Wieczory, po których jeszcze długo się uśmiechasz
Gdy wracam myślami do tamtych chwil, w głowie wciąż słyszę refren „W dzień gorącego lata”. I trudno o trafniejsze skojarzenie. Był 28 czerwca. Termometry niemal dobijały do 40 stopni, a powietrze zdawało się stać w miejscu. A jednak rekordowe upały nie przeszkodziły publiczności licznie przybyć na kolejny pokaz grupy Improwizorka. I całe szczęście, bo był to jeden z tych wieczorów, po których jeszcze długo człowiek chodzi z uśmiechem.

Spotkanie odbyło się w ogrodowej przestrzeni Restauracji Garden. Wśród zieleni, świateł i gwaru rozmów łatwo było zapomnieć o temperaturze. Przez chwilę można było poczuć się jak podczas letniego wieczoru w małym włoskim miasteczku. Takim, w którym nikt się nie spieszy, a ludzie przyszli po prostu dobrze spędzić czas.
Na widowni nie zabrakło stałych bywalców, którzy od dawna kibicują grupie, ale równie liczna była grupa osób, które na improwizację trafiły po raz pierwszy.
Dla niewtajemniczonych warto przypomnieć, czym właściwie jest impro. To teatr tworzony „tu i teraz”, bez scenariusza, oparty na sugestiach publiczności. Każde słowo rzucone z widowni może stać się początkiem nowej historii. Mechanizm wydaje się prosty, ale efekty bywają zaskakująco wielowarstwowe. Powstają sceny balansujące pomiędzy absurdem a codziennością, groteską a trafną obserwacją ludzkich zachowań. Im bardziej szalony pomysł pada z sali, tym lepiej.

Trzeba przyznać, że grupa Improwizorka z każdym kolejnym pokazem udowadnia, jak dynamicznie się rozwija. Pojawiają się nowe formaty, w tym autorskie propozycje zespołu, coraz więcej jest również scen muzycznych i śpiewanych. I tutaj ogromne uznanie kieruję do pianistki Oli Blochlińskiej, której muzyka nie tylko buduje nastrój, ale często staje się równorzędnym bohaterem wydarzeń.
Na scenie nie zabrakło energii, odwagi i wzajemnego zaufania, które są fundamentem improwizacji. Brawa należą się całemu zespołowi: Ani Wilk, Witoldowi Pędichowi (o którym ostatnio było głośno za sprawą spektaklu warsztatowego „Ten nasz cudny świat” w reżyserii Marka Ślosarskiego) a także Marcie Pytlas, Bartłomiejowi Klimczakowi, Mai Różniewskiej, Dorocie Kempie i Michałowi Knasiowi (on jest również autorem fotorelacji).

Przyznam szczerze: płakałam ze śmiechu więcej niż raz. Było gorąco. Było tłoczno. Było głośno od śmiechu. I było absolutnie fantastycznie.
Ten wieczór zapamiętamy między innymi dzięki: Pikachu z fotowoltaiką na plecach, burzy piaskowej cierpiącej na lęk przed przestrzenią, niezwykle poruszającemu baletowi Deszczu i Drzewa, emocjonującej hodowli koperku i szczypiorku oraz zaskakująco dużej liczbie scen śpiewanych, które publiczność nagradzała wyjątkowo entuzjastycznie.
Niezmiennie kibicujemy i trzymamy kciuki za dalszy rozwój całej grupy. A jeśli ktoś po tym wieczorze pomyślał: „Może ja też?”, to warto przypomnieć, że Improwizorka zaprasza na cotygodniowe spotkania wszystkich chętnych. Bez względu na doświadczenie. Bez presji. Za to z ciekawością, otwartością i świadomością, że w improwizacji, jak w życiu, nic dwa razy się nie zdarza.
Więcej informacji można znaleźć na stronie improwizorka.com.
Fot. Michał Knaś
