Siarczyste wiersze i mocne końcówki
Jeżeli ktoś uważa, że poezja i wiersze to nudy, powinien zajrzeć na Turniej Jednego Wiersza. O sierpniowej edycji można napisać wiele, ale na pewno nie to, że było nijako. Emocji dostarczył nie tylko aspekt urodzinowy.

Jeśli chodzi o częstotliwość mojej bytności na Turniejach Jednego Wiersza, statystka nie jest mi sprzymierzeńcem. Ostatnie czwartki miesiąca bardzo u mnie kuleją, jednak tym razem do wizyty w Szafa Gra (gdzie w tym roku przeniósł się konkurs) zmobilizował mnie termin - 31 sierpnia. Dzień wcześniej Artur Bratek, który od lat organizuje, prowadzi i organizuje fundusze na turniej, obchodził urodziny. Ta sierpniowa data mocno zapisała mi się w pamięci, bo w 2017 r. właśnie wtedy zaliczyłam poetycki debiut, pisząc urodzinową rymowankę. Odetchnijcie z ulgą: na tym moja działalność się w tej kwestii zakończyła. Pozostał sentyment do tamtego wieczoru i ogromna sympatia, którą od lat darzę Bratka.
Zjawiłam się nieco wcześniej, by porozmawiać z jubilatem, a także z zasiadającymi w jury Januszem Pawlikowskim i Tomaszem Florczykiem, których w Częstochowie przedstawiać szczególnie nie trzeba (na efekty będzie jednak trzeba chwilę zaczekać). Turniej w tej kawiarniano-pubowej formie organizowany jest od blisko dekady. To kilkadziesiąt wieczorów, w których wysłuchuje się nie jednego, a przynajmniej kilkunastu wierszy. Pokusiłam się o pytanie, czy jurorom się te spotkania nie nudzą, czy uczestnicy i teksty potrafią ich jeszcze zaskoczyć. No i wywróżyłam!
„Ćma” z szuflady

Ten wieczór zapamiętam na długo i to nie tylko ze względu na urodzinowy akcent, o którym za chwilę. Artur za każdym razem martwi się frekwencją wśród piszących (słuchających zresztą też). Koniec wakacji okazał się trafionym terminem, bo zgłosiło się aż 17 uczestników. Po raz pierwszy w tym sezonie pogoda pozwoliła również na to, by skorzystać z ogródka „Szafy”. Wersy czytano więc w plenerze. Obok Janusza i Tomka oceniła je Ewa Powroźnik, prezeska Częstochowskiego Stowarzyszenia Plastyków im. Jerzego Dudy – Gracza.
Co zawsze
dobrze robi wszelkim turniejom, które mają swoich starych wyjadaczy, nie
zabrakło debiutantów. Odważniejsze były kobiety, wśród nich np. Iga,
która poprzednio była obserwatorką, a teraz postanowiła wyjąć „Ćmę” z
szuflady. Takich, których TJW mobilizuje do pisania i daję odwagę, by
stanąć przed wcale nie taką małą publicznością, z pewnością jest wielu.
Dla młodych ludzi to może sposób na to, by dać ujście wrażliwości, którą w tych tekstach mocno się czuje.
Bez przytyków

Nie oznacza to, że debiuty są wyłącznie dla licealistów czy studentów. Pan Bartek, który odczytał tekst „Nasi bohaterowie”, te czasy ma już raczej za sobą. Jego występ zapisze się na pewno w dziejach Turnieju. Życzenia dla medyków i ratowników medycznych zajęły bite dwie strony, zapisane naprawdę gęstym drukiem. Był to z pewnością najdłuższy z odczytywanych dotąd utworów. Prawdopodobnie też pierwszy o tej tematyce. Autor powinien go zachować, bo na Światowy Dzień Zdrowia i Dzień Pracownika Służby Zdrowia będzie jak znalazł. Piszę to oczywiście z uśmiechem, ale oklaski padły należne. Konkurs jest dla wszystkich, nie ma tu miejsca na hejt, na przytyki, stąd może tak chętnie ludzie odważają się wystąpić.
Tym, którzy opuszczają konkurs bez nagród i szukają rozwiązania, które to zmieni, Tomasz Florczyk podpowiada, by czytali bardzo dużo dobrej poezji, a jak się już jej naprawdę naczytają, to wtedy warto pomyśleć o pisaniu.
Gofry z cukrem pudrem

Zostając przy wyjadaczach, ci również dopisali. Marcin Tarkowski na wstępie zadeklarował „Lubię peace”. To przewrotny tekst o banach na Facebooku, w którym komentarze na temat starych rowerów czy problemów z Intercity interpretowane są jako treści rasistowskie czy homofobiczne. Tygodniowa blokada ma zaś sprawić, że człowiek się z uprzedzeń wyleczy. Naprawdę nieźle!
Sławomir Domański także należy do „stałych bywalców”. Tym razem przeczytał wiersz „Bambino” bliski wszystkim wielbicielom czarnych płyt. Z pirackimi kasetami, rowerem wymienionym za wszystkie płyty Perfectu, plakatami na ścianach, radiem puszczającym Bee Gees, zdartymi winylami. Przyznam, że siadło mi to. Co ciekawe, debiutancki tom poezji Sławka „Sajlent Disco” znalazł się w innym z wierszy, tym niezatytułowanym, który napisał Marek Palutkiewicz. Ten tekst także przypadł mi do gustu: ze spacją przed przecinkiem (która też mnie drażni), „galerią niesztuki” i goframi już tylko z cukrem pudrem.
Dosadne końcówki

