Spektakl jak zimny prysznic
Jak zrobić spektakl profilaktyczny o narkotykach, który zechcą obejrzeć nie tylko ci, którzy przyjdą na niego ze szkolną klasą? Trzeba uniknąć powielanych od lat błędów. Odrzucić moralizatorstwo i stereotypowe myślenie. I ta niełatwa sztuka udała się twórcom „I'm f!ne. Nie Czepiajcie Się Narkotyków”. Popremierowy pokaz można obejrzeć we wtorek, 27 maja o godz. 9.00.

Spektakl profilaktyczny. Do tego - dla młodzieży. Słyszysz to zestawienie i… wieje nudą (a do tego bolą zęby!). Jak na zawołanie na myśl przychodzą mi same sztampowe skojarzenia. Schematyczne rozwiązania, moralizatorstwo, fatalne aktorstwo i totalne oderwanie od realnego życia. No gorzej być chyba nie może! I to, niestety, wina traumatycznych doświadczeń, które zafundowały mi podobne realizacje, którymi raczono mnie i pewnie wielu innych nieszczęśników (o zgrozo! nadal pewnie tak bywa) w szkole.
Gdy usłyszałam, że Szymon Kowalik, Małgorzata Modrzycka i Anna Wilk – znacie ich z licznych rolek na CGK – planują taką produkcję, przed oczami przesunęły mi się różne koszmarne wspomnienia.
W ubiegłym roku ujęli mnie swoją realizacją „Ślubów panieńskich” Fredry, to szybko odgoniłam złowrogie widma, wierząc, że ta trójka nie pójdzie na „łatwiznę”, znajdzie swój sposób na odczarowanie cieszącej się kiepską sławą formy.

Gdy - podczas próby - zobaczyłam fragment spektaklu „I'm f!ne. Nie Czepiajcie Się Narkotyków”, upewniłam się, że lęki można przegnać. Bo przedstawienie wciąga (choć to słowo w kwestii tematyki może tu zabrzmieć dwuznacznie). Producenci spektaklu – Bartosz Mazur i Teresa Szajer powierzyli wspomnianej trójce – zarówno aktorskie, jak i reżyserskie zadania. Za to z prośbą o napisanie scenariusza zgłosili się do Sebastiana Sadleja. Choć na co dzień częstochowianin pracuje jako grafik komputerowy, to „po godzinach” pisze książki. Na rynku ukazały się już dwa tomy jego autorstwa (zresztą dobrze przyjęte): „To nie moja wina” i „Za szczytem”.
Tym samym Sadlej zadebiutował w nowej roli, autora scenariuszy. Od początku wiedział, że musi unikać moralizatorstwa, stereotypów – jak wspomina – pokazać, że narkotyki nie pojawiają się wraz z tajemniczym gościem, który będzie je rozdawał niczym cukierki i wciągał w nałóg. Bo dopalacze (i nie tylko) mogą pojawić się w bardziej przyziemnych sytuacjach. W szkole, podczas treningu, przed egzaminami, czy właśnie na imprezie. Tam używki mogą wjechać na parkiet razem z alkoholem i chęcią oderwania się od codzienności.

I na taką imprezę zapraszają nas twórcy spektaklu. Bohaterami są tu Zuza (Wilk), Elizka (Modrzycka) i Dyniu (Kowalik). Dziś mają po 15 lat i są licealistami, ale poznali się jeszcze w piaskownicy, wierzą więc w przyjaźń aż „do piachu”. Nowa szkoła to i zmiana środowiska, z tą największy problem ma Zuzka, nieśmiała, wycofana i najmniej wyluzowana z paczki. Przyjaciele chcą, żeby się nieco „rozkręciła”, więc namawiają, by dała się poznać innym i pod nieobecność mamy zrobiła u siebie imprezę, którą będzie się długo pamiętać. No i organizuje, a właściwie Elizka robi to za nią. Prawdziwa gospodyni kryje się bowiem w kuchni i boi wyjść do ludzi.
Eliza podobnych dylematów wydaje się nie mieć, jest najpopularniejszą dziewczyną w szkole (i nie tylko), to influencerka, która ma mnóstwo wirtualnych fanów, zawsze błyszczy, zawsze się uśmiecha. To, co przyjaciele biorą za naturalny dar, to, tak naprawdę, kwestia „białego proszku”. Elizce pomaga, przecież nie jest uzależniona, pomoże więc i pozostałej dwójce. Nam to nie zaszkodzi – zapewnia. Jak jej nie wierzyć, przecież to tylko „na spróbowanie”, ten jeden raz, wyłącznie na imprezie.

Jak to się kończy, nie zdradzę. Napiszę tylko, że nic nie będzie już takie, jakim się wydaje. Spadają więc kolejne maski. Elizka, która lśni w social mediach, prywatnie nie ma już błysku w oczach, nie jest tym „Słoneczkiem” czy „Promyczkiem”, którym lubi się mianować. Nie radzi sobie z oczekiwaniami followersów. Z kolei zaś dla Dynia „z tych Dyniowskich” jak podkreśla, nazwisko to bardziej brzemię niż furtka do pewnej przyszłości. Co z tego, że pochodzi ze znanej rodziny chirurgów, jak sam… boi się widoku krwi. Nie wyobraża sobie tego, że trzyma skalpel, do tego jest słaby z przedmiotów ścisłych. Żyje pod presją, czuje, że nie spełnia oczekiwań, nikt go nie chce wysłuchać, za to wielu zazdrości tego, że jest „ustawiony”.
Końcówka historii tej trójki jest jak zimny prysznic, który spada na widzów niezależnie od wieku…
Dlaczego to się dobrze ogląda? Nie tylko ze względu na pomysły realizacyjne, aktorstwo czy świetną muzykę aktorstwa Mikołaja Pospieszalskiego (ogromne brawa!), ale przede wszystkim na samą opowieść. W próbach i konsultacjach uczestniczyli rówieśnicy teatralnych bohaterów. Twórcy weryfikowali z nimi scenariusz, by uniknąć przedobrzenia, dostosowania tekstu do tego, jak wydaje nam się, że mówią dzisiejsi licealiści. Bo okazuje się, że te przedziwne słowa z rankingów, których znaczenia często są nam obce, nie są tu wcale potrzebne. A wręcz sprawiają, że historia zrobiłaby się wymuszona. Tu jest zaś naturalnie, ludzko, tak normalnie.

Podczas premiery (ta odbyła się 11 maja) realizatorzy podziękowali swoim nastoletnim pomocnikom, nie tylko tym, którzy pomagali z tekstem, ale i tym, którzy zagrali w pokazywanych na ekranie scenach imprezy.
Teraz spektakl powraca. „I'm f!ne. Nie Czepiajcie Się Narkotyków” będzie można obejrzeć we wtorek, 27 maja o godz. 9.00. Bilety (www.kupbilecik.pl) jeszcze są, więc kto ma wolny poranek, niezależnie od wieku, może wybrać się do Klubu Politechnik. Kto nie ma takiej możliwości, będzie mógł nadrobić zaległości po wakacjach. Według zapowiedzi tytuł powróci wraz z nowym rokiem szkolnym.
Fot. Grzegorz Skowronek (premiera spektaklu)
