Swingujący weekend
21. Międzynarodowy Festiwal Jazzu Tradycyjnego Hot Jazz Spring 2026 dostarczył słuchaczom mnóstwa dobrej zabawy i potwierdził, że w Częstochowie jest publiczność, która lubi i ceni jazz tradycyjny.

Organizatorzy postanowili nawiązać do tegorocznego jubileuszu 200-lat połączenia Starej i Nowej Częstochowy. - Każdego dnia będzie koncert z udziałem częstochowskich muzyków – zapowiadał przed imprezą Kamil Krakowiak, prezes Polskiego Stowarzyszenia Jazzu Tradycyjnego i tak się stało.
Tegoroczne święto jazzu tradycyjnego odbiegało nieco od 20-letniej tradycji. Koncert inauguracyjny z Filharmonii Częstochowskiej przeniesiono do Miejskiego Domu Kultury przy ul. Łukasińskiego, a budowa placu zabaw sprawiła, że przy ulicy Jazzowej nie było niedzielnego muzycznego pikniku. Nowym miejscem występów jazzmanów stała się za to sala Scout Sport przy ul. Drogowców – obok pubu Fabryka Rowerów, który od kilku miesięcy jest miejscem regularnych koncertów organizowanych przez PSJT.
Zgodny z tradycją był natomiast początek imprezy. W piątek, 19 czerwca z placu Biegańskiego, gdzie stoi pomnik Józefa Piłsudskiego, na plac Louisa Armostronga i pod jego pomnik przy filharmonii wyruszyła Parada Nowoorleańska.

- Od marszałka politycznego do marszałka muzycznego – zażartował Tadeusz Orgielewski, twórca festiwalu oraz honorowy prezes PSJT i parada ruszyła przy dźwięku jazzowych standardów. Na czele kroczył Wojciech Kowalski, który w roli przewodnika parady zastąpił zmarłego Mirosława „Hieronima” Szmerdta. Za nim maszerowali muzycy, w tym liczna grupa z młodzieżowej orkiestry dętej w Rędzinach, oraz sympatycy jazzu. Kiedy parada dotarła do celu, organizatorzy zaprosili na koncerty. Pierwszy już godzinę później rozpoczął się w sali widowiskowej wspomnianego MDK-u, a poprzedziło go oficjalne otwarcie 21. Hot Jazz Spring.
Wraz z Kamilem Krakowiakiem festiwal otworzył 11-letni Jaromir Słaby, najmłodszy członek stowarzyszenia. Odczytali długą listę podziękowań dla sponsorów i partnerów, którzy umożliwili zorganizowanie imprezy.
.jpg)
Zanim zabrzmiała muzyka, pierwszy zastępca prezydenta Częstochowy Zdzisław Wolski wręczył Honorowego Swingującego Kruka. To nagroda dla osób szczególnie zasłużonych dla popularyzacji jazzu tradycyjnego, która już po raz 19. została przyznana podczas festiwalu.
Tym razem statuetkę, którą zaprojektował Artur Jastrząb, otrzymał puzonista Marek Michalak, lider zespołu Jazz Band Ball Orchestra. Laudację wygłosił Tadeusz Orgielewski. O laureacie powiedział: Bardzo cenię i szanuję Marka Michalaka, który jest znakomitym muzykiem i był dobrym duchem wielu jam session. Mnóstwo młodych ludzi nauczyło się od niego grać jazz.
- Spróbuję udowodnić, że mi się ta nagroda należała, bo puzon jest moją największą miłością w życiu – odpowiedział Michalak, ale dziękując za wyróżnienie zagrał „Blues krakowski” na klawiszach, tylko wspomagając się swoim ukochanym instrumentem.
.jpg)
Jego Jazz Band Ball Orchestra była gwiazdą pierwszego dnia festiwalu. Przed nimi wystąpiło Trio Ruciński/Wójcik/Kalamarz. Był to pierwszy z częstochowskich akcentów podczas 21. Hot Jazz Spring. Basista Kosma Kalamarz i gitarzyści Sebastian Ruciński oraz Tomasz Wójcik prowadzą zajęcia ze studentami Katedry Muzyki Uniwersytetu Jana Długosza. Wszyscy są też cenionymi muzykami sesyjnymi, którzy towarzyszyli w nagrywaniu płyt m.in. Robertowi Janowskiemu, Kubie Sienkiewiczowi i Dorocie Gardias. Trzej gitarzyści zaprezentowali wielkie poczucie humoru, dzięki któremu nawiązali świetny kontakt z publicznością i brawurowo zagrali znane jazzowe utwory, włącznie z „Summertime”, w swoich oryginalnych aranżacjach. Na bis wykonali utwór mniej jazzowy, ale powszechnie znany - „Shape Of My Heart” Stinga.
Marek Michalak powrócił na scenę z Jazz Band Ball Orchestra. To legendarna grupa, wykonująca jazz tradycyjny, założona w Krakowie w 1962 roku. Uchodzi za najstarszy nieprzerwanie działający zespół jazzowy w Polsce. Oczywiście, jego skład wielokrotnie się zmieniał. Obecnie, oprócz lidera, grają w nim: Wojciech Groborz- fortepian, Michał Bylica- trąbka, Jarosław Kaczmarski - klarnet, Wojciech Szwugier – kontrabas i Wiesław Jamiol – perkusja.
.jpg)
Na Hot Jazz Spring 2026 jako gość specjalny z Jazz Band Ball Orchestra wystąpił Stan Breckenrigde – amerykański wokalista, pianista i kompozytor. Wraz z polskimi muzykami zaprosił w jazzową podróż po Stanach Zjednoczonych - od Nowego Jorku przez stany Południa (zabrzmiała m.in. „Georgia”), Teksas, Kansas po Kalifornię. Pod koniec występu pełnego swingu i niezwykłej energii, wykonali „What a wonderful world” Louisa Armstronga, a słuchacze nagrodzili ich prawdziwą owacją.
Drugi dzień festiwalu – już w Sali Scout Sport - zaczął się nieco spokojniej od występu formacji Spirit of Stephane Grappelli w składzie: Tomasz Mucha - skrzypce, Gabriel Niedziela - gitara, Maciej Muszyński - gitara, Piotr Górka – kontrabas. Zagrali utwory, które stworzył Stephane Grapelli (1908-1997), wybitny francuski skrzypek i kompozytor, znany m.in. z wprowadzenia do jazzu elementów muzyki cygańskiej, a także własne kompozycje inspirowane jego twórczością i standardy. Skrzypek Tomasz Mucha podkreślił, że zespół dostosowuje swój repertuar do atmosfery i reakcji słuchaczy. Kiedy więc na stolikach dostrzegł – jak powiedział – „przyjemne napoje”, muzycy zagrali standard „Days of Wine and Roses" Henry'ego Manciniego.

