Szpachlą i akrylem. Odejście Julii Sznober
Czy sapera i artystę łączy podobne napięcie w pracy? Czy zmian można dokonywać szpachlą? I czy były premier miał rację, że nieważne jest jak się zaczyna, ale jak kończy?

Ciemne, gęste plamy, warstwy i tekstury. Starannie zaplanowane, tworzące kształty, jednak dość dalekie od realności. Dynamiki dodaje światło, czasem skupione, czasem rozproszone w ciepłym, bądź zimnym kolorze. Kojarzy się z emocjami, gdzieś tam ukrytą energią, a czasem z niepokojącym spokojem. Roztarta szpachlą akrylowa farba tworzy charakterystyczne struktury i plamy. „Odejście” to tytuł wystawy malarstwa Julii Sznober, którą od soboty, 11 maja można oglądać w Ośrodku Promocji Kultury Gaude Mater.
Dotychczas artystka tworzyła głównie obrazy w technice olejnej oraz ikony techniką tempery jajowej. Ekspozycją w Gaude Mater wraca po dłuższej przerwie, ale po zmianie narzędzi, tematyki i sposobu malowania.

- Nadałam tej wystawie tytuł „Odejście” i ma on dla mnie wielorakie znaczenie – mówiła podczas wernisażu. - Cykl prac powstał w trudnym dla mnie okresie radzenia sobie z żałobą, ale też radzenia sobie z tym, że w życiu zachodzą różne zmiany. Dotyczy to także odejścia od techniki, którą stosowałam przez lata, czyli oleju i zmiany narzędzia. Wszystkie prace na wystawie powstały w technice akrylowej, przy użyciu szpachli.
Swoją zaskakującą dygresją na temat pracy artysty w kontekście prawie militarnym podzielił się Robert Sękiewicz z OPK Gaude Mater. - Uwaga, którą saper poświęca swojemu zajęciu jest maksymalna. Bo wynik jego pracy może być tylko zero-jedynkowy. Myślę, że napięcie artysty, który tworzy swój kolejny obraz w pracowni, stojąc przed sztalugą jest porównywalne. W przypadku malarstwa realistycznego musi wiedzieć kiedy relacja pomiędzy przedmiotami, które maluje, a przestrzenią go zadowala. Jeśli tak, to kończy, jeśli nie - kontynuuje swoją pracę. W przypadku malarstwa abstrakcyjnego [takiego jak Julii Sznober – przyp. red.], to wewnętrzny ładunek emocji artysty decyduje o tym, kiedy przestaje pracować, a kiedy zmaga się z materią dalej. To napięcie przyrównałbym właśnie do tego, które towarzyszy saperowi.

Przyglądając się pracom Julii Sznober i parafrazując legendarne już dziś słowa byłego premiera, Leszka Millera* o tym, że nieważne jak się zaczyna, ale jak kończy, można wyobrazić sobie jej proces twórczy i dylematy dotyczące skończoności dzieła. „Odejście” to raczej cykl do kontemplacji. O emocjach, o zmianie, o strachu, ale i nadziei.
Szpachla, jako narzędzie wykorzystywane przede wszystkim w budownictwie, do tworzenia różnych typów gładzi znakomicie nadaje się także do budowania obrazów na płótnie.
- Nie jest to łatwa technika – mówiła artystka. - Tak jak Robert powiedział, ogromne znaczenie ma tutaj moment podjęcia decyzji. Czy zachować to co jest, co właśnie powstało, a więc czy kończyć, czy jeszcze pracować dalej, czy nadać temu inny kształt.
Wystawę w OPK Gaude Mater można oglądać do 23 maja.
Fot. Łukasz Kolewiński

Julia Sznober urodziła się w Częstochowie. Dyplom z wyróżnieniem uzyskała w pracowni dr hab. Włodzimierza Kuleja na Wydziale Sztuki UJD w Częstochowie, w dyscyplinie: sztuki plastyczne i konserwacja dzieł sztuki. Zajmuje się malarstwem. Prezentowała prace podczas wystaw indywidualnych oraz kilkudziesięciu wystaw zbiorowych w kraju i za granicą.
„Odejście” - jako tytuł wystawy, nawiązuje zarówno do procesu pracy nad obrazem jak również do zmian jakich doświadczamy w życiu. Kontemplując naturę, cykl życia, wkraczamy w przestrzeń pomiędzy tym co dla nas zewnętrzne, a tym co wewnętrzne. Malarski zapis staje się intymną historią naszego ulotnego bycia.
*Prawdziwego mężczyznę poznaje się nie po tym nie jak zaczyna, a jak kończy – to najsłynniejszy i często powtarzany passus Leszka Millera, wypowiedziany przez niego w 1995 roku.
