Przeszłość w dużym stopniu stanowi o nas
- Nie jest to tylko przegląd najnowszych trendów i ostatnich premier, ale wpisuje się w tkankę miasta, w jego tożsamość. W sumie chciałabym, aby nawet jeszcze bardziej w nią wrósł i widzę kilka takich przestrzeni do zaanektowania – tak mówi o Festiwalu Tańca Współczesnego „Pamięć miasta” jego kuratorka, częstochowianka Anna Królica. W rozmowie dla CGK wraca wspomnieniami do swojego rodzinnego domu.

Opowiedz proszę, jak narodził się Festiwal. Z tego co wiem, kryje się za nim również Twoja osobista historia?
Anna Królica: Ten pomysł rozwijał się we mnie długo i nie od początku był tak jasno skonkretyzowany. Właściwie jest związany z dwoma doświadczeniami. Jedno dotyczy mojego rodzinnego domu, mieszkałam wtedy na Starym Mieście w Częstochowie, w blokach na placu Bohaterów Getta. Niemal codziennie chodziłam po jakieś sprawunki ulicami: Warszawską, Nadrzeczną, Senatorską, Jaskrowską. Wtedy stykałam się z czymś, co dziś nazwałabym urwaną, przeciętą historią. Mimo że na Nadrzecznej stała przed wojną stara synagoga nie było po niej śladu ani żadnej tablicy informacyjnej. Na moim bloku zawisła w końcu tablica mówiąca o getcie, ale to był jedyny gest dążący do niezacierania pewnego wątku historii tego miejsca.
Getto jako miejsce w kontekście Holocaustu i tak było przestrzenią w pewien sposób rozpoznaną, istniało w świadomości społecznej i łączyło się bardzo konkretnie z innymi wydarzeniami historycznymi. Natomiast coraz częściej zastanawiałam się jak wyglądało to miejsce jeszcze przed wojną, kto tu mieszkał, w jaki sposób przeżywał codzienność, co było dla niego ważne. Ten brak pamięci (miasta) wracał do mnie, mnożącymi się pytaniami, na które wcale nie było łatwo znaleźć odpowiedzi. Ta pamięć o Żydach częstochowianach nie płynęła żywym rytmem. Często zastanawiałam się nad tym, czego ludzie nie chcą pamiętać.

A drugie doświadczenie?
- Drugi wątek jest związany z moją pasją, którą jest przestrzeń tańca teatralnego, zarówno w praktyce, jak i w ujęciu dyskursywno-historycznym. Jeszcze kiedy mieszkałam w Częstochowie, uczęszczałam do bardzo wówczas popularnego Społecznego Ogniska Baletowego - najpierw na ul. Wolności, później przy Jana Pawła, dalej do Domu Księcia (a dziś ognisko ma swoją siedzibę na dworcu PKP). To miejsce również mnie ukształtowało. Taniec na różne sposoby został ze mną, dziś przede wszystkim zajmuje się pisaniem o nim i tworzeniem tanecznych projektów kuratorskich.
W efekcie w 2017 roku trafiłam m.in. na kuratorski wyjazd studyjny podczas International Jerusalem Dance Week i tam uczestniczyłam w oprowadzaniu po Jerozolimie. Nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby przewodnik nie zaczął tego oprowadzania od zaakcentowania, że pochodzi z Częstochowy, powiedział o tym w gronie międzynarodowych kuratorów, nie było wśród tych osób zbyt wielu Polaków. Może trzy, cztery osoby. Po oprowadzaniu podeszłam do niego zaintrygowana tym wyznaniem. Okazało się, że jego rodzina pochodziła z Częstochowy. Nie rozmawialiśmy długo, zdążyłam jednak go zapytać, czy bywa w naszym mieście. Nie był. Po raz drugi mnie zaskoczył. Tym bardziej nie mogłam zrozumieć, skąd pochodziła ta duma w jego głosie, kiedy obwieszczał niemal dosłownie całemu światu, że jest częstochowianinem. Odchodząc rzucił w moją stronę pytanie, czy ma po co wracać? I brak mojej odpowiedzi ciążył bardziej mi niż jemu. Nie wiedziałam, co mu odpowiedzieć. Wróciło do mnie dawne rozmyślania o tej nie dość pamiętanej przeszłości. Czy miał po co wrócić?