Dalszą część wieczoru wypełniła muzyką najsłynniejsza częstochowska formacja jazzowa Five O’Clock Orchestra. Zespół jazzu tradycyjnego Five O’Clock został założony we wrześniu 1969 roku przez studentów Politechniki Częstochowskiej, wśród których czołową postacią był kornecista Tadeusz Orgielewski. Zdobyła sporą popularność, ale w 1977 roku przerwała działalność, Orgielewski zebrał grupę ponownie w 1999 roku i od tego czasu rozpoczął się nowy etap w historii zespołu, który jako Five O’Clock Orchestra regularnie koncertuje, zdobył liczne nagrody, a na festiwalu Hot Jazz Spring jest co roku wyczekiwany przez słuchaczy.
Tym razem z FO’CO wystąpił Mark Shepherd – brytyjski trębacz i wokalista, który od wielu lat mieszka w Polsce. Wraz z częstochowskimi muzykami dał prawdziwy show, imponując energią, wyczuciem swingu, humorem i różnorodnym repertuarem. Bez wątpienia był to najgoręcej przyjęty przez publiczność koncert w ramach tegorocznej edycji imprezy. Kamil Krakowiak, widząc jak dobrze bawią się słuchacze, zapowiedział, że na kolejny festiwal zaprosi Mark Shepherd Swing Quartet, na czele którego stoi artysta.

Po zakończeniu koncertu Five O’Clock Orchestra – zgodnie z festiwalową tradycją – był jam session. Na scenie pojawili się muzycy z obu zespołów, które występowały w sobotni wieczór i kilku innych, a także wokalistka Magdalena Syposz, która zaśpiewała dwa duety z Markiem Shepherdem, a potem jazzowe wersje polskich przebojów. Był to jedyny kobiecy akcent podczas Hot Jazz Spring 2026. Prezes PSJT zapewnił, że postara się, aby w kolejnych latach taka sytuacja już się nie powtórzyła i pań na scenie będzie więcej. Jak to bywa z jam session, zabawa przedłużyła się długo po północy.
– Bardzo dobrze sprawdziła się sala Scout Sport i w przyszłym roku też będziemy chcieli tutaj zorganizować sobotnie koncerty – ocenił przez PSJT.
Sala Scout Sport gościła również finałowy koncert imprezy. W niedzielę, w samo południe, z częstochowskim zespołem The Heartbeat, który zazwyczaj wykonuje utwory o charakterze bluesowym, zagrał wirtuoz harmonijki ustnej Michał Kielak.

Warto jeszcze podkreślić, że konferansjerem podczas festiwalowych koncertów był wspomniany już Wojciech Kowalski, a o nagłośnienie zadbali Zbigniew Perliński i Jarosław Jacewicz.
- Cieszę się, że choć tegoroczny festiwal Hot Jazz Spring był nieco skromniejszy niż w poprzednich latach, udało nam się utrzymać wysoki poziom – zaznaczył Kamil Krakowiak, zapewniając, że ma już pomysły na przyszłoroczną odsłonę imprezy.
Fot. Łukasz Kolewiński, Maciek Skowronek
