SZUKAJ
CO/GDZIE/KIEDY W CZĘSTOCHOWIE Portal kulturalny

Fot. Grzegorz Skowronek/czestochowa.wyborcza.pl

Przyjaciel na dobre i na światłocień

14 maja 2025
Udostępnij

Mistrz, mentor, przyjaciel. Artysta, który potrafił wydobyć z przedmiotów duszę, a z chwili – wieczność.

middle-IMG_2431.JPG

Tak jak zapowiadaliśmy, kontynuujemy cykl wspomnień o Januszu Mielczarku. Przypomnijmy, że fotografik, dziennikarz, pisarz i człowiek, który talentami mógłby obdzielić wielu, zmarł 11 maja. W drugiej odsłonie swoimi opowieściami dzielą się Małgorzata Kozakowska, Jacek Noszczyk, Anna Paleczek-Szumlas i Jarosław Woszczyna.

Małgorzata Kozakowska

artystka-fotografik

- Podobają się panu moje kwiaty? - To pierwsze słowa jakie wypowiedziała książkowa Małgorzata do Mistrza. A Janusz to człowiek, który sprawił, że martwa natura zaczęła tańczyć w moim życiu. Był pomysłodawcą Salonu „Martwa Natura w Fotografii”, w którym miałam przyjemność wielokrotnie uczestniczyć i który nieustannie jest dla mnie potężną inspiracją. Gdyby nie Janusz, wspomniane kwiaty grzecznie stałyby w wazonie - a tak – na moich zdjęciach - wirują w galaktyce!

To On otworzył przede mną drzwi do świata fotografii, poezji i głębokiego przeżywania życia. Wprowadził mnie do ZPAF, wierzył we mnie, zanim ja sama potrafiłam w siebie uwierzyć.

Janusz. Fotograf, który potrafił wydobyć z milczenia światło, z przedmiotów duszę, a z chwili - wieczność. Poeta obrazu i słowa.

Dla mnie przewodnik, mentor, który podpowiadał nie tylko, gdzie stanąć z aparatem, ale i jak stać w życiu. Mój drugi „ojciec”, bardzo wspierający, ale – gdy trzeba – potrafiący skarcić.

Człowiek o niezwykłej wyobraźni i jeszcze większym sercu.

Mój nauczyciel widzenia - przyjaciel na dobre i na światłocień.

Mój Mistrz – a ja Małgorzata.

middle-MIELCZAREK-Fot.-Grzegorz-Skowronek---czestochowa.wyborcza.pl.jpg

Jacek Noszczyk

dziennikarz, historyk, współpracownik redakcji „CGK”

Janusza Mielczarka poznałem w 1992 roku, w pierwszych dniach mojej pracy jako dziennikarz. Kolejno poznawałem jego wcielenia: rzecznika wojewodów częstochowskich, miłośnika samochodów ze słabością do „renówek”, zafascynowanego Hrabalem pisarza, fotografa, gawędziarza i bardzo towarzyskiego człowieka. W każdej z tych ról był znakomity.

Samochody lubił i potrafił samodzielnie naprawiać, pisał opowiadania, teksty satyryczne i piosenki („Balladę o świętym Józefie” śpiewała Krystyna Maciejewska), barwnie opowiadał o swojej młodości, radzieckich i niemieckich czołgach w 1945, studenckich kabaretach z lat 50. i 60., Czesławie Niemenie, polityce i robieniu zdjęć.

