SZUKAJ
CO/GDZIE/KIEDY W CZĘSTOCHOWIE Portal kulturalny

Agnieszka Małasiewicz

Pianiści to dranie, czyli międzynarodowe urodziny Chopina w Częstochowie

5 marca 2026
Udostępnij

Gruzin na Niemcu grał muzykę „rodem Francuza, sercem Polaka a talentem świata obywatela”. Dyrygował Czech. Orkiestra - Polacy i jeden de domo Ukrainiec. Plus więcej Polaków, Włoch, drugi Czech, Żyd, Azjaci oraz dziedziczka Afryki.

middle-646398628_1551852513392828_983112293765689533_n.jpg

Już wyjaśniam. Gruzin to pianista David Khrikuli, który zapadł nam w pamięć pół roku temu na Konkursie Chopinowskim. Niemiec - nasz częstochowski Steinway, kupiony w Hamburgu. Obok nich dwóch siedział koncertmistrz częstochowskiej orkiestry Tomasz Kulisiewicz grający na Włochu - 300-letnich skrzypcach ze słynnego warsztatu Guarneri del Gesu. W bezpośrednim sąsiedztwie miał Siergieja Wowkotruba pochodzącego z Ukrainy, swego zastępcę na stanowisku koncertmistrza. Podium dyrygenta zajął gość z Czech, Marek Štilec. W programie oczywiście Fryderyk Chopin, ale też czeski kompozytor Zdeněk Fibich.

Mało tego. Na pełnej Polaków widowni miejsca w trzecim rzędzie od prawej zajmowali dwaj Chińczycy, w każdym razie tak brzmieli rozmawiając (ale mogę się mylić). Z kolei na przerwie wypatrzyłam panią najwyraźniej mającą przodków w Afryce. Inne nacje obecne tego wieczoru w Filharmonii Częstochowskiej im. Bronisława Hubermana (polski Żyd), których nie dostrzegłam i nie wymieniłam, bardzo przepraszam.

middle-645208513_1551852213392858_2881481941996968936_n.jpg

Koncert wypadł 27 lutego, a zatem w tygodniu, gdy cały świat obchodzi urodziny Fryderyka Chopina. Kompozytor bowiem - co przypomniał widzom Jan Popis prowadzący imprezę - dysponuje dwiema oficjalnymi datami przyjścia na świat. Jego ojciec wpisując syna do ksiąg parafialnych podał dzień 22 lutego. Syn, już jako dorosły, notował w dokumentach 1 marca. Jan Popis ma co do tego ciekawą koncepcję i podzielił się nią z widownią. Oto 22 lutego obchodził urodziny hrabia Skarbek, pan dworu w Żelazowej Woli; niewykluczone, że jego pracownik Mikołaj Chopin chciał związać syna z hrabiami także przez datę urodzin.

Ale nie od Chopina zaczęliśmy ten wieczór. Na pierwszy ogień poszła II Symfonia Es-dur op. 38 Zdenka Fibicha, czeskiego kompozytora z lat 1850-1900. Jan Popis, znakomity gawędziarz i skarbnica ploteczek z prywatnego życia muzyków, zdradził nam, że utwór ten powstał w czasie, gdy 43-letni Fibich zakochał się romantycznie w młodszej o 18 lat autorce dzieł literackich, np. librett operowych. Zapewnił, że gdy wsłuchamy się w muzykę, poznamy, jaka była to miłość.

middle-645861481_1551852100059536_1899096697473245851_n.jpg

Co prawda krajanie Fibicha nie lubili (uważali, że jest za mało narodowy), ale dyrygent częstochowskiego koncertu, też Czech, Marek Štilec, jeździ po świecie i propaguje muzykę swego rodaka. Częstochowskie wykonanie II Symfonii najwyraźniej mu się podobało. I to tak bardzo, że gdy doszło do oklasków i ukłonów, roześmiany i zadowolony słał w powietrzu całusy ku orkiestrze.

Jednak - nie czarujmy się - wcale nie Zdeněk Fibich ze swymi perypetiami uczuciowymi zapełnił parter i balkon Filharmonii Częstochowskiej. Zrobił to David Khrikuli, finalista XIX Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina. Kibicowało mu podczas tej imprezy mnóstwo ludzi (44 proc. Polaków śledziło wydarzenia konkursowe), teraz postanowili usłyszeć go na żywo.

Nie zawiedli się, sądząc po reakcjach, o tym jednak za chwilę. Wcześniej cofnijmy się o dziesięć lat. W marcu 2016 roku dokładnie ten sam II koncert fortepianowy f-moll op. 21 zagrał w Częstochowie Charles Richard-Hamelin z Kanady, laureat II nagrody XVII Konkursu Chopinowskiego. Grał… a ja czułam, że wśród boazerii sali koncertowej wzbiera fala magii. Całą publiczność oczarował, orkiestrę, dyrygenta… Nawet fortepian brzmiał jak zaczarowany. Byliśmy w stanie muzycznej ekstazy i to uczucie przez dekadę hołubiłam w pamięci. Teraz czekało mnie wykonanie konkurencyjne. Szłam do filharmonii obiecując sobie, że sędzią będę bezlitosnym.

middle-645136772_1551851683392911_6876370310582677544_n.jpg

Taaak…

Jeśli prawdą jest (a jest), że ten właśnie koncert pozostaje obrazem uczuć 19-letniego Chopina do śpiewaczki Konstancji Gładkowskiej, to w ujęciu Richard-Hamelina kompozytor kochał tkliwie a głęboko. U Davida Khrikuli natomiast była to miłość - przy całej swej słodyczy - zauważalnie dramatyczna. Obydwa wykonania nagrodził huk braw zrywających się jeszcze nim panowie zdjęli dłonie z klawiatury, plus uporczywe żądanie bisów. Tak było i przed dziesięcioma laty, i teraz.

Ten sam koncert, inne interpretacje. Niby zjawisko oczywiste, bo każdy jest inny. Kanadyjczyk, mężczyzna gabarytowy i w okularach, wyglądał na osobę łagodną. Tak w każdym razie uśmiechał się do klawiszy. Gruzin, drobniejszy, czarniawy i z brwią szeroką, marszczył ją ekspresyjnie w chwilach natchnienia. Musi być charakterny, jak to góral (a do tego trochę Hiszpan, i to z Madrytu, bo przecież kształci się tam w Wyższej Szkole Muzycznej Królowej Zofii). Inni też to czują; pianista i kompozytor Jed Distler w tekście dla magazynu „Gramophone” uznał jedną z jego interpretacji na Konkursie Chopinowskim za „intensywną” i „mroczną”.

middle-644866930_1551852366726176_9056294749610752881_n.jpg

Problem w czym innym. Oto pewna stała funkcjonująca od dziesięciu lat w moim życiu ruszyła z miejsca. Czuję się rozchwiana jak metronom - raz w lewo, raz w prawo, niezdecydowana, co wybrać, i jest to wku-rza-ją-ce. Kiedy słucham Richard-Hamelina, on podoba mi się bardziej. Pewność ta topnieje, gdy klawiaturę przejmuje Khrikuli.

Nie mogli zagrać tak samo?! Musieli każdy po swojemu?!

Pianiści to dranie.

Fot. Agnieszka Małasiewicz/Filharmonia Częstochowska

Joanna Skiba - czytaj więcej