W pogo z Majką Jeżowską
Gdyby ktoś powiedział mi lata temu, że wezmę udział w „pogo” w rytmie „A ja wolę moją mamę”, pomyślałabym, że zwariował. Po minionym Festiwalu eFKA musiałabym go przeprosić…

Jubileuszowy Festiwal Kultury Alternatywnej eFKA sprawił mi sporo frajdy. Po raz pierwszy trafiłam na slam poetycki i na koncert grupy Żywot Brajana. Po raz kolejny świetnie bawiłam się na występie zespołu AmperA, dałam się oczarować muzycznie Marcie Honzatko, Iwonie Chołuj (liczę, że piosenki z „Ballad morderców” usłyszę kiedyś jeszcze na scenie Teatru im. Adama Mickiewicza) i Maćkowi Półtorakowi, a także formacji Santabarbara. Zachwycona wyszłam też z czytania performatywnego sztuki „Elling& Kjell Bjarne” Krzysztofa Berendta (bardzo chętnie wybrałabym się na taki pełnowymiarowy spektakl do Teatru Nowego w Częstochowie).
Niestety, nie udało mi się tym razem obejrzeć przedstawienia Teatru Nikoli ani posłuchać Całej Góry Barwinków i Izabeli Trojanowskiej (o tych koncertach przeczytacie w najnowszym tekście Piotrka Karońskiego). Ale w dwudniowym programie imprezy organizowanej przez Fundację Oczami Brata był punkt, którego ominąć po prostu nie mogłam. Koncert Majki Jeżowskiej.

Dlaczego? Ponad 30 lat temu od jej występu zaczęła się moja cała koncertowa przygoda. Niewiele z tego pamiętam, wiem, że w rodzinnym albumie na pewno była fotografia ukazująca dwie rozemocjonowane kilkulatki (drugą jest moja przyjaciółka z dzieciństwa Iza) na tym koncercie. Jesteśmy tam rozśpiewane i roztańczone i mamy nieodłączny element większości przedszkolnych zdjęć, czyli marszczące się w kolanach, kolorowe grube rajstopki (okropność!). Na koncert zabrały nas mamy. Zdania co do miejsca wydarzenia są sporne: od filharmonii po MDK. Za to pewnym jest, że był to występ pod szyldem tak popularnej wówczas „Dyskoteki pana Jacka” (czytaj Dżeka). Jacek Cygan był głównym prowadzącym, a na scenę zapraszał właśnie m.in. Majkę Jeżowską (ale też choćby Krzysztofa Antkowiaka czy Annę Jurksztowicz). Równocześnie wydawano też albumy i kasety pod tym samym tytułem, których oczywiście namiętnie słuchałam.
Gdy w domu zrobiliśmy skok technologiczny z kaset magnetofonowych na CD, solowa płyta Majki „Kolorowe dzieci” była drugą, którą dostałam w swoim życiu (pierwszą były kompozycje z bajek Disney’a). Po latach myślę sobie, że kto wie, może gdybym nie słuchała od zawsze piosenek, w których tak ważny jest tekst (Jeżowska śpiewała słowa napisane nie tylko przez Cygana, ale i też np. Agnieszkę Osiecką), być może dziś nie pisałabym o „kulturze”.

Wspomnianą płytę dostałam chyba w 1995 roku. Najpierw prawie ją zdarłam, a potem wydawało mi się, że z tego „wyrosłam”. W efekcie nie słuchałam tych piosenek od blisko trzech dekad. Ale gdy tylko Majka pojawiła się na scenie w podwórku ulicy Mielczarskiego, wraz z utworem „Wszystkie dzieci nasze są” przypomniałam sobie każde słowo. Po jednej nutce mogłam wejść w „Kolorowe dzieci”, „Dłonie” czy „Marzenia się spełniają”. Zresztą śpiewało całe podwórko, włącznie z moją mamą i młodszym bratem, bo stwierdziliśmy, że deszcz nie deszcz, ziąb nie ziąb, ale na tym koncercie musimy się stawić.
Oprócz przebojów, które znają chyba wszyscy, artystka zaprezentowała również coś ze swoich najnowszych dokonań - utwór „Skazana” (napisany po rozstaniu z wieloletnim partnerem) czy „Bawmy się w życie” (który nagrała wspólnie z Malikiem Montaną z okazji 45-lecia swojej pracy scenicznej).
Majka i jej zespół rozkręcali atmosferę z każdym kawałkiem (dla najbardziej roztańczonych dużych i całkiem dorosłych dzieciaków artystka miała zdjęcia i płyty – więc „opłacało” się bawić).

– Moje piosenki są dziś bardziej doceniane – przyznała ze sceny. – Kiedyś klasyfikowano je jako piosenki dla dzieci, ale ja zawsze powtarzam, że to nie są piosenki dla dzieci, tylko dla ludzi. Dla wrażliwych osób, dla których liczy się tekst – dodała. Przypomniała, że gdy jeszcze niewiele o tym mówiło się w szkołach, ona piosenkami uczyła już tolerancji, empatii i wiary w siłę marzeń.
Przy marzeniach zostając, zdradziła pewien fakt: Zawsze marzyłam, żeby być jurorką w programie „The Voice Kids”, wszyscy pytali, dlaczego nią nie jestem, przecież jestem specjalistką od piosenek dla dzieci. I dziś mogę powiedzieć, że marzenie się spełniło. Nagrania trwają i w nowym sezonie będę jurorką w… „The Voice Senior”!
Na każdym kroku pokazywała, że ma do siebie duży dystans. Zaskakiwała aranżacjami, m.in. zagranej z pazurem „Laleczki z saskiej porcelany”. – Tak zagraliśmy ją na Festiwalu Pol’n’Rock i w takiej wersji dziś brzmi na koncertach. Gdy dostałam propozycję wystąpienia w Kostrzynie nad Odrą, wszyscy stukali się w czoło. Co ja tam niby mam zamiar robić, że się tylko ośmieszę. Było fantastycznie, przyszły tłumy, a teraz zapraszana jestem także na juwenalia – opowiadała.

O tym koncercie z 2019 roku mówi się już tylko jako o kultowym. I aż do teraz bardzo żałowałam, że mnie tam wtedy nie było. Po sobocie, 24 sierpnia nie mam już tego niedosytu. Bo nasza bisowa wersja „A ja wolę moją mamę” z Festiwalu eFKA porwała równie mocno. – Rozkręcamy pogo! – rzuciła wyzwanie piosenkarka. I wierzcie mi: nie musiała nam dwa razy tego powtarzać.
Do twórczości Majki powróciłam po 30 niemal latach, fundując sobie niezapomniane wspomnienia na kolejne dekady. Co będzie za następnych 30 lat? Kto wie. Ale czuję, że ta artystka jeszcze długo koncertowo rozkręcać będzie wszystkich – bez względu na metrykę.
Kończąc temat jubileuszowego Festiwalu Kultury Alternatywnej, chciałabym wspomnieć o jeszcze jednym ważnym momencie. Tuż przed występem Jeżowskiej, na finał występu „Honzatko i Przyjaciele”, zabrzmiała „Tolerancja” (jako ukłon dla zmarłego niedawno Stanisława Soyki). Ten utwór stał się okazją do wręczenie statuetek dla przyjaciół „efki”. Jedna z nich trafiła do redakcji CGK, za co dziękujemy.
Fot. Grzegorz Skowronek
