Walentynki z Bondem
„GoldenEye” czy „Skyfall” to muzyczne legendy. Jednak dla Bonda śpiewały nie tylko Tina Turner i Adele, ale cała lista najjaśniejszych gwiazd sceny. Z tytułowych piosenek do serii o agencie 007 Filharmonia Częstochowska ułożyła koncert walentynkowy. Zaprasza na niego 13 lutego.
Trudno w to uwierzyć, ale Bond, a właściwie James Bond ma już ponad siedemdziesiątkę na karku. Ian Fleming (który miał własne doświadczenia z pracy w wywiadzie wojskowym) stworzył kultową postać w 1952 r. Był na wakacjach w swojej jamajskiej posiadłości zwanej Goldeneye (mówi Wam coś ta nazwa?). Nazwisko dla bohatera zapożyczył od amerykańskiego ornitologa. Takim pseudonimem – jako hobbysta – Fleming posługiwał się w swojej willi.
I tak w 1953 r. swoją premierę miała książka „Cassino Royale”. Książek o 007 (podwójne zero to licencja na zabijanie przyznawana w MI6) Fleming napisał kilkanaście, w tym „Żyj i pozwól umrzeć”, „Pozdrowienia z Rosji” czy „Doktor No”. Od tego ostatniego tytułu rozpoczęła się oficjalna ekranowa kariera Bonda, który od tej pory – przez sześć filmów dokładnie - miał twarz Seana Connery’ego.
Potem zmieniał ją jeszcze pięciokrotnie. Najdłużej 007 był Roger Moore – począwszy od „Żyj i pozwól umrzeć” na „Zabójczym widoku” skończywszy (w sumie siedem razy). Najnowszy (przynajmniej patrząc na ostatnie 20 lat) Bond – Daniel Craig – służył Jej Królewskiej Mości pięciokrotnie, a jego poprzednik Pierce Brosnan – czterokrotnie. Timothy Dalton strzelał w „W obliczu śmierci” i w „Licencji na zabijanie”, a model George Lazenby agentem był raz – „W tajnej służbie Jej Królewskiej Mości” (zrealizowanej pomiędzy „Żyje się tylko dwa razy” a „Diamenty są wieczne”.
Oczywiście pytanie, który Bond jest jedynym słusznym, a która część najlepsza, podzieliło z pewnością wiele – nawet z pozoru zgodnych – rodzin, wystawiło na szalę wieloletnie przyjaźnie i ogólnie przyniosło sporo „ofiar”. Ja odpowiedź mam jedną, niezbyt zresztą pożądaną, bo moją ukochaną częścią serii niezmiennie jest „szóstka” – z Lazenby właśnie (i to mimo „mięty” do pozostałych agentów).
Teraz chwila na zastanowienie: bez czego trudno wyobrazić sobie 007? Odpowiadam szybko: Aston Martin, Vesper Martini („wstrząśnięte, nie zmieszane”) i – tu wchodzi nucenie – „James Bond Theme”, który zabrzmiał we wszystkich 25 częściach (oczywiście można poszerzać to o broń, kobiety i gadżety – ale to może innym razem).
Jeden z najsłynniejszych motywów w historii kinematografii skomponował Monty Norman, który też napisał muzykę do „Doktora No”. Za orkiestrową aranżację tematu odpowiadał oczywiście John Barry, który komponował dla Bonda w latach 1963-1987.
A 007 i muzyka to kwestie nierozerwalne. Śpiewali dla niego m.in. Tom Jones, Nancy Sinatra, Paul McCartney (razem z Wings), Carly Simon, Duran Duran, a-ha, Tina Turner, Garbage, a w obecnym stuleciu: Madonna, Chris Cornell, Jack White i Alicia Keys, Adele, Sam Smith i Billie Eilish. To naprawdę imponująca lista, a takie utwory jak „GoldenEye” czy oczywiście „Skyfall” to legendy.
Nic więc dziwnego, że tytułowe piosenki z cyklu o Jamesie Bondzie to doskonały koncertowy repertuar. Filharmonia Częstochowska ułożyła z niego program wieczoru walentynkowego. A ponieważ wielu panów chciałoby być Bondem, a wiele pań chciałoby być z Bondem, na święto zakochanym pasuje to idealnie.
13 lutego przed publicznością wystąpi wokalistka Marta Król, której towarzyszyć będą doskonali instrumentaliści - Michał Jakubczak (fortepian /instrumenty klawiszowe), Michał Kapczuk (kontrabas, gitara basowa), Przemysław Hanaj (gitara elektryczna i akustyczna) i Grzegorz Kańtoch (perkusja) oraz orkiestra Filharmonii Częstochowskiej pod batutą Adama Klocka.
To propozycja nie tylko dla miłośników kina, ale i pierwszorzędnych brzmień, także tych jazzowych, bo w nich tkwią przecież muzyczne korzenie filmowej serii.
Piątkowy koncert zaplanowano na godz. 19.00. Miejsc zostało już niewiele (głównie na balkonie). Można o nie pytać w kasie. Sprzedaż prowadzona jest także na stronie - www.filharmonia.com.pl/repertuar/2670-Jame...
