SZUKAJ
CO/GDZIE/KIEDY W CZĘSTOCHOWIE Portal kulturalny

Fot. Materiały Metropolitan Opera

„Purytanie” – belcanto na ekranie OKF-u. Warto się wybrać

8 stycznia 2026
Udostępnij

Nawet trzeba. Raz dlatego, że to ostatnia z oper Belliniego; wystawił ją i zaraz potem umarł, podobno otruty. Dwa - opera tak wymagająca, że mało który teatr jest w stanie zebrać odpowiednią obsadę, czyli tak zwany mistrzowski kwartet z „Purytanów”. Trzy - jest w tym kwartecie Polak, słynny baryton Artur Ruciński.

middle-purytanie_01_fot_Metropolitan_Opera.jpg

Vincenzo Bellini. Kompozytor. Młody, długi, chudy, subtelny. „Westchnienie w lakierkach” – powiedział o nim poeta Henryk Heine. Jedna trzecia ekipy wielkich włoskich twórców belcanta: Rossini, Donizetti, Bellini. Bez tej niesłychanej łatwości komponowania, jaką mieli dwaj pierwsi, za to najlepszy melodysta z całej trójki. W 1833 roku urażony w swej zawodowej dumie klapą opery „Beatrice di Tenda”. Uważał, że to wina librecisty Felice Romaniego. Rozgoryczony, zerwał z nim stosunki (choć przez kilka lat ich spółka dorobiła się kilku spektakularnych sukcesów, na czele z „Lunatyczką” i „Normą”). Potem wyjechał do Londynu. Anglicy podreperowali mu ego, entuzjastycznie i masowo chadzając na jego opery, jednak do Włoch już nie wrócił. Wybrał Paryż, apartament na bulwarze des Italiens oraz artystyczne salony, gdzie nazywano go „jasnowłosym Sycylijczykiem” i gdzie spotykał Rossiniego, Heinego, Chopina…A także hrabiego Carlo Pepolego; to on sklecił Belliniemu libretto do najnowszej opery, zamówionej przez Théâtre-Italien. Hrabia, również Włoch, był znawcą literatury, ale w opinii krytyków librettem się nie popisał. Oparł je na dramacie Jacquesa Lancelota i Josepha-Xaviera Sainttine’a „Okrągłogłowi i kawalerowie”. Tytuł ten odnosi się do czasów angielskiej wojny domowej między purytanami (strzygli się krótko, stąd „okrągłe głowy”) a rojalistami (nosili modne długie włosy, więc nazywano ich kawalerami). Pepolo swobodnie potraktował oryginał, wyłuskując z niego wątek miłosny. Gorzej, że potęgując jego dramatyzm i piętrząc komplikacje, każąc np. swojej głównej bohaterce co i raz popadać w szaleństwo albo odzyskiwać zmysły, zupełnie zapomniał o logice.

middle-purytanie_03_fot_Metropolitan_Opera.jpg

Nie bez kozery jednak mówi się: opera – boski idiotyzm. Publiczność zachwyciła się romansem i muzyką, a logikę odesłała do teatralnej szatni. 24 stycznia 1835 roku prapremierę „Purytanów”, najnowszej opery Belliniego, zakończył huk braw.

W równym stopniu przyczynili się do sukcesu wykonawcy. Jako Elwira - Giulia Grisi, sopran z samego szczytu najlepszych śpiewaczek belcantowych. Jako jej ukochany Artur -Giovanni Battista Rubini, żyjąca legenda belcanta; pisane dla niego partie były i do dzisiaj pozostają dla większości tenorów niemożliwe do wykonania. Jako sir George Valton, stryj Elwiry – bas Luigi Lablache. Jako pułkownik Ryszard Forth, zakochany w Elwirze bez wzajemności, zazdrosny i nieszczęśliwy – baryton Antonio Tamburini. Ten skład z miejsca nazwano mistrzowskim kwartetem z „Purytanów”. Sława dzieła rosła, opera zdobywała kolejne kraje Europy.

A Bellini? Już tego nie zobaczył. Kilka miesięcy po prapremierze nagle zachorował i 23 września 1835 roku zmarł. Miał tylko 34 lata. Błyskawicznie rozniosło się podejrzenie, że został otruty. By ukręcić łeb plotkom, król Ludwik Filip II rozkazał przeprowadzenie sekcji zwłok kompozytora. Żadnych toksyn nie znaleziono.

middle-purytanie_04_fot_Metropolitan_Opera.jpg

Szybko okazało się, że to wysoki poziom „mistrzowskiego kwartetu” stanowi warunek nie tylko powodzenia, ale też w ogóle wystawiania „Purytanów. Właśnie taki zespół udało się zgromadzić nowojorskiej Metropolitan Opera, która bezpośrednią transmisję jednego ze spektakli przeprowadzi w sobotę 10 stycznia 2026 r., w cyklu „The Met: Live in HD”. Obejrzą go widzowie na całym świecie, zgromadzeni w kinach, teatrach, filharmoniach. Także w Częstochowskim Ośrodku Kultury Filmowej – Kinie Studyjnym „Iluzja” przy Al. NMP 64. Elwirą będzie Lisette Oropesa, Arturem - Lawrence Brownlee; ta dwójka amerykańskich gwiazd pokazała już, co potrafi w tej operze, występując w niej przed rokiem w paryskiej Opera Nationale. Sir Waltonem został w Met Christian Van Horn, również Amerykanin. A zazdrosnym pułkownikiem Forthem – Polak, baryton Artur Ruciński*. Już z tego powodu warto się wybrać do OKF-u, choć równie mocno kusi okazja zobaczenia nowiutkiej inscenizacji „Purytanów” (poprzednią nowojorczycy zrobili 50 lat temu).

