstrzymało go to, przed dalszymi wyprawami.

W planach ma zresztą nie tylko powrót na Kubę, ale i do ogarniętej wojną Etiopii. - Wierzę, że zachowując zdrowy rozsadek, wyjdę z tego cało. Doświadczenie mówi mi, że nie trzeba wcale jechać do Etiopii, żeby gwałtownie i boleśnie zakończyć swoją wędrówkę, może się to stać na autostradzie. Odkąd pamiętam, nie boję się żyć, nie odkładam niczego na później. Nie lękam się, bo chcę żyć możliwie jak najintensywniej. Jeśli się lękam czegokolwiek, to tego, że przyjdzie dzień, w którym powiem, że życie minęło, jakbym nigdy nie żył (cytując jednego z bohaterów Czechowa). Tego zdania nigdy nie chcę wypowiedzieć. Chcę intensyfikować swoje doznania i tak żyję od dobrych trzydziestu paru lat.

Fot. Piotr Cieślak

Zuzanna Suliga - czytaj więcej