SZUKAJ
CO/GDZIE/KIEDY W CZĘSTOCHOWIE Portal kulturalny

archiwum OKF

W kinie z Lynchem

18 czerwca 2025
Udostępnij

Filmy niepokojące, groteskowe, osobliwe… Takie, które najlepiej ogląda się na kinowym ekranie. W przypadku dorobku Davida Lyncha okazji do tego jest – niestety – niewiele. Ale dzięki częstochowskiemu OKF-owi w czerwcu można było obejrzeć m.in. „Twin Peaks: Ogniu krocz ze mną”, a przed nami pokazy „Zagubionej autostrady” i legendarnej „Głowy do wycierania”.

middle-PROSTA-HISTORIA8.jpg

Pierwszy film Davida Lyncha, który obejrzałam? To akurat nieźle pamiętam. Była to bowiem „Prosta historia”. Oczywiście, gdzieś już słyszałam o Twin Peaks, agencie Cooperze, pytaniu, kto zabił Laurę Palmer, ale „Miasteczka” wtedy jeszcze niemal nie znałam.

Do obejrzenia historii weterana wojennego Alvina Straighta, przekonywała mnie usilnie moja przyjaciółka Iza, sama filmem zachwycona. Opierałam się i to mocno, marudząc, że nie chce mi się przez dwie godziny oglądać, jak dziadek jedzie kosiarką do chorego brata. No o bardziej ekscytujące wrażenia trudno – biadoliłam w podobnym nurcie. Spróbuj, zawsze możesz wyłączyć – przekonywała. I po tygodniach (chyba wielu) wzięłam od niej płytę DVD i rozpoczęłam swój pierwszy lynchowski seans. A właściwie lynchowski to on wcale nie był, bo to najbardziej nietypowy film tego reżysera. Nie ma w nim niepokoju, groteski i grozy, nie ma nielogiczności i sił nadprzyrodzonych. Jedynych ich ech można doszukać się w scenie z sarnami (a może to już moja naciągana teoria).

middle-PROSTA-HISTORIA2.jpg

Z Iowa do Wisconsin

Okazało się, że ta prosta historia rzeczywiście wciąga i przez głowę mi nie przeszło, by wyciągnąć płytę. Nieco później dowiedziałam, że Alvin naprawdę istniał (zmarł trzy lata przed premierą filmu). I całkiem serio w ciągu sześciu tygodni trasę z Laurens w Iowa do Blue River w Wisconsin pokonał na kosiarce (zresztą był to model John Deere z 1966 r., który ta wyprawa mocno rozsławiła). Taka eskapada wydawała mu się jedynym możliwym sposobem na spotkanie z chorym bratem. Miał problemy ze wzrokiem, nie miał już prawa jazdy, najlepszym środkiem transportu wydał mu się właśnie ten mały „traktorek” z przyczepką. I choć był to pojazd mocno awaryjny (właściwie była to podróż od awarii do awarii), a do pokonania miał nie pamiętam już ile wzgórz, cel osiągnął, natomiast ja złapałam się na tym, że oglądając, naprawdę trzymałam za to kciuki. Grający Straighta Richard W. Farnsworth, który zmarł zaledwie rok po premierze, powinien za tę rolę dostać Oscara, a nie tylko nominację (wtedy „Rycerza” zgarnął Kevin Spacey za „American Beauty”). Drugi bezapelacyjnie należał się grającej jego córkę Sissy Spacek.

middle-PROSTA-HISTORIA4.jpg

Po takim wstępie „dorosłam” do tego, by odwiedzić „Miasteczko Twin Peaks”, świat sów, Czerwonego Pokoju, Chaty, Boba, Mike’a, smakujący plackiem wiśniowym i cholernie dobrą kawą.

Wbrew schematom

A potem już poszło! Oglądałam „Lyncha” jak leci. Stosując mniej lub bardziej legalne metody (a takie to były metody, jak i wtedy czasy). Sięgałam do początków, czyli „Głowy do wycierania” i „Człowieka słonia”, poznawałam „Diunę” i „Blue Velvet”, zachwycałam się symbolami lat 90., czyli „Dzikością serca” i „Zagubioną autostradą”, mierzyłam się z sekretami „Mulholland Drive”… Do dziś nie obejrzałam tylko realizowanego m.in. w Polsce „Inland Empire” (może kiedyś jeszcze uda mi się to zmienić).

Nie zniechęcałam tym, że po napisać końcowych zostaję z większą liczbą pytań niż odpowiedzi, nie wstydziłam, że nie rozumiem. Kupiłam ten filmowy świat taki, jaki jest, choć jako fanka kryminałów, lubię, gdy fakty się zgadzają i jeszcze lepiej, gdy układają w spójną całość. A tu okazało się, że można lubić jednocześnie takie podejście i można lubić Davida Lyncha, który wszelkim schematom uciekał.

middle-Mulholland-3.jpg

Gdy w styczniu tego roku reżyser zmarł, pomyślałam sobie, że nigdy już nie uda mi się pójść do kina na „Lyncha”, bo wszystkie dotychczasowe seanse fundowałam sobie w warunkach domowych. I jak u tego artysty bywa i tu się zaskoczyłam.