middle-Artur_Ruciński.jpg

A zatem Artur Ruciński: baryton, rocznik 1976. Absolwent Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina, karierę zaczynał od Warszawskiej Opery Kameralnej, by następnie trafić do Opery Narodowej. Obecnie łatwiej niż w Polsce jest go spotkać w londyńskim Covent Garden, mediolańskiej La Scali czy paryskiej Opera Bastille. Albo za oceanem. Śpiewał tam już w 2011 roku – w „Cyganerii” przygotowanej przez Los Angeles Opera. Między widzów wmieszali się łowcy głów z Met… i Polak został zaproszony do Nowego Jorku na przesłuchanie. Przyleciał zmęczony, niewyspany i przeziębiony, mimo to z miejsca zaproponowano mu rolę Walentego w „Fauście" planowanym na 2013 rok. Zaczął się do niej przygotowywać, niestety, premierę odwołano: cięcia budżetowe.

Pozostał jednak na celowniku Metropolitan Opera. Zwłaszcza po tym, jak zrobiło się o nim głośno na arenie międzynarodowej – właśnie w 2013 r., podczas festiwalu w Salzburgu, gdy nagle zachorował Placido Domingo. Słynny tenor dysponował już wtedy niższym głosem, barytonowym. Miał wystąpić jako złowrogi hrabia Luna w „Trubadurze" Giuseppe Verdiego, okazało się jednak, że nie jest w stanie. Zaczęło się paniczne szukanie zastępstwa. Przedstawienie ważne, znakomita obsada, z Anną Netrebko na czele, oczywiste było, że nie można wziąć pierwszego z brzegu dostępnego barytona. Impresario zadzwonił do Artura Rucińskiego. Śpiewak akurat bawił z rodziną na wakacjach. Partię Luny dobrze znał, wykonywał ją wcześniej w Wiedniu i w Weronie. Biegiem wsiadł do taksówki, potem do samolotu i przed wieczorem wylądował w Salzburgu. Następnego dnia po południu wychodził na scenę. Brakło czasu nawet na próbę, tyle że obejrzał nagrania z przygotowań i pogadał z asystentem reżysera. I co? Wielki sukces. Został okrzyknięty wschodzącym barytonem verdiowskim.

middle-purytanie_02_fot_Metropolitan_Opera.jpg

A wracając do Met, Ruciński zadebiutował tam przed dziesięcioleciem. Niestety, nie mamy jakoś szczęścia, by oglądać pokazywane na żywo spektakle z jego udziałem. Zaczął od „Madame Butterfly” i partii konsula Sharplessa. Śpiewał w lutym i marcu, ale transmisja na cały świat odbyła się 2 kwietnia, gdy Polaka nie było już w obsadzie. W 2018 roku został potrącony przez samochód, co skończyło się odwołaniem wszystkich jego występów. No, owszem, rok później podziwialiśmy go na nowojorskiej scenie jako brata Manon w operze Masseneta. Jednak zaraz potem przyszła pandemia koronawirusa i Metropolitan Opera odwołała cały sezon 2020/2021. Następny doszedł co prawda do skutku i w maju 2022 transmitowano na cały świat „Łucję z Lammermoor” Donizettiego z Arturem Rucińskim w partii Henryka Ashtona. Tyle że my go nie obejrzeliśmy, bo bezpośrednie transmisje z Met po trzyletniej przerwie spowodowanej covidem wróciły do OKF-u dopiero w październiku 2022. Nic to, ostrzyliśmy sobie zęby na „Fedorę” zapowiadaną na grudzień. Daremnie: baryton odwołał swoje występy z powodu problemów zdrowotnych kręgosłupa.

Teraz wreszcie mamy go na widelcu. Nie ma się co wahać, trzeba korzystać z okazji.

Pamiętajcie: OKF, 10 stycznia, godz. 19. Prawie trzy i pół godziny cudownej muzyki.

*Nie uwierzycie, ja sama do tej pory nie mogę uwierzyć. Poszłam do OKF-u, spektakl się zaczął. Met ma taki zwyczaj, że na początku ktoś – zwykle znany śpiewak - opowiada krótko widzom transmisji o prezentowanej operze i przedstawia wykonawców. Przy „Purytanach” rolę tę pełniła sopranistka Ailyn Pérez. Mówiła, mówiła, wymieniała nazwiska i nagle oznajmiła, że... Artura Rucińskiego zastąpi baryton Ricardo José Rivera. Mowę mi odjęło. Znowu?! Rozumiem raz – przypadek. Rozumiem dwa – zbieg okoliczności. Ale tyle razy?! Chyba przekleństwo.

Fot. Materiały Metropolitan Opera, arturrucinski.com


Joanna Skiba - czytaj więcej