W drodze...
Emi wyrusza w drogę. Szuka siebie, szuka odpowiedzi, szuka życiowego celu. Ta historia złożyła się na muzyczny projekt „W drodze”, który Hanna Zbyryt po raz pierwszy zaprezentowała 7 marca w Regionalnym Ośrodku Kultury w Częstochowie.

W tym głosie słychać góry – pomyślałam sobie. Było to w 2019 r. W Teatrze im. Adama Mickiewicza odbywała się premiera spektaklu „Bo to Polska właśnie…”. Był to efekt współpracy z Teatrem Rozrywki RZT Szymaszkowa, który Hanna Zbyryt założyła w Zakopanem wspólnie z mężem Staszkiem Rzankowskim.
Premiera zbiegła się z powrotem aktorki na rodzimą scenę. Jako nastolatka grała tu w spektaklach Adama Hanuszkiewicza, potem powróciła gościnnie, by wcielić się w Mary z „Przyjaznych dusz”, a od sezonu 2018/2019 została etatową aktorką „Mickiewicza”.
„Bo to Polska właśnie” zainspirowało „Wesele” Stanisława Wyspiańskiego. Wzorem dzieł Hanuszkiewicza była to jednak realizacja niepokorna. Wpleciono w nią m.in. bardzo współczesne piosenki. I gdy zabrzmiał przebój Kayah i Bregovica (nie pamiętam, czy było to „Kiedyś byłam różą” czy „To nie ptak”), poczułam, że w tym głosie Zbyryt brzmią całe Tatry. Nie ma to nic wspólnego z folklorem. Raczej z przestrzenią, którą w nim słychać, z mocą, z siłą, z poruszeniem, majestatem. To cały wachlarz imponujących emocji.
Podobne poczułam, gdy aktorka wcieliła się w rozśpiewaną Gerdę z „Królowej Śniegu”, którą na częstochowskiej scenie wyreżyserowała Magdalena Piekorz. Potem Hanny Zbyryt słuchałam wielokrotnie, ponieważ jej wokalny talent wykorzystywano m.in. w „Pożarze w sercu”, „Czerwonym Kapturku” czy „Zemście”.
Gdy w ubiegłym roku, ze swoim zakopiańskim teatrem, powróciła do Częstochowy z komedią „Seksterapia” (graną z muzyką na żywo), podobnie jak wielu, zadałam pytanie: kiedy autorska płyta?
Okazuje się, że już wcześniej padało ono bardzo często. Na tyle, że aktorka zaczęła myśleć o własnym materiale. Podkreśla, że nie chciała już śpiewać wyłącznie czyiś piosenek, repertuaru złożonego z coverów. Nie poszła jednak na łatwiznę. Wspólnie z Rzankowskim, jako producentem, wymyśliła cały muzyczny projekt.

Tak zaczęło rodzić się w „W drodze” wypełnione kompozycjami Krystiana Jaworza i tekstami, które artystka napisała wspólnie z Anną Burzyńską (z którą współpracuje od dawna).
Projekt wymagał dużej konsekwencji i wielu przygotowań (trwały od dwóch lat). Pierwszym jego owocem był singiel i klip „Tatuaże”, który Zbyryt zaprezentowała premierowo w walentynki 2025 r. Dwa kolejne single „Margarita” i „Click” pojawiły się w wakacje. A tuż przed Świętami Bożego Narodzenia – „Mój dom”.
„Margarita” i „Mój dom” nierozerwalnie kojarzą mi się z Adamem Markowskim. Do pierwszego nakręcił on kapitalny teledysk. Niestety, jego premiera odbyła się już po niespodziewanej śmierci Adama w czerwcu ubiegłego roku (aktorka zadedykowała „Margaritę” jego pamięci). Z kolei „Domu” posłuchałam po raz pierwszy przedpremierowo za sprawą audycji, którą Radio Katowice nadawało na żywo z sali kameralnej częstochowskiego teatru (poprzedziła ona słuchowisko „Himalaje”). Dawno żadna nowa piosenka mnie tak nie rozczuliła. Artystka zgodziła się zaśpiewać tę piosenkę również w Miejskiej Galerii Sztuki, gdzie 8 grudnia, organizowaliśmy „Urodziny Adama” (wszystko w ramach akcji „Sztuka dobra”).

