Zachwyt wypowiedziany za pomocą kropki i kreski
W Sali Śląskiej czeka nas dużo abstrakcji, zabawa techniką i perspektywą, powiew dalekich podróży, i mnóstwo odżywczego koloru. To ta barwna energia zdominowała wystawę „AB-ORIGIN”, którą do 3 listopada prezentuje Miejska Galeria Sztuki.
Wszystko zaczęło w 2022 r. od wernisażu wystawy Bogny Jarzemskiej-Misztalskiej „Głębia koloru”. O malarstwie częstochowianki (dziś mieszka i pracuje w Warszawie) opowiadała Anna Bochenek, profesor Politechniki Bydgoskiej. Wydarzenie to zaowocowało kolejną artystyczną propozycją, czyli organizacją indywidualnej ekspozycji twórczości malarki i pedagożki.
Na efekty trzeba było poczekać do września tego roku. To właśnie wówczas w Sali Śląskiej otwarta została wystawa „AB-ORIGIN”. Tego samego dnia galeria inaugurowała również wystawę plakatów Andrzeja Pągowskiego - Bardzo mi miło w takim towarzystwie wybrzmieć z moim malarstwem – przyznała Bochenek.
Podczas wernisażu opowiadała o obrazach powstałych z inspiracji podróżami (m.in. do Australii), tworzeniu kompozycji malarskich, efektach powstałych z przecierania barw czy poszukiwaniach nowych form wyrazu.

- Zawsze w moim malarstwie były dwa motywy: źródła i drogi się przeplatały, bowiem zawsze interesowało mnie, na ile nasze środki zależne są od naszych źródeł. I to miało niezwykłe przełożenie w pejzażu. Dukty, drogi, ścieżki wzdłuż ścieków wodnych. Interesowało mnie oglądanie pejzażu z różnych perspektyw: spadającego ptaka, żabiej… Czasami w jednym obrazie łączyłam te perspektywy, czasami dodawałam zoom na detal, szczegół, który był mi bliski.
W „Śląskiej” można zobaczyć przede wszystkim pejzaże – te mniej lub bardziej abstrakcyjne. - Pokazuję tu zestawienia czystej natury z poindustrialnym pejzażem, chcąc pokazać, że jesteśmy tu na chwilę i że wszystko to, co zbudowane przez człowieka jest małością wobec ogromu natury. Są tu rozgrywki bardziej takie formalne i reagujące na jakieś zjawiska, na przykład na wystawę trafił obraz „Dom Zły”, który namalowałam po obejrzeniu tego filmu. Nie brakuje wypraw osobistych, jak obraz „Pokolenia”, który mówi o młodości mojego syna. Ale są też, nawiązując do tytułu wystawy, zachwyty sztuką amerykańską, którą miałam okazję oglądać, dotykać i nadal się inspiruję ją.

Te zachwyty nad światem artystka często wypowiada za pomocą kropki i kreski, są mi bardzo bliskie – mówi wręcz. – W tych obrazach znajdziecie państwo dużo moich formalnych fascynacji. Z jednej strony bardzo sobie cenię tradycyjny warsztat, ale chciałabym z niego wydobyć jak najwięcej. Przecieram, rysuję, zawoaluję. W obrazach są części matowe, są połyskujące, są przetarte laserunki – wylicza.
Patrząc na obrazy nasycone intensywnością barw, trudno uwierzyć, że Anna Bochenek nie zawsze sięgała po kolor. - Swój dyplom namalowałam w odcieniach szarości, bowiem profesorowie zawsze umniejszają wartość kolorystyczną. Teraz powróciłam do swojej natury. Intensywny kolor jest mi bliski, eksperymentuję nawet z fluoroscencyjnymi farbami – zdradza malarka.

Ta różnorodność dobrze oddaje to, że ekspozycja jest przekrojowa, ale w żadnym wypadu retrospektywna. - Anna Bochenek prezentuje na tej wystawie prace z różnych okresów swojej twórczości. Ich choć styl bywa odmienny, to obrazy znakomicie ze sobą korespondują. Aranżacja powstała w taki sposób, by wykazać tę spójność, a jednocześnie artystyczne poszukiwania pani profesor – wyjaśnia Joanna Matyja, wieloletnia pracowniczka częstochowskiej galerii, która wraz z artystką pracowała nad aranżacją wystawy.
Odwiedzając „Śląską” (czas na to mamy do 3 listopada) dostaniemy kolorem „po oczach”. Choć wydźwięk prac jest różny (wspomnijmy ten „Dom zły”), nam, jako widzom, jest pośród tych obrazów jakoś tak dobrze. Czuję się po prostu płynącą z nich niesłychaną energię. - To nie chodzi o to, że to są obrazy optymistyczne. Bardziej o to, że w widać w nich radość tworzenia. Dlatego zdają się mieć taki charakter oczyszczający nas samych, świat. Są trochę kreacją dobrego świata, takim lekiem na ból i zło. Myślę, że nie tylko ja je tak odbieram, ale i wiele innych osób, które odwiedzają „AB-ORIGIN”- dodaje Matyja.

Są prace tegoroczne, ale i mające kilka, kilkanaście czy blisko dwadzieścia lat. Są małe i duże formaty. W poziomie i pionie (40 na 70 cm to rzadko spotykane wymiary). Na płótnie i na papierze. – I co ciekawe prezentujemy prace, które wydają się być dyptykami, chociaż tak naprawdę nimi nie są, bo każdy z tych obrazów może być traktowany jako autonomiczny. Udało nam się ustawić je w takie pewne sekwencje. Aranżując wystawę, trochę mieszaliśmy czas powstania prac, ale staraliśmy, żeby motywy „rozmawiały” ze sobą. Czasami widoczne jest to w detalach, np. skośnych liniach, a także tych wspomnianych kropkach i kreskach – tłumaczy Joanna Matyja.
Wystawę „AB-ORIGIN” można oglądać od poniedziałku do piątku od godz. 10.30 do 18.00 oraz w soboty i niedziele od godz. 11.00 do 19.00. Bilety kosztują 15 zł (normalny) i 10 zł (ulgowy) i jednocześnie uprawniają do obejrzenia innych wystaw czasowych (z wyłączeniem „Omnis” Wojciecha Siudmaka). W środy wstęp jest bezpłatny.
Fot. Robert Jodłowski/Miejska Galeria Sztuki (wernisaż wystawy)