Lubimy siarczyste, mocne wiersze. Tak przynajmniej dowodzi werdykt publiczności (która oddaje głosy na kartkach) i wyróżnienie jurorów. Obie nagrody zgarnął Krzysztof Górecki za tekst „Sierpniu, ty k…! (albo Dlaczego w sierpniu Edyta brzmi najlepiej)”. Zaczynał się on tak: „Gdybym był kurtem kombajnem odstrzeliłbym sobie łeb, a kurtnej miłość nazwała by mnie kowardem”. Dalej brzmią echa piosenek „Jaka róża, taki cierń” (z ukłonem pewnie dla tytułowej Geppert) i „Under Pressure” (tu „ander preszer”, bo wszystko „po angielsku brzmi kultowo”). Padła też teza, że „wrzesień nie jest taką k… jak sierpień”. Te wyróżnienia dowodzą, że na szali równoważą się tekst i sposób prezentacji. Jeśli nie masz tego czegoś, pewnego daru, to i najważniejsze słowa nie wybrzmią.
Lubimy też dosadne końcówki, taką przestrogą, by nie wdepnąć w g… kończą się zaś „Słowa” dobrze znanego turniejowiczom Jerzego Rychlewicza. To on dostał 50 zł z podzielonej na trzy części nagrody głównej (FDS "Czytaj!"). Druga pięćdziesiątka przypadła Marcie Klimczak i „Miastu”, a stówka – Klaudii Godlewskiej i „Straganiarzom”. I ta nagroda była rzeczywiście zasłużona. Prawdopodobnie był to debiut, bo autorka pogratulowała na wstępie wszystkim, którzy stoją na podwyższeniu, przyznając, że to rzeczywiście spory stres. „Zduszeni jak aromat kawy w blaszanym pudełku, rozpychamy się na targowiskach, gdzie kurz, dostaje skrzydeł. Tlen łączy siły z węglem” – gdybym mi się kiedyś odwidziało i nie chciałabym już „być” Bukowskim, to zdecydowanie mogłabym tak pisać.
Słowa z szarpanego papieru

Moc ma jednak swoje granice. I te przekroczył pan Michał (nazwiska chyba nie podał), który wyszedł na podest z rolką papieru toaletowego. Pomyślałam, że jeśli z niej odczyta tekst, to może być całkiem niezłe, takie słowa z szarpanego papieru, może performence. Zdziwiłam się i ja, i wszyscy pozostali, bo toaletową jakość autor przypisał turniejowi, uczestnikom, tekstom, jurorom i całej lokalnej kulturze. Na dyskusję jednak nie było miejsca, bo odszedł, wrzucając tekst i rolkę do pobliskiego kontenera. Szkoda, że nie poczekał, bo może usłyszałby uwagi, które wysunął Tomasz Florczyk o technicznym potencjale i konstrukcji tekstu, lepszej być może od wielu, które zabrzmiały dotąd na TJW.
Set urodzinowy
Nawet to nie zabiło jednak wyjątkowej atmosfery tego wieczoru. Podgrzały ją trzy wiersze, które nie zostały ocenione, zakwalifikowano je (tak jak i mój przed laty) jako „pozakonkursowe”. Ten set urodzinowy rozpoczęła malarka i animatorka kultury Anita Grobelak, określająca się „mierną poetką”. Oto fragment.
„kim jest Bratek dla mnie?
zasadniczo to pięciopłatkowy kwiatek
pierwszy płatek jest od przyjaźni
drugi od poszukiwania
dźwięków i instrumentów
trzeci taki nieco dziennikarsko
zużyty
czwarty animacyjny
a piąty zabłąkany w literaturze
wciąż składa na antologię wierszy
i doskładać się nie może”

I się zaczęło! Malarka Joanna Chwałek, którą Anita ubiegła, zadeklamowała „Arturrro” o posrebrzanym czasem i nadgryzionym duchem czasu Bratku. Serię zamknęła polonistka Barbara Surmacka, pisząc m.in. tak:
„Koniec sierpnia nam zwiastuje,
że Bratek Artur urodzinuje
nie mamy dla Bratka kwiatka
ale zrządzeniem boskim
sławimy go rymem
częstochowskim”
Dokładam się do życzeń, tym razem rymy sobie darując, ale mając nadzieję, że do sierpnia 2024 r. uda się doskładać na wspomnianą antologię i że znajdzie się w niej miejsce dla „Straganiarzy”.
A na koniec małe ogłoszenie. Choć kalendarz tak sugeruje, 28 września Turnieju nie będzie. Zamiast tego w „Szafie” będzie „Slam poetycki”, który przypadnie na 14 września w ramach Festiwalu Dekonstrukcji Słowa „Czytaj!”.
Fot. Piotr Karoński