W tym roku lista piosenek się rozrosła, układając się już w konkretną opowieść. Jej bohaterką jest Emi, w którą aktorka się wciela. To ona rusza w świat w poszukiwaniu siebie i sedna życia. „W drodze” miesza pop, latino, swing i jazz. Energetyczne rytmy, taniec, refleksję, żywiołowość i mnóstwo zaskoczeń.
Całość zawierać ma 11 premierowych utworów. Siedem z nich usłyszeliśmy podczas live session, z którym Hanna Zbyryt i Krystian Jaworz wystąpili w sobotę, 7 marca w Regionalnym Ośrodku Kultury w Częstochowie. Była to pierwsza taka odsłona muzycznego projektu.
Emi z małą walizką i kilkoma stówkami rusza przed siebie. To zwiastuje tytułowy utwór „W drodze”. Życiową zmianę zapisuje na ciele, zostawia przeszłość za sobą i wchodzi do salonu tatuażu. Wspomniane „Tatuaże” robi sobie to tu, to tam i rusza dalej. Stary, zdezelowany samochód odmawia jednak posłuszeństwa, trzeba zjechać z drogi. Kolejnym przystankiem jest warsztat, a spotkaniem – to z mechanikiem Jankiem, któremu dedykowany jest dosyć sugestywny kawałek.

Inną ważną postacią tej historii jest Krycha, która zarabia na życie własnym ciałem i dobrze zna jego cienie oraz blaski. Panie wysączyły wspólnie liczne „Margarity”, jednak Emi nie chce osiąść w przydrożnym barze. Wydaje jej się, że jej życie to ciągły ruch, trasa i kariera. Tę ostatnią komplikuje pojawienie się mafiosa Ryśka. Bohaterka musi uciekać. Bez kasy i bez perspektyw. O tym jest już „Click”.
Emi szuka odpowiedzi. Po wielu przystankach, po licznych spotkaniach, czuje się bardzo samotna. Ma świadomość, że wraca do początku. Pewna noc (a właściwie „Geometria nocy”), dostarcza jej wielu znaków, przynosi ukojenie i rozwiązania. Bohaterka uświadamia sobie, że wszystko, czego naprawdę pragnie, to dom, który porzuciła oraz ukochany mężczyzna, który pozostał. To marzenie o stabilizacji, o cieple, o bliskości, o byciu dla kogoś najważniejszym. Nietrudno się domyślić, który utwór zakończył ten występ. Zresztą „Mój dom” i „Geometria nocy” – na życzenie publiczności – pojawiły się również na bisy.

Czy koncert się podobał? I to bardzo. Świadczą o tym oklaski i wiele pochwał, które padły podczas marcowego popołudnia. Zachwyty są zresztą zasłużone, bo te kompozycje to bardzo solidna i kunsztowna robota. Na koncept album nie porywa się dziś wielu, stworzenie spójnej opowieści to wyzwanie. A tu mamy naprawdę chwytliwe kompozycje, które szybko zapadają w ucho i świetnie się je nuci, a także pomysłowe, czasami dowcipne, czasami refleksyjne teksty, w których o coś chodzi.
Co dalej? Przygotowania do finału projektu trwają. Czeka nas wówczas muzyczny spektakl, który połączy performance, musical, koncert. Będzie to już pełna, złożona z 11 kompozycji opowieść, która obejmie wszystkie przystanki na drodze Emi.
Fot. Sławomir Jodłowski/Regionalny Ośrodek Kultury