Tribute To David Lynch

W pierwszej połowie maja częstochowski OKF zorganizował przegląd „Tribute To David Lynch”. Filmy grano codziennie od 9 do 15 maja (o inauguracji cyklu, czyli pokazie „Głowy do wycierania” pisał dla Was Rafał Kwasek). Ponieważ był to w częstochowskiej kulturze czas bardzo intensywny, a wydarzenie goniło wydarzenie, nie miałam szansy, by spędzić te osiem dni w sali „Iluzji”. Musiałam zadowolić się jednym seansem. Nie będzie pewnie zaskoczeniem, że wybrałam… „Prostą historię”. Byłam ciekawa, czy gdzieś po dwóch dekadach (bo pewnie tyle musiało już minąć), nadal mnie ona wciągnie. Wciągnęła. Bardzo. I była to nieopisana przyjemność, bo nawet najlepsze kino domowe nie zastąpi przyjemności kinowego oglądania filmów.

middle-Mulholland-7.jpg

Żal mi było, że przegląd się kończy, a ja mam tylko jeden tytuł odhaczony. I tu – ku mojemu zaskoczeniu – okazało się, że OKF nie powiedział jeszcze ostatniego słowa i lynchowskie pokazy wrócą od czerwca (słyszycie, jak zacieram ręce?). Nie zastanawiając się ani przez moment zorganizowałam sobie (i rodzinie przy okazji też) miniony weekend z „Mulholland Drive” i „Twin Peaks: Ogniu krocz ze mną”.

Nadal niewiele wiem

Niby człowiek mądrzeje z wiekiem, ale jak nie wszystko (by nie rzec niewiele) z tych historii (poza główną osią) rozszyfrowałam przed laty, tak nadal opuściłam seanse z poczuciem tego, że nie wiem. I to w żaden sposób nie odebrało mi frajdy z oglądania. Dodatkową przyjemnością była też możliwość posłuchania muzyki skomponowanej przez nieodżałowanego Angelo Badalamentiego (który współpracował z Lynchem nie tylko przy tych trzech tytułach, o których piszę). To przecież w rytmie stworzonego przez niego motywu przewodniego mijamy na ekranie tabliczkę z napisem „Welcome Twin Peaks”

middle-TWIN-PEAKS-OGNIU-KROCZ-ZE-MNA-9-1024x696-1.png

Przyznam, że wielu szczegółów nie pamiętałam, np. tego, że w „Twin Peaks” agentów grają Chris Isaak (tak ten sam, co śpiewa „Blue Hotel” i „Wicked Game”) i Kiefer Sutherland (późniejszy Jack Bauer z „24 godzin”), za to pominięto tak lubianą przeze mnie postać Audrey Horne, a Larę Flynn Boyle w roli Donny zastąpiła Moira Kelly.

Na obu pokazach siedziałam zaszokowana, czasami zniesmaczona, bo Lynch z jednej strony był mistrzem pięknych kadrów (wystarczy spojrzeć na to, jak ukazuje bohaterki „Mulholland Drive” – Naomi Watts i Laurę Harring), a z drugiej lubuje się w obrzydliwościach. To filmy nie tylko dziwne, ale wręcz dziwaczne, pełne odmieńców, outsiderów, życiowych rozbitków. I mimo tego, a może właśnie przez to (?) niezwykle pociągające.

To nie koniec!

Jeśli chcecie obejrzeć „Prostą historię” to macie okazję jeszcze 18 czerwca o godz. 18.30. Z kolei 29 czerwca do repertuaru powróci „Zagubiona autostrada” z Billem Pullmanem i Patricią Arquette w rolach małżonków, którzy zaczynają dostawać tajemnicze wiadomości i kasety VHS (kolejne pokazy 1 i 2 lipca).

middle-TWIN-PEAKS-OGNIU-KROCZ-ZE-MNA-WIDE-2.png

Natomiast 13 i 16 lipca będzie można obejrzeć „Głowę do wycierania” (czyli legendarny debiut Lyncha). I liczę, że na tym się nie skończy, a „powtórki” z Lyncha znajdą się również w sierpniowych planach.

Skrycie marzę też, żeby na ekranie pojawiła się także „Dzikość serca” (podobnie jak „Diuny” i „Blue Velvet” zabrakło jej w przeglądzie). Bo to – wybacz Alvinie (ty jesteś drugi) – niezmiennie mój ulubiony „Lynch”. I zdanie „ta kurtka jest symbolem mojej indywidualności i wiary w wolność jednostki” po prostu - choć raz w życiu - muszę usłyszeć z kinowego ekranu.

Bilety i szczegóły na: okf.czest.pl

Fot. archiwum OKF-u

Zuzanna Suliga - czytaj więcej