Zrób się na Muńka!
Sala kina „Iluzja” wypełniła się po brzegi, gdy Muniek Staszczyk zdjął swoje kultowe ciemne okulary. Płynęły opowieści rodzinne i te bardzo rock’n’rollowe. Dużo wspomnień, trochę wzruszeń, sporo anegdot i pierwszorzędnych kawałków.

To nie było prima aprilis. 1 kwietnia Zygmunt „Muniek” Staszczyk odwiedził rodzinną Częstochowę. Tym razem (bo podobnych było już kilka) spotkanie nie odbyło się w osławionym piosenką „IV LO”, a po sąsiedzku, czyli w gmachu Miejskiej Galerii Sztuki. Podobnie jak wydarzenia z cyklu „Nieśmiertelni”, tak i to zorganizowano w kinowej sali „Iluzji”. Zainteresowanie było tak duże, że biletów zabrakło już w połowie marca. Nic w tym dziwnego: lider T.Love cieszy się w swoim mieście niemalejącą sympatią.
Obok rodziny i przyjaciół, nie zabrakło też fanów z różnych stron Polski, którzy przyjechali do Częstochowy specjalnie na tę okazję. Odkąd na rynku ukazała się książka Piotra Żyłki „Chłopaki (nie)płaczą. Muniek bez ciemnych okularów”, artysta coraz częściej spotyka się z czytelnikami (wydawnictwo promował m.in. na Targach Książki w Krakowie).
Niespodzianka od mamy
Od początku było jednak wiadomo, że w Częstochowie będzie inaczej niż w innych miastach. Bardziej osobiście, swobodnie, po kumpelsku. Najlepszym tego dowodem był początek, gdy na ekranie pojawiła się mama Muńka – Anna Staszczyk, z właściwym sobie poczuciem humoru, przywitała się tak: Cześć synku, nie stęskniłeś się przypadkiem za mamusią? Nagranie było niespodzianką dla muzyka, pani Anna, przepraszała, że nie może być osobiście (za dużo schodów do pokonania), ale życzyła nam miłego spotkania. Udostępniła też kilka perełek z rodzinnego albumu, które również wyświetlono. Obok ślubnego portretu jej i taty Muńka, Tomasza Staszczyka, były to m.in. zdjęcia… z I komunii syna. Oglądaliśmy więc na ekranie, jak Muniek dorasta i staje się gwiazdą sceny.

Tłem dla rozmowy był pokaz archiwalnych zdjęć autorstwa Maćka i Grześka Skowronków (Grzesiek jest także autorem fotorelacji z samego wydarzenia) oraz Roberta Jodłowskiego, który poprowadził (zresztą bardzo udanie) spotkanie. On również zrobił sesję, w której Anna Staszczyk wystąpiła – „na Muńka” - w ciemnych okularach i z płytami T.Love w ręku (wszystkie zna doskonale, trudno zagiąć ją w tym temacie!).
Syn kierowniczki
Rozmowa rozpoczęła się rodzinnie. Nie mogło być inaczej, bo w prima aprilis jego tata obchodził urodziny (śpiewa o tym w piosence „Tomek” z poprzedniej płyty „Hau! Hau!”). To tata (wieloletni pracownik częstochowskiej huty) zaraził go miłością do książek, zabierał na wycieczki, pokazywał świat. Mama przez lata była kierowniczką sklepu spożywczego. To od niej – co często podkreślał – nauczył się współpracy z ludźmi, odpowiedzialności za innych, za zespół. W T.Love, który dziś jest marką samą w sobie – sam pełni rolę kierownika. Z kolei babcia zadbała o to, by szybko zdobył podstawy języka angielskiego. Stąd pierwszą nazwą zespołu było Teenage Love Alternative. Dlatego śpiewał „I Love You” (a nie „Kocham Cię”), królował „King”, było również pamiętne „I Hate Rock’n’Roll”, a całkiem niedawno swoją premierę miał album „Orajt!”.

Bez ciemnych okularów
O tym ostatnim także mówiono w „Iluzji” dużo. Posłuchaliśmy tytułowego singla, ale też kawałków nagranych z muzykami młodego pokolenia Sarsy („Mimo wszystko”) i WaluśKraksaKryzys („Najpiękniejsze” – na ekranie pojawił się teledysk, w którym – choć kręcono go w stolicy - wystąpiła liczna grupa Częstochowian). Premiera „Orajt!” poprzedzona została sporymi rewolucjami w T.Love. Nie mogło więc braknąć pytań o zespołowe rozstanie z Janem Benedkiem i Sidney’em Polakiem. Muniek nigdy jednak nie unikał niewygodnych tematów. Przyznał, że z Benedkiem tworzą wyjątkowo „trudne małżeństwo”, rozstają się, znów schodzą i znowu rozstają.
O prawdziwej żonie, czyli Marcie (są parą od połowy lat 80.) także opowiadał. Z ogromnym uznaniem, podziwem, miłością. Nie kryje bowiem, że życie z nim nie jest usłane różami (Piotr Żyłka oddał Marcie Staszczyk głos w jednym z rozdziałów swojej książki). To żona potrafi powiedzieć o artyście, że jest leniwy, choć on podkreśla jej, że nagrał przecież kilkadziesiąt różnych płyt. Ona jednak mocno oddziela życie prywatne od zawodowego. Gdy chodzi o scenę, rzuca mu na przykład, że ma założyć okulary, zrobić się na Muńka i iść do roboty. Bez ciemnych okularów (podczas rozmowy w OKF-ie również je zdjął, a prowadzący - dla kontrastu – założył), trudno go poznać. Testowali to z Martą na wakacjach w jednej z nadmorskich miejscowości. Gdy spacerowali po deptaku, a on ich nie zakładał, podchodziło do niego zaledwie kilka osób. Gdy kolejnego dnia nosił już ciemne okulary, fanów znalazło się znacznie więcej.

