SZUKAJ
CO/GDZIE/KIEDY W CZĘSTOCHOWIE Portal kulturalny

Grzegorz Skowronek

Sportowe życie Janusza Wróbla

29 kwietnia 2026
Udostępnij

- Nie mam wykształcenia dziennikarskiego, ale mam długi język – mówi o sobie Janusz Wróbel. Legendarny spiker zawodów żużlowych i komentator sportowy był gościem spotkania z cyklu „Częstochowskie opowieści” w Bibliotece Publicznej im. Władysława Biegańskiego.

middle-GS-260416_BIBLIOTEKA_WROBEL-07.jpg

Biblioteka przy Al. NMP 22 z okazji 200-lecia połączenia Starej i Nowej Częstochowy co miesiąc zaprasza do swojej odnowionej sali konferencyjnej na spotkania ze znanymi częstochowskimi postaciami. Pierwszym gościem „Częstochowskich opowieści” była prof. Elżbieta Hurnik, literaturoznawca z Uniwersytetu Jana Długosza, która opowiadała o pisarzach związanych z miastem i częstochowskich tropach w literaturze, kolejnym malarka Adela Wiśniewska. W kwietniu organizatorzy zaprosili Janusza Wróbla, dziennikarza i komentatora sportowego.

Okazał się idealnym bohaterem spotkania w takiej swobodnej formule. Barwny język, poczucie humoru, znakomita pamięć do szczegółów, bogate doświadczenie, a przede wszystkim mnóstwo wydarzeń, których był świadkiem i o których potrafi opowiadać, sprawiły, że wieczór z Januszem Wróblem wywołał wiele emocji i rozbawił słuchaczy.

middle-GS-260416_BIBLIOTEKA_WROBEL-08.jpg

Dla wielu osób mogło być niespodzianką, że jeden z najbardziej znanych częstochowskich dziennikarzy nie pochodzi z Częstochowy, ale z Andrychowa. A jeszcze większą, że nie planował zostać komentatorem sportowym. Studiował m.in. prawo na Uniwersytecie Jagiellońskim i resocjalizację w częstochowskiej Wyższej Szkole Pedagogicznej, ale – jak mówi – nieskutecznie, bo nigdy nie dorobił się dyplomu. Właśnie w czasach studenckich zainteresował się żużlem, zaczął bywać na stadionie Włókniarza, poznał ludzi z klubu i, nieco przypadkowo, bo początkowo w zastępstwie, znalazł zatrudnienie jako spiker zawodów żużlowych. Początkowo podczas meczów na częstochowskim stadionie przy ul. Olsztyńskiej, a z czasem – kiedy zyskał uznanie i sympatię kibiców – także na innych zawodach.

Zapytany o mecze żużlowe, które najlepiej zapamiętał wymienił trzy. Pierwszy, na którym był w życiu: w 1961 roku na stadionie Wandy Kraków. – Jej zawodnikiem był Adam Stac, taksówkarz Andrychów i znajomy mojego ojca. Zabrał nas na mecz swoim samochodem marki Pobieda. Zapamiętałem ten mecz, choć żużel wtedy zupełnie mnie nie wciągnął – wspominał.

middle-GS-260416_BIBLIOTEKA_WROBEL-04.jpg

Zaraził się tym sportem dopiero w Wielkanoc 1974 r. Jako student nie chciał wracać na święta do domu i żeby zagospodarować wolny czas wybrał się do Opola na mecz tamtejszego Kolejarza z Unią Tarnów. W Opolu startował wówczas pierwszy polski mistrz świata Jerzy Szczakiel. Od tego dnia zafascynował się żużlem. Krótko potem obejrzał mecz Śląsk Świętochłowice - Włókniarz Częstochowa z udziałem m.in. Marka Cieślaka i został kibicem częstochowskiego klubu.

Janusz Wróbel opisał najważniejsze cechy jakie musi mieć dobry spiker sportowy. - Powinien dobrze znać regulamin, ludzi, historię oraz potrafić zapanować nad emocjami widowni. Komentarz powinien być kompetentny, nie zamieniać się w słowotok - mówił. - Nauczyłem się patrzeć beznamiętnie. Oczywiście, przeżywałem zawody i wielkie emocje, ale starałem się ich nie okazywać, bo spiker to nie jest kibic, ma być beznamiętny.

middle-GS-260416_BIBLIOTEKA_WROBEL-03.jpg

Przyznał, że raz nie wytrzymał. Było to w 1995 roku w Gdańsku w meczu Włókniarza z Wybrzeżem, kiedy Joe Screen w decydującym biegu na ostatnim wirażu wyprzedził obu zawodników gospodarzy i zapewnił punkty częstochowskiej drużynie. Potem, w podobny sposób Anglik wygrał bieg w spotkaniu ze Stalą Gorzów na torze przy ul. Olsztyńskiej.