Jako fotograf był nauczycielem i mistrzem dla wielu częstochowian. Portrety ludzi sztuki, które pokazał pod koniec lat 90. w Miejskiej Galerii Sztuki pozostaną jedną z najciekawszych wystaw fotograficznych jakie widziałem. Zbliżał się do dziewięćdziesiątki, ale cały czas był aktywny. Pisał i fotografował. Jako pisarz zadebiutował dawno temu tomem opowiadań „Zanim wyrzucą cię z samolotu”, ale mam wrażenie, że najwięcej opublikował będąc już emerytem. Miał wciąż nowe pomysły na teksty i kolejne wystawy zdjęć. Wiem, że wielką satysfakcję sprawiała mu współpraca z Teatrem Wojtka Kowalskiego. Świetnie, że Wojtek zdążył zrobić o Januszu film „Jano”.

middle-IMG_2449.JPG

Ostatnio widywaliśmy się coraz rzadziej, ale zawsze kiedy trafialiśmy na siebie na wernisażu, koncercie czy spektaklu mieliśmy sobie coś ciekawego do opowiedzenia. Bardzo lubiłem słuchać, jak powoli mówił, budując atmosferę swoich opowieści. Kiedyś po imieninach u wspólnego znajomego odwoziłem go do domu. Dojechaliśmy na miejsce, ale jeszcze z godzinę spędziliśmy w samochodzie, bo Janusz, który wracał do sił po chorobie, mówił mi o przemyśleniach jakie miał w szpitalu na temat tego, co w życiu ważne i jak ekstremalne doświadczenia weryfikują nasze relacje z innymi ludźmi. Potrafił zdecydowanie zareagować, kiedy coś mu się nie podobało. Będąc osobą życzliwą i pogodną, najczęściej jednak odpuszczał sobie złośliwości.

O Częstochowie wiedział prawie wszystko i znał prawie wszystkich. Swoją barwną osobowością i licznymi talentami dodawał naszemu miastu uroku i budował jego atmosferę. Obawiam się, że wraz ze śmiercią Janusza Mielczarka umarło wiele pięknych historii i pamięć o wielu ludziach.

Anna Paleczek-Szumlas

dyrektor Miejskiej Galerii Sztuki

Janusz „Jano” Mielczarek – o nim nie potrafię mówić w czasie przeszłym.

Wybitny człowiek kultury, fotograf, pisarz, poeta, niezrównany popularyzator sztuki fotografii. To człowiek niezwykle zasłużony dla środowiska fotograficznego nie tylko w Częstochowie, ale i w Polsce, którego pasja, charyzma i wizjonerstwo zostawiły trwały ślad w naszej pamięci. Artysta i przyjaciel artystów.

middle-465909460_9481539801862607_6648776096970294555_n.jpg

Twórca i wieloletni komisarz ogólnopolskiego konkursu „Martwa natura w fotografii” — wydarzenia, które na stałe wpisało się w kalendarz wydarzeń artystycznych w Miejskiej Galerii Sztuki w Częstochowie, a które zostało powołane, aby zainspirować młode pokolenia twórców do refleksji nad formą, światłem i znaczeniem obrazu. To właśnie dzięki jego nieustannej pracy i zaangażowaniu konkurs ten zyskał rangę jednego z najbardziej cenionych przeglądów fotografii artystycznej i obiecuję, będzie kontynuowany w niezmienionej formule, którą określił.

Janusz Mielczarek - autor i współautor wielu wystaw fotograficznych — indywidualnych, zbiorowych, poplenerowych i pokonkursowych. Brał aktywny udział w Międzynarodowych Salonach Fotograficznych organizowanych pod patronatem FIAP, zdobywając liczne medale, nagrody, wyróżnienia, dyplomy i listy gratulacyjne. Jego zdjęcia — zawsze nacechowane głęboką refleksją i wrażliwością — doceniane były nie tylko przez publiczność, ale przez najbardziej wymagające gremia artystyczne.

Współzałożyciel Jurajskiego Fotoklubu Częstochowa, który pod jego opieką rozwijał się jako prężna i otwarta przestrzeń twórcza. Fotoklub ten, członek zbiorowy Fotoklubu RP, stał się miejscem spotkań, inspiracji i wspólnej pracy wielu pasjonatów fotografii, gdzie Janusz brylował swoją energią, cudownym gadulstwem i nieustanną kreacją.

middle-488867843_1328055432152640_7183111994753730834_n.jpg

Mentor, nauczyciel, przyjaciel. Organizator i uczestnik wielu warsztatów i plenerów fotograficznych, dzielący się wiedzą i doświadczeniem z niebywałą życzliwością i cierpliwością, członek jury wielu konkursów fotograficznych, gdzie zawsze wnosił nie tylko merytoryczny głos, ale i empatię wobec młodych twórców. Nieustanny kreator.

