SZUKAJ
CO/GDZIE/KIEDY W CZĘSTOCHOWIE Portal kulturalny

Jacek Śliwczyński fot. Grzegorz Skowronek Czestochowa.Wyborcza.pl

Pożegnanie Jacka Śliwczyńskiego

14 sierpnia 2025
Udostępnij

Artystyczne środowisko Częstochowy zatrzymało się kolejny raz. Wieczorem, 13 sierpnia obiegła je informacja o śmierci muzyka i fotografika Jacka Śliwczyńskiego. Miał 61 lat.

To kolejna w ostatnich miesiącach dotkliwa strata, która dotknęła artystyczną Częstochowę. 13 sierpnia w sieci pojawiła się informacja, że niespodziewanie zmarł Jacek Śliwczyński, przez kolegów-muzyków nazywany „Koniem”. Smutne wieści potwierdzili m.in. muzyk Zygmunt "Muniek" Staszczyk i fotograf Wiesław Radzioch.

Jacek Śliwczyński na scenie podczas koncertu, czarno-białe zdjęcie portretowe

Nazwisko Jacka zna każdy fan T.Love. Z zespołem związał się jeszcze w jego pierwszych, częstochowskich czasach, gdy był to T.Love Alternative. Do grupy założonej przez uczniów z osławionego piosenką IV LO, dołączył rok po rozpoczęciu działalności, tj. w 1983 r. Chwycił za bas, czyli instrument, na którym pierwotnie grał właśnie Muniek Staszczyk. Z Koniem znali się ze słynnej w tym czasie Opozycji. Dariusz Zając, klawiszowiec TLA opowiadał mi, że Jacek dołączył do nowej formacji następująco: Muniek chciał fajnie wyglądać z gitarą, ale Marcusem Millerem na basie to on nie był. Pojawił się Koniu z Opozycji i mówi: „Mundek, coś cienko ci idzie na tym basie. Mogę zagrać?”. Zagrał i tak już zostało.

Z TLA Śliwczyński nagrał m.in. „Nasz Bubelon”, „Chamy idą”, „Miejscowi – live”… Na tej trzeciej płycie, ostatniej pod szyldem Alternative, znalazł się „Kovalski”, czyli po prostu „Autobusy i tramwaje”. To ten utwór, na który na koncertach czekam (oprócz „Banalnego” rzecz jasna) najbardziej. Jacek opowiadał, że inspirację dla tego charakterystycznego wstępu, którego nie da się pomylić z żadnym innym, zaczerpnął z „The Passenger” Iggy’ego Popa. Nic zresztą dziwnego, muzyczny gust Koniu miał naprawdę dobry.

Zespół opuścił w 1989 r. Ale na scenę, jako T.Love Alternative, jeszcze powracał. Czasami koncerty łączono z wystawami fotografii jego autorstwa (m.in. w krakowskim klubie Pod Jaszczurami), bo Śliwczyński swoje zawodowe życie związał finalnie z tą dziedziną sztuki. Niektóre archiwalne występy można oglądać do dziś, sięgając po DVD czy CD. W październiku 2010 r. zespół rejestrował bowiem koncert „100 % Live” w nieistniejącym już Klubie Zero. Z kolei w 2015 r. na rynku pojawił się koncertowy „19822015” zawierający zapis pożegnalnego występu grupy na Cieszanów Rock Festiwalu. Na krążek trafiła m.in. premierowa „Ultra” skomponowana przez Śliwczyńskiego.

Jednak ostatni raz na scenie TLA pojawił się oczywiście w Częstochowie. 9 października 2015 r. w kultowym Teatrze from Poland. Na scenie stawili się ci, którzy w różnych momentach działalności współtworzyli grupę. Jacka oczywiście również nie zabrakło (szukając wspomnień, odnalazłam filmik, który podczas koncertu nagrał dla „Wyborczej” Grzesiek Skowronek; przyznam, że oglądając zrobiło mi się podwójnie smutno, bo tuż przy scenie siedział wówczas Pan Hieronim…).

Wracając do muzycznej działalności Jacka Śliwczyńskiego, warto zaznaczyć, że jego talent wpisał się w historie także innych formacji - jak Szwagierkolaska, Sztywny Pal Azji czy Shamboo. Basista współpracował też z „nowym” T.Love. Gdy ukazała się reedycja płyty „Prymityw”, trafiła na nią skomponowana przez Konia doskonała „Italia”.

W ostatnich latach o Jacku mówiło się częściej za sprawą fotograficznych i filmowych działań. Zaczął specjalizować się w wirtualnych spacerach i fotografii obrotowej 360 stopni. Wykonywał artystyczne portrety, współpracował z Muzeum Częstochowskim, Konduktorowią czy Teatrem im. Adama Mickiewicza (razem zrealizowali m.in. wyjątkowy projekt poświęcony Irit Amiel „Mapa dzieciństwa”).

Pogrzeb Jacka Śliwczyńskiego odbędzie się we wtorek, 19 sierpnia o godz. 11.00 na cmentarzu Kule w Częstochowie.

fot. Grzegorz Skowronek / czestochowa.wyborcza.pl

Zuzanna Suliga - czytaj więcej