Rzuć wszystko i idź do Miejskiej Galerii Sztuki!
A gdyby tak
rzucić wszystko i jechać w Bieszczady? W chwili zmęczenia i zniechęcenia
codziennością, te słowa przypominają się chyba każdemu. Miejska Galeria
Sztuki gwarantuje bieszczadzki klimat bez konieczności wyprawy na
kraniec Polski. Wystarczy spacer do Sali Śląskiej. Tam do 16 czerwca
czekają „Cisze przyrody” Rafała Borcza.

- Zasypiam pod rozgwieżdżonym niebem słuchając nawoływań puszczyków, ryczenia jeleni, klangoru żurawi i wycia wilków […]. Żyję wśród olbrzymich uschniętych jesionów, buków o wężowej skórze, twardych krętych grabów i delikatnych kruchych olch […] Mieszkanie w lesie nie jest ucieczką od życia tylko spotkaniem z nim w czystej pierwotnej postaci. Magia nie jest tam niczym nadprzyrodzonym, wszystko z czego się składa można dotknąć bądź zobaczyć. Wszystko tam ma swój kształt, puls i zapach, istnieje realnie. Tak wygląda prawdziwy świat – takie słowa Rafała Borcza przewodzą jego częstochowskiej wystawie „Cisze przyrody”.
Czytając je, można się rozmarzyć. Pomyśleć o oddechu, o oderwaniu myśli, o pełniejszym życiu, o zwolnieniu w biegu. Ile razy rzeczywistość daje nam tak w kość, że myślimy o tym, żeby cisnąć wszystkie codzienności w kąt i jechać w te owiane legendą Bieszczady.
Turnus łapania oddechu

Zanim posuniemy się jednak do radykalnych działań, możemy skorzystać z propozycji szybszej, tańszej i natychmiastowej. Codziennie (poza poniedziałkami) bieszczadzkie klimaty oferuje nam Miejska Galeria Sztuki. Taki turnus łapania oddechu możemy zafundować sobie aż do 16 czerwca (w środy wstęp jest darmowy!).
To już kolejna okazja do spotkania z twórczością malarza. Borcz był wcześniej jednym z uczestników jubileuszowej, 10. edycji Triennale Sztuki Sacrum „Świętość natury?”, którą Miejska Galeria Sztuki prezentowała na przełomie 2020 i 2021 r. Teraz przyszła pora na dużą wystawę indywidualną (wypełnia całą Salę Śląską), którą zainaugurowano 26 kwietnia.
- Rafał Borcz maluje pejzaż i zwierzęta spotkane w Bieszczadach, czyni to w tak przejmujący sposób, że patrząc na te obrazy, nie wiemy, czy to realny świat, czy to świat marzeń – zamglony, albo przepełniony światłem, zawieszony między niebem a ziemią. Te obrazy przyrody oddane są z całą miłością i uważnością. Podobnie autor ukazuje zwierzęta, zwłaszcza żyjące dziko wilki, istoty nie do oswojenia. Tutaj widzimy je jakby spersonalizowane, tak jakbyśmy odkrywali samych siebie w nich – mówiła podczas wernisażu Anna Paleczek-Szumlas, dyrektor instytucji.

Zdradziła wówczas, że znajdujący się tuż przy wejściu wielkoformatowy obraz „Górskie jezioro” autor dokończył specjalnie na tę wystawę. – Śmiejemy się, że przyjechał do nas jeszcze pachnący farbą.
Cały szereg cisz
Ideę tytułu wyjaśniła kuratorka ekspozycji Barbara Major: Dlaczego „Cisze przyrody”? Cisza wydawałoby się, że należy do zmysłu słuchu. Słyszymy ciszę, znajdujemy się w przestrzeni ciszy, bo cisza nie jest brakiem dźwięku, a raczej wytwarza przestrzeń scalającą dźwięki. To w ciszy możemy słyszeć trzepot skrzydeł, skrzypienie drewna czy wycie wilków. Jak można przełożyć ciszę na język malarski? Rafał Borcz udowadnia, że można to zrobić. Każdy kolejny jego obraz jest ciszą, na tej wystawie mamy więc cały szereg cisz.
Spragnionych ciszy było jak widać wielu, bo otwarcie cieszyło się dużym zainteresowaniem. Wśród wernisażowych gości nie brakowało częstochowskich artystów. Z jednym z nich, Jackiem Sztuką, Rafał Borcz przyjaźni się od czasów studiów na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie.

