W poszukiwaniu ósmego dnia tygodnia
Ósmego maja, w kameralnych, a zarazem niezwykle wymagających pod względem aranżacyjnym wnętrzach Galerii Dobrej Sztuki Muzeum Częstochowskiego, zainaugurowano ekspozycję, która bezkompromisowo wymyka się łatwym, powierzchownym kategoryzacjom.

Bohaterem tego majowego wieczoru – i samej wystawy o enigmatycznym tytule -„Typologizacje Perseweracyjne – w poszukiwaniu ósmego dnia tygodnia” – był Janusz Rafał Głowacki. Artysta ten, pełniący funkcję profesora nadzwyczajnego na Wydziale Sztuki Uniwersytetu Jana Długosza w Częstochowie, gdzie prowadzi pracownię dyplomową w Katedrze Malarstwa, to twórca o bezdyskusyjnie ugruntowanej pozycji, którego artystyczny rodowód z dumą czerpie z najwspanialszych tradycji krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych. Głowacki, studiując początkowo na Wydziale Architektury Wnętrz, a następnie kontynuując edukację i wnikliwie doskonaląc warsztat na Wydziale Grafiki, wypracował w ciągu dekad niezwykle precyzyjny, surowy wręcz język formalny. Jego bogaty, imponujący dorobek wystawienniczy, obejmujący kilkadziesiąt ekspozycji indywidualnych oraz obecność na niemal dwustu pokazach zbiorowych w tak odległych i zróżnicowanych kulturowo zakątkach globu jak Japonia, Brazylia, Stany Zjednoczone, Szwecja czy Francja, stanowi materialne świadectwo nieustępliwych poszukiwań w obrębie intymnej struktury malarskiego dzieła, za które był wielokrotnie nagradzany na arenie międzynarodowej.

To, czego doświadczyli widzowie galerii, wykraczało poza zwykły pokaz estetycznych obiektów. Wystawa stawała się zmysłową grą, w której obraz przestaje być jedynie nośnikiem koloru i formy. Motyw perseweracji - kojarzony z nieustannym powracaniem do tej samej myśli - Głowacki przekształca w narzędzie badania percepcji. Jego obrazy zmuszają widza do ciągłego ponawiania spojrzenia i weryfikowania tego, co wydaje się pewne.
Od ponad dekady polski artysta poddaje bezlitosnym badaniom proste układy wizualne, bazujące w głównej mierze na kardynalnych figurach geometrycznych. Nie odnajdziemy w nich jednak ani cienia suchej, wyrachowanej kalkulacji. Poszukiwanie mitycznego i całkowicie nieuchwytnego „ósmego dnia tygodnia” jawi się jako ryzykowna i odważna próba zmaterializowania tego, co obiektywnie nie istnieje. To malarska próba wyjścia daleko poza trywialne, liniowe doświadczanie płynącego czasu. Twórca z absolutną świadomością porzuca standardowe ciągi przyczynowo-skutkowe. Zamiast tego z rozmysłem wrzuca widza w skomplikowany labirynt wizualnych pętli, geometrycznych nawrotów i wariacji przestrzennych.

Rysunkowa konstrukcja kompozycji nieustannie się zmienia - od gęstych, niemal przytłaczających układów po oszczędne formy budowane przez celowe ograniczenie środków. Widz podąża za tymi subtelnymi przejściami, obserwując napięcie między matematycznym porządkiem a intuicyjną swobodą. Najmocniej wybrzmiewa jednak fizyczny kontakt z obrazami - ich oddziaływanie nie kończy się na samym patrzeniu, lecz angażuje całe ciało i sposób poruszania się po przestrzeni wystawy.
Nawet absolutnie znakomite, perfekcyjnie naświetlone reprodukcje poligraficzne, wydrukowane w folderze wystawowym, potrafią zaledwie z daleka zasygnalizować skalę niezwykłego zjawiska, jakie zachodzi, gdy obserwator staje twarzą w twarz z malarskimi oryginałami profesora Głowackiego. Optyczna struktura płócien, mimo że bezsprzecznie posługuje się jedynie zaschniętą farbą i algorytmicznie przemyślaną siatką współrzędnych, obiektywnie przekracza narzucone jej ramy dwóch wymiarów. Obrazy przestają być płaskie i nabierają trzeciego wymiaru, anektując na własne potrzeby całą wolną kubaturę otaczającej je sali wystawienniczej.

Widzowie, śledząc cykle, jak ostro cięty „Geometryczny bilard”, surowy „Wyciszacz czerni” czy kompozycje spięte klamrą narracyjną „O obrotach stacji kosmicznych”, ulegali hipnotyzującemu złudzeniu przebywania w otoczeniu zawieszonych w próżni, lewitujących wielościanów. Z krwiście czerwonego i smoliście czarnego tła wyłaniają się ostre krawędzie oraz świetliste, wielobarwne pasma, które niemal wchodzą w przestrzeń widza. Iluzja wypukłości zmusza publiczność do ciągłego ruchu - ostrożnych uników, zmian pozycji i spojrzeń. Nie da się tu pozostać biernym obserwatorem. Obrazy narzucają aktywne uczestnictwo, burząc przyzwyczajenia percepcyjne i prowokując do osobistej interpretacji każdego załamania światła na fakturze płócien. W tryptykach i dyptykach szczególnie mocno działa kontrast głębokiej czerni z pulsującymi kolorami, tworzący wrażenie energii uwięzionej pod powierzchnią obrazów.
Te kompozycje nie tolerują pośpiechu - wymagają uważnego, dłuższego spojrzenia i zatrzymania się przy precyzyjnie prowadzonych liniach, z których artysta buduje siłę swoich obrazów. Głowacki nie pokazuje zamkniętych dzieł, lecz tworzy narzędzia do testowania własnej percepcji, widzenia. Udowadnia, że nawet najbardziej geometryczne i zdyscyplinowane formy mogą zachwiać naszym poczuciem tego, czym jest obiektywna rzeczywistość.

Ekspozycja pozostanie w Częstochowie miejscem, gdzie można doświadczyć - przez ułamek sekundy - poczucia absolutnej nieskończoności w wykreowanej bezbłędnym pędzlem geometrycznej formie.
Wystawa „Typologizacje perseweracyjne – w poszukiwaniu ósmego dnia tygodnia” pozostanie w Galerii Dobrej Sztuki do 17 lipca. Można ją będzie obejrzeć także podczas nadchodzącej Nocy Muzeów, która 16 maja obejmie wszystkie obiekty instytucji.Fot. Piotr Karoński
