SZUKAJ
CO/GDZIE/KIEDY W CZĘSTOCHOWIE Portal kulturalny

Agnieszka Małasiewicz

Wieczór z wampirem i gitarą

2 października 2024
Ilustrowany portret Rafała Kwaska
Udostępnij

Filharmonia Częstochowska zainaugurowała jubileuszowy, bo 80. sezon artystyczny. Z tej okazji zafundowała melomanom podróż nie tylko na Podhale, ale i do legendarnej Transylwanii.

middle-461078120_1107131661198251_448397715020582570_n.jpg

Jesień w naszym mieście oprócz spadku temperatury przyniosła także duże natężenie szlachetnych dźwięków dobiegających z naszej Filharmonii. Właśnie zakończył się Festiwal Muzyki Sakralnej „Gaude Mater”, który swój finał miał w gmachu przy ul. Wilsona, a 30 września rozpoczął 15. Festiwal Wiolinistyczny im. Bronisława Hubermana.

Przed tymi wydarzeniami miała miejsce uroczysta inauguracja 80. jubileuszowego sezonu artystycznego tej zacnej instytucji. Z tej okazji 20 września zorganizowany został koncert symfoniczny, w którym miałem przyjemność uczestniczyć. Częstochowska Orkiestra Symfoniczna pod batutą Adama Klocka, z udziałem gitarowego solisty Mateusza Kowalskiego zawładnęła na blisko dwie godziny sceną, uszami, a myślę, że i sercami słuchaczy.

Jak zaznaczył w przedmowie do koncertu dyrektor Adam Klocek, Filharmonia Częstochowska jest jedną z najdłużej działającym nieprzerwanie instytucji muzycznej w kraju. Kiedy trwały jeszcze walki o Wrocław w 1945 roku, w naszym mieście już odbywały się koncerty. Jednym z powodów takiego szybkiego wznowienia muzycznej aktywności było to, że w naszym mieście znalazła się duża grupa artystów uciekających (m.in. ze stolicy) przed wojenną zawieruchą.

middle-460845600_1107130491198368_3443447605675350380_n.jpg

Szerzej o pierwszym sezonie artystycznym możecie poczytać w tekście mojej redakcyjnej koleżanki - Joanny Skiby w cyklu „Żółte kalendarze. I gazety”. Należy zaznaczyć również, że wybór kompozycji Wojciecha Kilara nie był przypadkowy, bo to on jest patronem sali koncertowej filharmonii.

Koncert rozpoczął się sugestywną „Orawą”. Utwór ze względu na swój minimalizm uznawany za nowatorski, inspirowany jest muzyką Podhala. Muzycy prowadzili nas poprzez szczyty i doliny dynamicznych melodii budujących niezapomniane dźwiękowe pejzaże, a ja podróżowałem ich śladem niczym przez górskie wyrypy, chłonąc rześką, muzyczną przestrzeń.

Po gromkim aplauzie na scenie pojawił się Mateusz Kowalski. Młoda, wschodząca gwiazda światowej sceny gitarowej, niezwykle wszechstronny muzyk, posiadający w swoim repertuarze koncertowym utwory od renesansowych po współczesne. Rozpoczął nastrojowym wstępem solo, by po chwili wznieść się wespół z orkiestrą ku wielowątkowej kompozycji. Romantyzm brzmienia gitary wzmacniany był rozmachem akompaniamentu pozostałych muzyków. W utworze Joby’ego Talbota „Ink Dark Moon” nostalgiczna energia wydawała się przyświecać, niczym pełny księżyc przez gałęzie jesiennych drzew, szumiących powoli zrzucanymi liśćmi.

middle-461006339_1107131957864888_8153060513562155901_n.jpg

To wielka radość wchodzić przy takiej muzyce w adekwatną porę roku. Filharmonia kolejny raz zaserwowała mi możliwość oglądania prawdziwego wirtuoza przy pracy. Niezwykle inspirujące jest patrzeć na skupienie i pasję ludzi, którzy kochają to, co robią i robią to w mistrzowski sposób.

Po kolejnych owacjach i oczywistym bisie, sceną zawładnął mroczny Książę z Siedmiogrodu. Muszę przyznać, że muzyka skomponowana przez Wojciecha Kilara do przebojowego filmu Francisa Forda Coppoli „Drakula”, od pierwszego seansu stała jednym z moich ulubionych soundtracków. Niezwykle niepokojąca, dudniąca od emocji i gotyckiej grozy gości czasami w moich głośnikach. Pierwszy raz jednak miałem okazję posłuchać jej na żywo – i to wykonanej przez orkiestrę. Wrażenia były piekielnie mocne. Od momentu, gdy zabrzmiał główny temat gęsia skórka właściwie nie znikała z moich rąk (niestety, włosy nie mogą już mi stanąć dęba). Jest tutaj miejsce i na intensywne partie smyczkowe, które głębokimi, niskimi tonami malują mi przed oczyma tytułowego hrabiego oraz dynamiczne partie przypominające zmagania jego przeciwników pod dowództwem profesora Van Helsinga. W kolejnych tematach jest też miejsce na chwilę oddechu w iście magicznych melodiach, które są tak naprawdę preludium przed kolejnym uderzeniem dramatyzmu i horroru. Pojawiły się także partie chóru, który przywitał nas wystrojony w upiorne płaszcze i głosami wprowadził w trans godny czarów transylwańskiej legendy.

middle-461269455_1107130764531674_3629257428862452010_n.jpg

Przyznam, że z gmachu filharmonii wychodziłem spełniony muzycznie. Obiecałem sobie również, że w najbliższym czasie muszę przypomnieć sobie film, który oglądałem prawie 30 lat temu. Tym bardziej, że w grudniu będzie miał premierę „Nosferatu” Roberta Eggersa, także inspirowany wampiryczną historią. Mam nadzieję częściej zaglądać do filharmonii, bo muzyki na żywo, szczególnie w wykonaniu orkiestry nie da się porównać z żadnym nagraniem, odtwarzanym nawet na najlepszym sprzęcie audio. Dziękuję całemu zespołowi orkiestry za tę muzyczną podróż. A swoje postanowienie już wypełniam, bo w tym tygodniu, wybieram się na wydarzenia organizowane w ramach wspomnianego Festiwalu Wiolinistycznego im. Bronisława Hubermana i na pewno zdam Wam relację! Do zobaczenia w świątyni muzyki!

Fot. Agnieszka Małasiewicz/Filharmonia Częstochowska

Rafał Kwasek - czytaj więcej