I to wspomnienie powraca?
- Tak, naprawdę utkwiło we mnie głęboko. Poczucie, że Częstochowa musiała mu być bardzo droga, Częstochowa, którą znał tylko z opowieści swojej rodziny, ale nigdy jej nie zobaczył i nie poznał, istniała dla niego w symbolicznym porządku. Jako miejsce, gdzie znajdują się jego „korzenie”/„dom", ale równocześnie funkcjonowała także w perspektywie nostalgicznej figury utraty.
Po jakimś czasie zdałam sobie sprawę, że organizuję i pracuję w tańcu niemal w całej Polsce od wielu lat, tworzyłam i pracowałam przy projektach w Krakowie, Warszawie, Poznaniu, Wrocławiu, Białymstoku, Gdańsku, Lublinie, Zielonej Górze, ale nigdy nie zrobiłam nic związanego z tańcem w Częstochowie, w miejscu, gdzie ta moja prywatna historia pasji do tańca właściwie się zaczęła. Pomyślałam, że poza rodzinnymi relacjami, które wiążą mnie z Częstochową, spróbuję wrócić tu z pomysłem kulturalnym, a dokładniej tanecznym. Jak widać trochę te wszystkie intuicje, pomysły dojrzewały we mnie, nie jest to krótka opowieść.
Potem pisałam artykuł o tańcu w Częstochowie i zauważyłam, że kilku znajomych z Częstochowy cieszących się sukcesami w Polsce, czasem nawet na świecie, też jeszcze nie zaznało takiego powrotu do domu, jako ukształtowani artyści/artystki, a przecież to ważne. Te nostalgiczne powroty do miejsca formacyjnego mają swoje znaczenie.

Czyli „Pamięć Miasta" łączy wszystko. Twoje wspomnienia, pasje, zawód, zainteresowania…
- Festiwal Tańca Współczesnego „Pamięć miasta” - w tej nazwie faktycznie zawarte jest wiele, właściwie każde słowo ma tu swoje znaczenie – i odnosi się mocno do mojej pracy, pasji i tego poczucia, że przeszłość w dużym stopniu stanowi o nas, wpływa na nas i kształtuje naszą tożsamość. Zastanawiam się nad wielością odczytań historii i różnych jej interpretacji. Z pozoru ta nazwa nie wydaje się personalna, ale w rzeczywistość ma taki potencjał.
Tematykę wybrałaś niełatwą. Jak znaleźć sposób na to, żeby zaciekawić nią publiczność?
- Myślę o tym, że taniec jest dość hermetyczną sztuką, która inaczej niż teatr, sztuki wizualne i muzyka nie ma tak rozbudowanej edukacji i systemowo jest mało wspierana. W związku z tym, często buduje to barierę dla odbiorców. Niełatwy jest także sam aspekt pamięci miasta - który nie zawsze przyciągnie młodsze pokolenia, bo brzmi poważnie i może kojarzyć się z lekcją historii. Mam nadzieję, że połączenie ekspresyjnego tańca, związanego ze świadomością ciała, często intuicyjnego, będzie dobrym zbalansowaniem powagi tematu pamięciowego. Nie ma łatwych recept, ale na pewno czas działa na naszą korzyść, oswajamy estetykę tańca, próbujemy, aby stał się dla widzów ich językiem, żeby poświęcili mu trochę czasu i uwagi.

Tegoroczna edycja będzie trzecią z kolei. Z jakimi opiniami pofestiwalowymi dotychczas się spotykałaś?
- Do tej pory spotykałam się głównie z entuzjastycznymi opiniami, to jest dla mnie dodatkowa motywacja, aby ten festiwal rozwijać i dalej go tworzyć, bo ta inicjatywa ma sens. W środowisku tańca często stykam się z opinią, że znalazłam sposób, aby inaczej podejść do formatu festiwalu tańca, dzięki temu ma swoją specyfikę i jest faktycznie powiązany z konkretnym miejscem. Nie jest to tylko przegląd najnowszych trendów i ostatnich premier, ale wpisuje się w tkankę miasta, w jego tożsamość. W sumie chciałabym, aby nawet jeszcze bardziej w nią wrósł i widzę kilka takich przestrzeni do zaanektowania.
Jak wyglądają przygotowania do kolejnych edycji? Kiedy zaczynasz myśleć o „trójce"?
- Myślę o festiwalu w trybie ciągłym, jako o wydarzeniu w procesie, bez wyraźnego końca. Kiedy w sezonie artystycznym oglądam różne premiery i projekty, to niektóre z nich rezonują we mnie w kontekście Częstochowy. Wiem, wtedy niemal od razu, że chciałabym je tu pokazać. Natomiast technicznie rzec ujmując pierwszy szkic programu powstaje na przełomie października - listopada, i od tego momentu zaczyna się walka (nie tylko szukanie) o finansowanie festiwalu, później około marca jest zetknięcie się z rzeczywistością, z tym, co jesteśmy w stanie zrobić. To jest zależne w dużej mierze od finansów, ale też od otwartości osób i instytucji partnerskich w Częstochowie, a także dostępności czasowej.

