Talent na miarę serca
Mówi się, że nie ma ludzi niezastąpionych, w przypadku Adama Markowskiego nie jest to prawdą. Będzie go Częstochowie brakowało. Bardzo.

Ostatnie miesiące dostarczyły zbyt wielu strat, które poniosła częstochowska kultura. Na łamach CGK tak niedawno żegnaliśmy Pana Hieronima, Janusza Mielczarka, Sławka Bielana… Pisząc kolejne pożegnanie, miałam nadzieję, że to będzie już ostatnie. Tego, które piszę teraz, nie przewidziałabym w najstraszniejszych snach.
To też najbardziej prywatne wspomnienie, bo Adam Markowski przez lata współtworzył redakcję „Co Gdzie Kiedy w Częstochowie” – najpierw, gdy wydawany był miesięcznik, potem gdy zaczął działać nasz portal. Był nie tylko grafikiem, fotografem, filmowcem, ale i wizjonerem. Zapaleńcem, który angażował się w kolejne projekty nie na 100 a jakieś 400 procent. Czasu brakowało, planów było zawsze więcej niż godzin ma doba, ale on nie odpuszczał, nie obniżał poprzeczki, wręcz przeciwnie, podnosił ją wyżej i wyżej.
Przez blisko 20 lat (od 2 marca 2005 do 31 sierpnia 2024 r.) był pracownikiem Urzędu Miasta Częstochowy. Najpierw związany był z Wydziałem Komunikacji Społecznej, potem Wydziałem Kultury i Promocji, Wydziałem Kultury Promocji i Sportu, a ostatnio z Wydziałem Informacji i Komunikacji.

Był profesjonalistą, śrubował poziom, oczekiwał wiele – ale najwięcej od siebie. Nie bał się wyzwań. Kreował. Miał dar artystycznego wypowiadania się na wielu polach i dużą w tym lekkość. Wymyślał kolejne cykle. W ramach „CGK Live Session” nagrywał m.in. z Amperą i Jaźną. Przy okazji „Podwójnej ekspozycji” odwiedzał pracownie np. Izabeli Kity, Pauliny Domagalskiej, Janusza „Burzy” Burzyńskiego, Jacka Łydżby czy Anny i Tomasza Lubaszków.
Gdy jako CGK zaczęliśmy realizować rolki, udowodnił, że te krótkie metraże mogą mieć mistrzowską formę. Z Darią i Szymonem - bohaterami wielu z tych nagrań, stanowili doskonałą ekipę. Dzięki temu powstawały fantastyczne rzeczy! Pamiętacie rolkę z wujkiem Helmutem i żółtym golfem ożywionym z obrazu Jacka Pałuchy albo warsztat samochodowy zamiast warsztatów teatralnych? A może Szymona wcielającego się w Mieczysława Fogga albo Darię naśladującą Boba Dylana? Albo gdy kręciliśmy nasze wariacje na temat „Rejsu” i „Nie lubię poniedziałków”? Za tym wszystkim stał Adam. Mogło mu brakować wspomnianego czasu, ale nigdy pomysłów.

Adam był współtwórcą Festiwalu Frytka Off. Był również inicjatorem i koordynatorem konkursów
fotograficznych - miejskiego „Klimaty Częstochowy” (w
latach 2006-2023 odpowiadał za jego organizację, a w 2024 r. był jurorem) oraz
międzynarodowego Fujifilm Moment Street Photo Awards. W marcu tego roku
premierę miał zaś e-book „Częstonsy” z jego fotograficznymi ilustracjami do
tekstów Rafała Cuprjaka.
Jego działalność doceniana była nie tylko w rodzinnym mieście. Logo oraz identyfikacja wizualna miasta Częstochowa, które zaprojektował, dostało się bowiem do finału konkursu „Dobry Wzór 2018” organizowanego przez Instytut Wzornictwa Przemysłowego.
Miał na koncie kilka fotograficznych wystaw indywidualnych i zbiorowych. Za swoje zdjęcia był nagradzany i wyróżniany. Na polu fotograficzno-filmowym współpracował m.in. z Teatrem im. Adama Mickiewicza, Muzeum Częstochowskim, Miejską Galerią Sztuki czy Stowarzyszeniem Daj Mi Czas. Trudno zliczyć, ile zdjęć wykonał. Gdy w piątek, 27 czerwca, tak niespodziewanie dowiedzieliśmy się, że odszedł, w sieci pojawiły się setki wspomnień i portretów, które przez lata wyczarował.
Jednym z jego ostatnich projektów był teledysk nagrany do najnowszego singla Hanny Zbyryt – „Margarita”. Premierę zaplanowali na 30 czerwca. Czekali na nią. Dziś utwór ten aktorka i piosenkarka zadedykowała… Adamowi.