Na częstochowskim stadionie był spikerem przez niemal 20 lat. Zrezygnował trochę ze względu na zmiany jakie nastąpiły w klubie i nieporozumienia w środowisku żużlowym, a trochę z powodu zmęczenia tą pracą. - Jak się robi coś przez wiele lat, to jest trochę jak zgrana płyta – przyznał. Kilka razy dał się jednak namówić na poprowadzenie zawodów i nie wyklucza, że jeszcze kiedyś to zrobi.

Na razie chętnie wspomina i opowiada anegdoty. Podczas spotkania w bibliotece było bardzo wiele. Janusz Wróbel opowiadał m.in. jak w trudnych czasach pod koniec lat 80. kupował kombinezony dla żużlowców Włókniarza, uratował Sławomira Drabika przed obowiązkiem służby wojskowej oraz organizował pożegnalny turniej Józefa Jarmuły, podczas którego wśród kibiców losowano malucha.

middle-GS-260416_BIBLIOTEKA_WROBEL-10.jpg

Nie krył, że jako komentatorowi zdarzały mu się wpadki. W latach 90. pracował w radiu. Pewnego razu nie pojechał na zawody, ale komentował je, oglądając w telewizorze w swoim mieszkaniu. Próbował jednak stworzyć atmosferę, sugerującą, że jest na stadionie. Szło nieźle do czasu aż jego pies zaczął szczekać i nijak nie dał się uspokoić.

Napisał monografię Włókniarza do 2000 roku, ale książki – choć była już złożona – nie udało się wydać. Myśli, żeby publikować ją w internecie np. w odcinkach w formie bloga lub audiobooka, ale sam nie zamierza wystąpić w roli lektora. – Nie lubię brzmienia swojego głosu, kiedy czytam. Jako spiker też nie czytałem, tylko starałem się mówić bez notatek. Czuję się wtedy swobodniej i mówię w zupełnie inny sposób – opowiadał.

Jednym z jego powodów do dumy jest fakt, że nauczył zawodu kilku znanych dzisiaj spikerów. Przy nim zaczynał pracę m.in. Marek Magiera, który obecnie komentuje w telewizji głównie siatkówkę. - Nazywa mnie swoim ojcem – mówił z uśmiechem Janusz Wróbel.

middle-GS-260416_BIBLIOTEKA_WROBEL-06.jpg

Cieszy się, że kibice wciąż go pamiętają, rozpoznają i wspominają, czego dowodem było spotkanie w ramach „Częstochowskich opowieści”. Wśród słuchaczy, obok wielu znajomych bohatera, było również sporo kibiców żużlowych, którzy zadawali pytania także o obecną sytuację częstochowskiego Włókniarza.

- Na papierze mamy najsłabszy skład w Ekstralidze i zapowiada się pewny spadek. W drużynie nie ma lidera, ale kto wie, może z tych średniaków stworzy się zespół, który potrafi zaskoczyć – ocenił szanse częstochowskiego zespołu w rozpoczętym właśnie sezonie.

Oprócz żużla Janusz Wróbel chętnie ogląda siatkówkę. Regularnie bywa na meczach na stadionie żużlowym w hali na Zawodziu. Natomiast przyznaje, że mniej lubi piłkę nożną. – W telewizji oglądam, ale na mecze nie chodzę, bo nie podobają mi się klimaty na trybunach, a przede wszystkim przyzwolenie klubów na niektóre zachowania kibiców, przez co zamiast sportowego dopingu dominuje chamstwo i głupota – oceniał.

middle-GS-260416_BIBLIOTEKA_WROBEL-17.jpg

Opowiedział też, czym teraz się zajmuje: - Dzisiaj jestem stypendystą ZUS-u. Tak mówię, bo brzmi lepiej niż emeryt. Wróciłem do swojej pasji z dzieciństwa – modelarstwa. Czołgi robię. Mam już około stu, wszystkie najważniejsze typy z I i II wojny światowej w skali 1:35. Planuję pokazać je wkrótce w internecie – zapowiedział.

Bohaterem majowego spotkania w cyklu „Częstochowskie opowieści” będzie dziennikarz, literat i animator kultury Janusz Pawlikowski.

Fot. Grzegorz Skowronek


Galeria zdjęć

17 kwietnia 2026
Grzegorz Skowronek
16 kwietnia w Bibliotece Publicznej im. Władysława Biegańskiego odbyło się kolejne spotkanie z cyklu "Częstochowskie opowieści". Jego bohaterem był dziennikarz i komentator sportowy - Janusz Wróbel.

Jacek Noszczyk - czytaj więcej