Stawiamy na międzyludzką chemię…
To są cztery miesiące intensywnej pracy, spotykamy się raz lub dwa razy w tygodniu, bez względu na zmęczenie, czy złe samopoczucie. Teatr nie lubi konkurencji, więc te 16 tygodni są mu w zasadzie podporządkowane – tak o czteromiesięcznych warsztatach dla dorosłych mówi Ewa Oleś, pomysłodawczyni tego wydarzenia i sekretarz literacka Teatru im. Adama Mickiewicza. Grupa Teatralna Łilkomen dopracowuje właśnie spektakl „Kabaret. Próba”. Premiera już 12 maja.

Jedną z wizytówek częstochowskiego teatru od lat były warsztaty dla dzieci i młodzieży. Potem doszła propozycja dla tych całkiem dorosłych miłośników sceny. Która to już edycja?
Ewa Oleś: Piąta, a grupa tym razem nazywa się Łilkomen. Na początku zapisaliśmy 24 uczestników. Trzem osobom zmieniły się jednak życiowe plany i finalnie jest nas mniej. I tak uważam, że to zbyt liczna grupa. Z drugiej strony tak duże spektakle rzadko są wystawiane w teatrach, więc może to właśnie nasza siła? Nie da się jednak ukryć, że praca z tyloma osobami rzeczywiście nie jest łatwa. Mówię tutaj głównie o artystach, którzy muszą poprowadzić każdego z uczestników, „wziąć” od nich, co najlepsze. Spektakl tworzymy cztery miesiące, to jest i dużo czasu i mało. Teraz przyspieszamy, a prób jest coraz więcej, bo jesteśmy przed premierą. To intensywne przygotowania, zajęcia trwają po cztery, a nawet pięć godzin.

A kiedy po raz pierwszy pomyślałaś o tym, żeby tego typu zajęcia zorganizować?
- To był 2015 rok. Ale ten pomysł dojrzewał w mojej głowie przez wiele lat, tylko nie miałam odwagi wprowadzić go w życie. Ale pewnego ranka (powiedzmy, że słonecznego), wstałam z myślą, że teraz, albo nigdy! Znasz te emocje? (śmiech). Zrobiłam na szybko „biznesplan”, rozpisałam mniej więcej, jak to widzę (czyli, że wszystko pomyślnie się zakończy) i przedstawiłam pomysł ówczesnemu dyrektorowi Teatru – Robertowi Dorosławskiemu.I on się zgodził, zaufał mi.
Obok przekonania, że „będzie dobrze”, towarzyszyły Ci wówczas jakieś obawy?
- Mnóstwo. To była udręka i ekstaza. Po pierwsze, musiałam zorganizować nabór, pozyskać pierwszych śmiałków. Nie było to proste… Po drugie, martwiłam się, czy po miesiącu nie rozmyśli się połowa grupy. Zastanawiałam się, czy zdołamy utrzymać grupę w tej intensywności doświadczeń, czy oni nie zniechęcą się po prostu po pierwszym miesiącu? Czy będą mieli wystarczająco dużo zapału. I czy wreszcie nie rozczarujemy ich, bo na przykład myśleli, że to będzie lekkie, łatwe i przyjemne, a okazuje się, że to jednak katorżnicza praca?

Nie ukrywam, że bałam się także o finanse i że mnie nasza księgowa rozliczy z niefrasobliwości. A także o to, czy to, co w efekcie finalnym pokażemy na scenie, nie będzie, jak wyjęte z kiepskiej szkolnej akademii. Na szczęście, żadna z tych obaw nie urzeczywistniła się. To były wspaniałe warsztaty z cudownymi, młodymi ludźmi. Część z nich skończyła szkoły teatralne i filmowe, część wybrała zupełnie inną ścieżkę życiową. Myślę o nich często z ogromnym sentymentem i czułością.
Wtedy martwiłaś się o nabór, dziś chętni zapisują się od razu...
- Teraz tak, ledwo zamieścimy na stronie teatru ogłoszenie o naborze, zaczynają się telefony. Już pierwszego dnia liczba miejsc jest wyczerpana. A ja wykończona tłumaczeniem, że grupa nie może liczyć stu osób, jak małe Mazowsze (śmiech).
Nic dziwnego. Odnieśliście sukces, o warsztatach mówi się sporo, a na każdy z kolejnych pokazów jest więcej chętnych niż miejsc.
- Wszystko jest łatwe i wszędzie są chętni w momencie, kiedy rzeczywiście coś się uda. Jednak gdy zaczynaliśmy było nam nawet bardzo trudno. Trudno było pozyskać ludzi, także takich, którzy mają pewne pojęcie o tej pracy i jakąś namiastkę talentu, ale przede wszystkim wytrzymałość psychofizyczną. To spora trudność, żeby pokonać siebie i wystąpić przed publicznością. Podkreślam, że to wyzwanie nie na każdy charakter i nie na każdą osobowość.