Był dobrym nauczycielem. Takim z pasją. Od września
2024 r. mogli się o tym przekonać także uczniowie Zespołu Szkół Przemysłu Mody
i Reklamy im. Władysława Reymonta oraz studenci Uniwersytetu Jana Długosza.
Pasją dzielił się również z najmłodszymi, ponieważ wspólnie z żoną Beatą prowadził
tak lubianą przez dzieciaki Pracownię ZetPeTe.
Sam pochodził z artystycznej rodziny, w niej talent przekazywany był z pokolenia na pokolenie. Jego dziadek – Kazimierz - był malarzem pejzażystą (specjalizował się w malarstwie olejnym i akwareli) oraz muzykiem (grał na skrzypcach), miał też spory talent techniczny i ogromną wyobraźnię (Adam opowiadał, że z niczego potrafił wyczarować mu drewniane zabawki). Tata Adama – Aleksander- jest malarzem impresjonistą (nazywanym „Malarzem Światła”), scenografem (współpracował m.in. z teatrami w Jeleniej Górze, Katowicach, Gdańsku i rodzinnej Częstochowie) i nauczycielem. Wujek Stanisław, choć z wykształcenia jest geografem – zawodowe życie poświęcił fotografii (w latach 80. dokumentował stan wojenny i przełomowe wydarzenia ówczesnej Polski, potem postawił na perły architektury, więc na koncie ma kilkadziesiąt albumów).

Córki Adama – Jagoda (starsza) i Hania (młodsza) miały po kim odziedziczyć artystyczne zacięcie. Ich mama, wspomniana już Beata Karaś-Markowska, jest jubilerką, która pracuje jako nauczyciel grafiki komputerowej i fotografii oraz instruktor technik jubilerskich, zajmuje się również ilustracją dla dzieci, a także szeroko pojętym handmade’m. Jago (jak mówił o niej Adam) ma na koncie już pierwsze wystawy (była najmłodszą artystką prezentującą swoje prace w OPK „Gaude Mater”) prezentujące m.in. malarstwo i grafikę, z kolei „konikiem” Hani jest ilustracja. Wiem, że Adam był bardzo dumny z ich sukcesów, a ich przyszłość i rodzina w ogóle były w jego hierarchii zawsze na pierwszym miejscu.
Mówi się, że nie ma ludzi niezastąpionych, Adam należał do wyjątków od reguły. Będzie go bardzo brakowało i częstochowskiej kulturze, i naszej redakcji, i mnie samej.

Ostatnie lata siedzieliśmy biurko w biurko (w pokoju z misiem z "Misia" i plakatach z filmów Tarantino na ścianie). Ja mówiłam więcej (pewnie za dużo), on mniej (choć o samochodach i rowerach opowiadał bardzo chętnie). Regularnie robiliśmy sobie „dzień żelków” (najlepiej kwaśnych). Często mnie "wkręcał" (raz po raz dawałam się nabrać). Maglowaliśmy nowe seriale (on polecał zupełnie inne), rozmawialiśmy o muzyce (zawsze miał dobrą playlistę), snuliśmy plany, czekaliśmy na wakacje. No i gadaliśmy bardzo „na serio”. Miałam pewność, że gdy tylko u mnie zadzieje się coś złego, on natychmiast wyciągnie do mnie rękę.
Co ciekawe, poznaliśmy się pewnie z kilkanaście lat temu, gdy Adam, wtedy „pan Adam”, uczył mnie… fotografii. Wykładał ją w szkole policealnej, w której uczyłam się technik organizacji reklamy. Miałam piątkę, bo projekty robiłam razem z doskonałą fotografką Małgosią Kozakowską. Ja sama w tej dziedzinie talentu raczej nie posiadłam. Choć gdy rok temu, odwiedziliśmy Tomka i Maćka Lubaszków (niebawem na CGK przeczytacie rozmowę ojca i syna) i zaproponowałam portret z pewnym obrazem, Adam stwierdził: że jednak nauka nie poszła w las (to też będziecie mogli ocenić sami).
_63a06b1527dac-photoaidcom-greyscale.jpg)
Adam miał wielkie serce. Bardzo często działał dla idei, tak po prostu, nie patrząc, czy to się „opłaca”. Mnóstwo zaangażowania wniósł zwłaszcza w akcję „Sztuka dobra”, którą - wraz z bardzo wieloma osobami - upamiętniliśmy naszego przyjaciela z CGK – Adama Florczyka. Jego również straciliśmy tak niespodziewanie, tak bardzo przedwcześnie. I podobnie jak wtedy, tak i teraz nie ma na to odpowiednich słów.
Pożegnanie Adama odbędzie się we wtorek, 1 lipca o godz. 14.00 w Kaplicy na Cmentarzu Komunalnym przy ulicy Radomskiej 117 w Częstochowie. Najbliżsi proszą, by zamiast kupować kwiaty, wesprzeć datkami Stowarzyszenie Daj Mi Czas, z którym Adam zaplanował tak wiele projektów. Ten pomysł na pewno by mu się spodobał.
Fot. Łukasz Kolewiński, Grzegorz Skowronek, Justyna Tomorowska