Janusz „Jano” Mielczarek człowiek orkiestra, o wielkim dorobku artystycznym, fotograficznym i literackim, lecz przede wszystkim dobry kolega, przyjaciel, mentor — człowiek o szerokich horyzontach i wielu zainteresowaniach, świetny kompan rozmów. Zawsze inspirujący, mający w głowie wciąż nowe pomysły, patrzący i widzący w sposób tak bardzo charakterystyczny dla niego, czujący poprzez obraz. Wielowymiarowa osobowość, ciągle ciekawa życia.

Jego twórczość, słowo i osobowość na zawsze pozostaną żywe w mojej pamięci i pamięci środowiska fotograficznego, kulturalnego Częstochowy.

Żegnaj, Mistrzu. Dziękuję za światło, które rozsiewałeś — w obrazach i w ludzkich duszach!

Jarosław Woszczyna

Klarnecista, saksofonista, kompozytor

middle-IMG_3254.JPG

Odszedł Janusz „Jano” Mielczarek, człowiek którego poznałem zbyt późno i który dla mnie odszedł zbyt wcześnie. Choć z widzenia znałem go chyba od zawsze, poznaliśmy się bliżej kilkanaście lat temu w okolicznościach i miejscu, gdzie ludzie raczej już się nie poznają, raczej rozstają z życiem i innymi, a mianowicie na… cmentarzu. Podczas corocznej kwesty na ratowanie i renowacje zabytkowych nagrobków, wspólne dyżury były dla Janusza i dla mnie okazją nie tylko do wyczekiwanych, corocznych spotkań, ale też do wymiany spostrzeżeń i wielu rozmów na różne, życiowe tematy.

Nasze rozmowy nie kończyły się po wyjściu z cmentarza. Cieszyło mnie to, że były takie barwne i szczere, że wykraczały daleko poza zwyczajowe „przesypywanie” słów pomiędzy znajomymi. Rozmawialiśmy zarówno podczas bezpośrednich spotkań (teraz żałuję, że zbyt rzadkich), jak i telefonicznie, i nigdy nie brakowało nam ważnych tematów.

Uświadamiam sobie teraz, że Janusz trochę zastępował mi w dorosłym życiu mojego tatę, który odszedł przedwcześnie, ale w żadnym wypadku nie były to jakieś relacje typu uczeń - mistrz. Mimo dużej, dzielącej nas różnicy wieku (był rok starszy od mojej mamy) rozmawialiśmy jak dwaj dorośli mężczyźni.

Imponował mi nieco hrabalowskim podejściem do świata i ludzi, miał swój styl i klasę. Starał się nie zauważać i nie wzmacniać negatywów, jakie niesie współczesny, zwariowany świat. Był wdzięcznym słuchaczem i ciekawym kompanem do rozmów.

Mógłbym tu wiele pisać o Januszu, jakiego poznałem i jaki dał mi się poznać. Człowieku wrażliwym i utalentowanym, który aktywnie i na lepsze zmieniał świat wokół siebie.

Kilka lat temu, choroba niespodziewanie zaatakowała go i pozostawiła „kruchość” zdrowia, co ze smutkiem obserwowałem, odwiedzając go w szpitalu. Jednak późniejsza Jego walka o powrót do normalności pokazała tylko to, jakim silnym był charakterem.

Wyrwa jaką nam pozostawił po sobie, będzie długo bolesna i trudna do zastąpienia dla tych wszystkich, dla których był bliski.

Żegnaj Przyjacielu!

Fot. Małgorzata Kozakowska, Grzegorz Skowronek/czestochowa.wyborcza.pl, archiwum Miejskiej Galerii Sztuki

Zuzanna Suliga - czytaj więcej