Jak powstaje program, jak go budujesz, na co stawiasz?
- Przy budowaniu programu Pamięci miasta zależy mi na kilku aspektach. Po pierwsze szukam aktualnych i ciekawych spektakli oraz wydarzeń wyrastających z kultury tańca - dobrze jakby miały jakiś akcent związany z relacją polsko-żydowską, albo aby rezonowały i pozwalały nawiązać łączność, relację z minioną historią miasta. Chciałabym powtarzać w każdej edycji, ale w różnych formatach artystycznych spacer performatywny po dawnym getcie, bo dzięki temu utrzymuje się żywą pamięć o przeszłości. Ważnym dla mnie jest też to, by utrzymać w programie warsztaty tańców żydowskich i współpracę ze Stowarzyszeniem Częstochowski Uniwersytet Trzeciego Wieku. Zależy mi na tym, aby spacer z artystami był nowym doświadczeniem, wartościowym i może nie aż tak bolesnym, dzięki artystycznemu przetworzeniu tematu.
Coraz ważniejsze jest dla mnie wprowadzanie wydarzeń towarzyszących o interdyscyplinarnym charakterze, które niekoniecznie przynależą do obszaru tańca. W tym roku takimi wydarzeniami są: cymes kuchni żydowskiej i czytanie performatywne „Kobieto, puchu marny”.
Zdradź proszę, co dokładnie przygotowaliście tym razem?
- Mam nadzieję, że wartościowy i zróżnicowany program. „Faded black Physical ArtHouse” jest mocnym spektaklem w kontekście toczących się współcześnie wojen, wykorzystującym formułę pokazu mody, interaktywnym. Odważny i doceniany przez studencką i dojrzałą publiczność. „Love matter” Lubelskiego Teatru Tańca to z kolei impresja taneczna o relacjach romantycznych - subtelna i plastyczna, świetnie wytańczona. „Kaleidoscope” Natalii Iwaniec to z kolei abstrakcyjna opowieść o przesunięciach, zmianie perspektywy, pełna sensualności ruchu w stylu Gaga, towarzyszą temu niesamowite światła. Zdjęcie z tego spektaklu, autorstwa Michała Grochulskiego promuje nasz festiwal na plakatach i banerze. W programie performatywnym mamy jeszcze dwa spektakle solowe, będące reinterpretacją klasycznych utworów. Pierwszy dotyczy wariacji dotyczącej uznanej choreografii „Popołudnie fauna” Wacława Niżyńskiego, na scenie performuje Anna Kukulska, a drugi spektakl odnosi się do reinterpretacji „Dziadów”, z tym tematem pracuje na scenie Zuzanna Kasprzyk.

Czyli Oprócz wydarzeń, w których jesteśmy wyłącznie widzami, możemy brać też czynny udział w festiwalu?
- Dokładnie. Serdecznie zapraszam do udziału w warsztatach Gaga, w tym roku prowadzone są one przez Natalię Iwaniec, tradycyjnie mamy w programie warsztaty tańców żydowskich, które są otwarte dla wszystkich chętnych. Po raz pierwszy organizujemy cymes kuchni żydowskiej, który ma format pokazu, ale jest też część interaktywna. No i zapraszamy też na wspomniany spacer, który staje się takim doświadczeniem wspólnotowym, bardzo istotnym w kontekście tego festiwalu.
Na które z wydarzeń czekasz szczególnie?
- Trudno mi wybrać jedno wydarzenie, z każdym związane są inne emocje. Ciekawa jestem, jak wybrzmi w foyer teatru spektakl performatywny „Faded black Physical ArtHouse”. Czekam też z niecierpliwością na spektakl Lubelskiego Teatru Tańca - który chyba po raz pierwszy odwiedzi Częstochowę. To uznana marka a „Love matter” jest niesamowitymprzedstawieniem realizowanym przez gościnną choreografkę - Elisabettę Consonni. Zapraszamy również na „Kalejdoscope” i wieczór z dwiema solówkami, mające pewne mikronarracje powiązane z izraelskim tańcem.

Anna Królica
Krytyczka, kuratorka i badaczka tańca, prezeska Fundacji Performa. Adiunktka w Katedrze Teatru i Sztuki Mediów UAM w Poznaniu. Ukończyła teatrologię oraz filologię rosyjską na Uniwersytecie Jagiellońskim, a także podyplomowe studia „Zarządzanie kulturą”. Aktualnie jest kuratorką Festiwalu Tańca Współczesnego „Pamięć miasta” w Częstochowie.
Obroniła pracę doktorską poświęconą zagadnieniom ciała i pamięci w Teatrze Śmierci Tadeusza Kantora i Tanztheater Piny Bausch (Uniwersytet Jagielloński).
Jest autorką „Pokolenia Solo. Choreografowie w rozmowie z Anną Królicą” (2013) oraz „Sztuki do odkrycia. Szkice o polskim tańcu” (2011), a także kuratorką i redaktorką albumu „Nienasycenie spojrzenia. Fotografia tańca” (2017).
Do najważniejszych jej projektów kuratorskich należą: „Maszyna choreograficzna. Schlemmer. Analogie” (Cricoteka, Kraków), „Archiwum ciała” „Z perspektywy żaby” - oba projekty realizowane w Poznaniu, w Centrum Kultury „Zamek”, a także „Róbmy miłość, a nie wojnę” (Scena Tańca Studio, Warszawa).
Program festiwalu znajdziecie w kalendarium CGK.
Fot. Michał Grocholski - "Kaleidoscope"
archiwum Anny Królicy (portret)