Ty byś się nie zdecydowała?
- Raz brałam udział w warsztatach dramowych, organizowanych przez panią Halinę Machulską i aktorskich w Teatrze im. Stanisława Witkacego w Zakopanem. To były ciekawe doświadczenia, ale dobrze, że mam je już za sobą. Występy sceniczne nie są na moją psychikę (śmiech).
Są wśród Was stali bywalcy?
- Oczywiście, dlatego w tym roku nie powinnam już nikogo nowego przyjmować. Złamałam się w dwóch przypadkach i zrobiłam to tylko dlatego, że jeżeli są nowi ludzie w grupie, to naprawdę pojawia się inna energia. Jesteśmy ich ciekawi. Jednak to wyjątki, bo bardzo wiele zgłoszeń odrzuciłam.
Organizacja warsztatów to nie tylko przyjemności, ale też szereg konsekwencji. Sporo osób dzwoni z pretensjami, że jest „to hermetyczna zabawa”, że „nie dopuszczamy nowych”. Natomiast ja powtarzam, że gdy startowaliśmy z warsztatami, miejsce było dla wszystkich, gorzej z chętnymi. Wielu z tych, którzy uwierzyli w ten projekt, trwają z nami do dziś.

Kim są warsztatowi debiutanci?
- To debiutantki. Postawiłam na dwie osobowości. Bo w tej grupie stawiamy na osobowość i na międzyludzką chemię.
Pierwszą z dziewczyn, która do nas dołączyła, jest Jola Siwek-Kita, prawniczka, która występuje także w Studio Metro. Fantastycznie śpiewa, jednak wybrała inną drogę zawodową. Teraz wraca do pasji i to z sukcesami, np. ostatnio dostała wyróżnienie w konkursie Mikrofon dla Ciebie, organizowanym przez Teatr Buffo, w postaci nagrania piosenki przy akompaniamencie Janusza Stokłosy.
Drugą z naszych nowych koleżanek jest Zuzia Król, która się pojawiała na warsztatach dla młodzieży. Gra na gitarze i na swoim koncie ma np. występ z zespołem Chłopcy z Placu Broni. To najmłodsza uczestniczka, ma zaledwie 16 lat i wniosła do naszej grupy mnóstwo pogody ducha i młodzieńczej radości.

Nad efektami pracujecie w sprawdzonym gronie?
- Nasz team od pewnego czasu jest ten sam: reżyseruje Marek Ślosarski, śpiewu uczy Marzena Lamch-Łoniewska, a za muzykę odpowiada Michał Walczak. Wspaniali artyści, którzy nie tylko dzielą się swoim talentem, ale też mają ogrom dobrej energii... i talent pedagogiczny. I spokój wewnętrzny. I poczucie humoru. Ich rola w tworzeniu spektaklu jest nieoceniona.
A jaka jest Twoja rola?
- Też nieoceniona! Oprócz talentu i spokoju, mam wszystko, to co oni (śmiech). Ale poważnie mówiąc, gdyby nie międzyludzka chemia, która nas łączy, ta inicjatywa nie miałaby racji bytu. Warsztaty dają nam dużo satysfakcji, ale też stanowią spore wyzwanie. To są cztery miesiące intensywnej pracy, spotykamy się raz lub dwa razy w tygodniu, bez względu na zmęczenie, czy złe samopoczucie. Teatr nie lubi konkurencji, więc te 16 tygodni są mu w zasadzie podporządkowane. Nagrodą jest możliwość występu na prawdziwej, choć kameralnej, scenie. To okazja, która nie zdarza się często.

Wracając do Twojego pytania, jaka jest moja rola w tym procesie, to oczywiście, oprócz rzeczy najważniejszych, czyli dostarczania wody mineralnej na zajęcia, parzenia kawy prowadzącym i zbierania kasy (tak zwanego miesięcznego utargu), to zajmuję się koordynacją przedsięwzięcia. A w tym przypadku słowo „koordynacja” jest dosyć pojemne, bo dotyczy produkcji spektaklu na niemal 30 osób.
Premierowy pokaz już 12 maja. Potem powtórzycie go również w czerwcu. Co dalej? Planujesz kolejne edycje?
- Może ta pełnia, która nam teraz towarzyszy, powinna być przerwana? Nakłuta jakimś cyrklem? Dźgnięta w bok? Kusi mnie, żeby coś zmienić… Ale chyba nie czas na poważne decyzje (śmiech). Teraz, kilka dni przed premierą, na próbach, patrzę w nich jak w tęczę!
Fot. Adam Markowski
(wszystkie zdjęcia - oprócz portretu Ewy Oleś - pochodzą z prób spektaklu)
---------------------------------------------------------------------------------------------------------

„Próba. Kabaret”
Scenariusz, reżyseria, choreografia: Marek Ślosarski
Przygotowanie wokalne, akompaniament: Marzena Lamch- Łoniewska
Opracowanie muzyczne, gitara, stompbox: Michał Walczak
Zamysł scenograficzny: Marek Ślosarski, Stanisław Kulczyk
Grupę teatralną Łilkomen tworzą: Milena Bieńkowska, Agnieszka Borecka, Katarzyna Gap Dorota Goliniewska, Olga Jagiełło, Marysia Kałużyńska, Angelika Kręt, Zuzanna Król, Arleta Kubica-Banasiak, Weronika Kulesza, Oliwia Migoń, Bartek Modrof, Nikola Modrof, Maciej Orman, Łukasz Owczarek, Edyta Pakuła, Paulina Piasecka-Florczyk, Małgorzata Piątek, Beata Pokora, Marta Pytlas, Jola Siwek-Kita i Katarzyna Ziębińska.
Na spektakle premierowe 12 maja nie ma już wolnych miejsc. Kolejna okazja, by zobaczyć „Kabaret. Próbę” nadarzy się 7 czerwca o godz. 16.00 i 19.00. Sprzedaż biletów ruszy 13 maja.
