SZUKAJ
CO/GDZIE/KIEDY W CZĘSTOCHOWIE Portal kulturalny

fot. Grzegorz Skowronek, edycja: Mateusz Zajda

Zalewajka

3 września 2026
Udostępnij

Pierwszy upalny dzień w tym roku. Zaczęło się w okolicach Góry Ossona. Ponoć pierwsi wyszli ze starego silosa. Twierdzili, że przyjechali pociągiem, że w podziemiach znajduje się ogromne centrum przesiadkowe. Hipisi. Zablokowali ruch na Mirowskiej.

middle-Częstons-Hipisi-mniejszy-plik(1).jpg

Nie mówili po polsku. Po akcencie można było wywnioskować, że to Amerykanie. Po prostu szli w stronę Jasnej Góry. Mieszkańcy najpierw pomylili ich z pielgrzymką. Wyróżniali się jednak strojem i zachowaniem. Pili alkohol, zatrzymywali autobusy. Zadzwonił do mnie brat:

– Rafał, przyjedź. To jakiś zlot. Oni wyglądają jak z lat sześćdziesiątych. Dzwony, korale, długie włosy. Podobno będą protestować przeciwko wojnie.

Przedostałem się w ostatniej chwili. Niemal całe miasto zatarasowały pickupy i cadillaki. Większość porzucono na środku drogi. W stronę centrum kierowały się tłumy. Przyjeżdżali z całego świata, nawet z RPA i Australii. Na czele maszerowali weterani wojny w Ukrainie. Ale zdarzali się także byli komandosi z Iraku. Brat na szybko zorganizował kuchnię polową, ugotował olbrzymi gar zalewajki, którą częstował głodnych piechurów.

– Co teraz będzie? – spytałem.

– Koncert. Wystąpią najsłynniejsi artyści. Iskra wznieci pożar. Nadchodzi rewolucja. Wkrótce świat się zmieni, zobaczysz.

Na podjasnogórskich błoniach powstało gigantyczne pole namiotowe. Pogoda sprzyjała, przyjemny ciepły wiatr, słonecznie. Ludzie pomagali sobie nawzajem. Niektórzy modlili się na Jasnej Górze. Paulini rozdawali wodę. Zjechały uliczne teatry. Działały prowizoryczne gabinety lekarskie. Panowała atmosfera wielkiego święta. Jak kiedyś, dawno temu, podczas Światowych Dni Młodzieży albo festiwalu Woodstock.

Rozdawaliśmy z bratem miski z zalewajką. Niespodziewanie zmienił się system walutowy, przestały obowiązywać płatności gotówką. Najcenniejsze okazały się przytulenia i uściski. Ochotnicy obierali ziemniaki. Piekarnie dostarczały chleb. Ktoś przywiózł kilkadziesiąt przenośnych sanitariatów. Wolontariusze zbierali śmieci. Z godziny na godzinę przybywało ludzi. Brat stwierdził, że już na pewno jest nas ponad milion. A może i dwa. W sobotę do południa na parkingu przy Kordeckiego powstała scena. Nie wiem, skąd przywieziono nagłośnienie i światła. Wszystko działo się tak szybko.

O dwudziestej, w cieniu zachodzącego słońca pojawiła się pierwsza gwiazda. Jimi Hendrix rozpoczął występ hymnem Polski zagranym a cappella. Później John Lennon, Pink Floyd, Janis Joplin i Zbigniew Wodecki. Nigdy dotąd nie bawiłem się tak cudownie. Położyliśmy się spać w niedzielę rano, zmęczeni, ale szczęśliwi. Pełni nadziei, że nowy dzień będzie momentem zwrotnym w historii. Ponoć telewizja transmitowała koncert do najdalszych zakątków Ziemi. Ponoć oglądali go Putin i Trump. Ponoć nawet w Palestynie ożyła nadzieja. Rozwój wydarzeń komentowali najbardziej wpływowi publicyści. Wniosek był jeden: od jutra świat musi się zmienić!

– Rafał, wstawaj.

– Co się stało?

– Skończył się zakwas do zalewajki. Grzyby też. Ludzie są wściekli.

Z resztek przygotowaliśmy zupę warzywną, ale było jej mało i smakowała fatalnie. W dodatku w niedzielę piekarnie nie pracowały i brakło chleba. Dostało się też paulinom, ponieważ zamiast rozdawać wodę, zapraszali na sumę.

– Spadamy! – powiedział brat.

– Nie załamuj się. To wyłącznie drobne niedogodności.

– Spadamy! Podobno z silosa na Górze Ossona wyłażą punkowcy i skini. Niedługo może tu być gorąco!

Fot. Grzegorz Skowronek, edycja: Mateusz Zajda

Rafał Cuprjak - czytaj więcej