- Podzielę się wspomnieniem z czasów naszych studiów. Działo się to w ubiegłym stuleciu. Jest wieczór, kończą się zajęcia, wielu kawiarnianych artystów poszło już dawno do swoich kawiarni. W pracowni jest nas może z dwóch, wychodzę na przerwę. Stoję na korytarzu, patrzę przez okienko, za nim jest jeszcze jedno okno i widzę postać, którą maluje. To Rafał, który stoi przy swoim płótnie. Już jest późno, jest po całym dniu rysowania i malowania. I nie, żeby on kończył swój obraz, on dopiero zaczął się rozkręcać – snuł opowieść Sztuka. - Na pustej akademii można było spotkać Rafała. I ten widok był bardzo budujący dla nas, trochę młodszych kolegów (powiedzmy, że o dwa lata).
Ku pamięci
Wzruszeń nie brakowało, bowiem obaj uczcili pamięć ich nauczyciela, zmarłego w styczniu tego roku częstochowskiego artysty i profesora krakowskiej ASP Zbigniewa Sprychy. – Zbyszek Sprycha miał taki zwyczaj, że nie dawał na wernisażach artystom kwiatów czy trunków, tylko dawał im pędzel. Dziś wręczam ci podobny, w hołdzie Tobie i Zbyszkowi – mówił Sztuka.

Jednak nie tylko jego pamięć przywołano. „Cisze przyrody” malarz poświęcił Katarzynie Barańskiej, zmarłej w 2023 r. profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego. - Ta wystawa rozpoczyna się obrazem „Śpiący z rybami” - to jeden z moich najpierwszych pejzaży. Namalowałem go jakoś na początku tego wieku. Spotkałem wtedy taką dobrą duszę. Katarzyna Barańska przyszła ze swoimi studentami do mojej pracowni. Tam wyciągnęła moje obrazy i zrobiła mi pierwszą wystawę. Katarzyny nie ma już z nami, ale mam nadzieję, że duchem jest obecna. To jej chciałbym poświęcić tę wystawę. Tę pierwszą wystawę i tę częstochowską spięła pewna klamra – mówił ze wzruszeniem Borcz.
Ucieczka w Bieszczady
Miało być o oddechu, o odpoczynku, a sporo tu refleksji. Czytając, nie czujcie się oszukani, bo „Cisze przyrody” mocno do nich skłaniają. Przypominają o brakach, o marzeniach, o tym, jak mało jest czasu na to, by w tej ciszy posłuchać siebie samego. Każą zastanowić się nad tym, ile kosztuje nas podążanie za mnóstwem życiowych konieczności. Nad tym, ile tracimy, albo na ile się zatracamy.

Na koniec pewna przewrotność (to dla wszystkich, którzy czytając pierwszy akapit tekstu, pomyśleli o Rafale Borczu „temu to dobrze”) . – Te obrazy są o ciszy. Myślę, że to jest taka składowa rzeczywistości, której nam dziś bardzo brakuje. Ja też do końca nie jestem takim artystą, jak z tych cytatów. Uczestniczę w życiu, ciężko pracuję, gonię za różnymi rzeczami, żyję w zgiełku, w środku dużego miasta, Krakowa. Mam pracownię na dziewiątym piętrze, przy skrzyżowaniu. Uciekam w te Bieszczady, w tę naturę, na ile tylko mogę i tak wyciągam z niej to, za czym sam tęsknię. I myślę, że inni również tego potrzebują, dlatego te obrazy są takie wyciszone, takie kontemplacyjne. Nie wiem, jakie będą następne, może chciałbym spróbować czegoś innego – zdradza malarz.
I coś w tym jest, więc nie wahajcie się zbyt długo i pozwólcie sobie na częstochowską ucieczkę w „Bieszczady”.
Fot. Maciej Mąka, Robert Jodłowski/Miejska Galeria Sztuk (wernisaż)
Rafał Borcz jest absolwentem Wydziału Malarstwa na krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych, Dyplom w wyróżnieniem otrzymał w 1999 r. (w pracowni malarstwa prof. Leszka Misiaka). Obecnie na macierzystej uczelni prowadzi Pracownię Rysunku. Artysta ma na koncie kilkanaście wystaw indywidualnych, a także uczestniczył w kilkudziesięciu zbiorowych.
W 2000 r. otrzymał Stypendium Twórcze Miasta Krakowa, a pięć lat później Stypendium Fundacji Grazella. W 2001 został laureatem Grand Prix 35. Ogólnopolskiego Konkursu Malarstwa „Bielska Jesień”. W 2007 r. Borcz otrzymał 1. Nagrodę na XXI Festiwalu Malarstwa Współczesnego w Szczecinie.
Zajmuje się malarstwem, rysunkiem, rzeźbą i fotografią.