Prywatna Biblia
O fanach zresztą również była mowa. Muniek zawsze cieszył się dużym szacunkiem publiczności. Dlaczego? Nie odmawia zdjęć, autografów, przybicia piątki. Na koncertach szybko łapie kontakt. Jest bardzo bezpośredni. Niezmiennie docenia, że od czterech dekad udaje mu się robić to, co lubi - pisać i śpiewać dla ludzi. Szczerze przyznaje zresztą, że nic innego w sumie nie umie. Z dystansem podkreśla, że dziś koncertuje z tymi, którzy słuchali go w dzieciństwie. Przykładowo z Sanah wystąpił na Stadionie Narodowym. Zgodził się wykonać wspólnie hit „Chłopaki nie płaczą”, którego wokalistka słuchała… w przedszkolu. Zapytany o własnych muzycznych idoli, Muniek wskazał punkrockową brytyjską legendę The Clash. Śpiewa o niej zresztą w jednym z najnowszych kawałków – „Buty”: a moją prywatną Biblią, wciąż pozostaje mi London Calling.
Staszczyk ma świadomość, że z T.Love nagrał utwory, które zna cała Polska. Podczas spotkania mówił o tym dużo skromniej: myślę, że mamy takie pięć piosenek, które zna sporo osób. Wymienia tu – obok wspomnianych „Chłopaków” - „Warszawę”, „Kinga”, „Nie, nie, nie” i „I Love You”. Myślę, że ta lista jest znacznie, znacznie dłuższa. Bo patrząc na „Pochodnię”, te hity ciągle dochodzą.

Przyznam, że pochodząc z Rakowa, zawsze gdzieś tak imponowało mi to, że Muniek kojarzony jest z moją dzielnicą, że przy wielu okazach podkreśla, że jest chłopakiem z Rakowa. Ale czasami wydawało mi się, że ta legenda jest nasza, mocno częstochowska. Gdy w 2014 r. pojechałam (zresztą ze Skowronkami właśnie) na Przystanek Woodstock – dziś Pol’n’Rock Festival – uświadomiłam sobie jaką skalę ma ta popularność. T.Love około godziny 15.00 otwierał 20. edycję imprezy Jurka Owsiaka. Podczas konferencji prasowej Muniek mówił, że nieco martwi się o frekwencję, bo skwar, wczesna godzina, część osób jeszcze w drodze, a to nie wróżyło dobrze. Rzeczywistość przerosła wszystkie oczekiwania, pod sceną stawiły się bowiem dziesiątki tysięcy fanów. Wszyscy śpiewali „nasze” (jak mi się wcześniej wydawało) kawałki.
Niebanalna końcówka
W OKF-ie też je śpiewaliśmy, bo po rozmowie był recital. Muńkowi (na koncercie już miał ciemne okulary) towarzyszył gitarzysta Janek Pęczak, dawniej również związany z T.Love, potem z akustycznym składem „Muniek i Przyjaciele” (koncertowali razem także na scenie Teatru im. Adama Mickiewicza). Zaczęli świetnym „1996”. Nie zabrakło „IV LO” (a na Sali absolwentów „Sienkiewicza”). Sięgnęli m.in. po „Polę”, „Ajrisz”, „Apaszem Stasiek był” (to z repertuaru zespołu Szwagierkolaska), „Warszawę” czy „Nie, nie, nie”.
Na wybrali bisy „I Love You”. Na tym planowali skończyć, ale wyprosiliśmy jeszcze jeden kawałek. Ku mojemu zaskoczeniu nie wybrali „Kinga”, a „Banalnego” – mój ukochany tekst napisany przez Muńka. Lepszej końcówki nie mogłam sobie zażyczyć (a nie była to „ustawka”), ale – co było widać – innym też się podobało.
Bisy nie zakończyły jednak spotkania. Muniek obiecał, że będzie podpisywał płyty i książki,i słowa – jak to on - dotrzymał. Kolejka chętnych była naprawdę długa. Dla każdego znalazł jednak czas. Na wspomnienia, chwilę rozmowy, czy jak mówił „selfiaka”. Zapowiedział, że chętnie wróci do Częstochowy i że ma nadzieję, że jesienią zawitają tu z zespołem i materiałem z „Orajt!”. Trzymamy za słowo!
Fot. Grzegorz Skowronek
