SZUKAJ
CO/GDZIE/KIEDY W CZĘSTOCHOWIE Portal kulturalny
Malarka Agata Lankamer i jej obrazy
5/2021

Pobierz PDF

RÓWNOŚĆ

Z Agatą Lankamer, młodą częstochowską artystką, wyróżnioną w ramach akcji Twarze Przyszłości, rozmawiamy o sile oddziaływania malarstwa, animacji kultury, cyberfeminizmie i sztuce napędzanej intelektem oraz emocjami.


Adam Florczyk: Jesteś absolwentką malarstwa na ASP we Wrocławiu, a teraz studiujesz sztukę mediów na ASP w Warszawie. Czy to oznacza, że język malarstwa już Ci nie wystarcza? A może chodzi o to, że dziś artysta nie może zamykać się w jednej formule?


Agata Lankamer: Najczęściej wybieram medium, w jakim tworzę, w zależności od tematu pracy, więc można powiedzieć, że w pewien sposób malarstwo mi nie wystarcza. Myślę, że każdy artysta powinien tworzyć w tym, w czym czuje się najlepiej, a jeśli potrzebuje pracować w więcej niż jednym medium, to nie powinien się ograniczać. Nie uważam tym samym, że jeśli twórca spełnia się tylko w malarstwie, czy tylko w performansie, musi na siłę rozszerzać swoje pole. Moim zdaniem artyści nie powinni ulegać zasadom artworldu, tylko robić swoje, nie patrząc na mody, które sugerują jakieś ograniczenia. Ja sama z pewnością mam do malarstwa szczególny stosunek, bo towarzyszy mi ono od początku edukacji. Po obronie dyplomu z malarstwa potrzebowałam jednak przerwy, żeby poszukać innych form wypowiedzi. Po dwóch latach wakacji od farb mam teraz bardzo poważny plan powrotu. Za moment ruszam z nowym cyklem obrazów i strasznie się na to cieszę. To pragnienie nasila się tym bardziej, że od kilku miesięcy pracuję w swoim pokoju na komputerze, tworząc prace multimedialne i właśnie tego komputera mam już serdecznie dość.


No to teraz zapytam przewrotnie, na czym Twoim zdaniem polega przewaga malarstwa nad innymi, bardziej konceptualnymi, performatywnymi czy multimedialnymi formami wypowiedzi twórczej? Co takiego sprawia, że mimo wszystko nie odpuszczasz pracy z farbami oraz płótnem i określasz samą siebie jako malarkę?


Spotkałam się z wieloma opiniami, że dzisiaj sztuka musi być tylko i wyłącznie zaangażowana, generująca realne zmiany. Jakimś dziwnym trafem nie bierze się wtedy pod uwagę malarstwa. Jakby z góry zakładając, że nie jest ono w stanie nieść za sobą krytycznego przekazu, a jeśli nawet, to nie ma bezpośredniego wpływu na rzeczywistość. Natomiast ja jestem wielką fanką perspektywy jednostki i uważam, że malarstwo, wpływając na poszczególnego człowieka, może być sprawcze. Te zmiany nie są spektakularne ani mainstreamowe, a dzieją się w bardzo indywidualny i intymny sposób. Malarstwo jest jedną z pierwszych form sztuki, która notowała zmiany społeczne czy klimatyczne na świecie – przykład: impresjoniści pokazujący wpływ przemysłu na środowisko. Malarstwo naskalne powstawało dzięki kobiecemu zaangażowaniu w formowaniu się pierwszych kultur przez stały tryb życia, podczas gdy mężczyźni dzielnie polowali. Nie wiem, czy nie odbiłam teraz za bardzo w dygresje, ale wracając do Twojego pytania, uważam, że moc malarstwa może tkwić w tym, że jest ono bardzo starą, linearną dziedziną, że jest z nami od zawsze i bardzo łatwo przekazuje się nim emocje. Nauczyliśmy się interpretować film czy fotografię według pewnych schematów i konfrontować interpretacje z innymi, tak jakby te dzieła zawierały jakieś reguły, które każdy powinien odczytać w konkretny sposób. Gdy ogląda się obrazy, ich odbiór jest zazwyczaj tak różny i intymny, że nie podlega takim schematom.


Kilka lat temu współtworzyłaś dwa częstochowskie murale. Jak dziś patrzysz na wielkoformatowe malarstwo w przestrzeni publicznej? Upiększa, czy zaśmieca ono nasze ulice?


Trudno mi powiedzieć, czy upiększa, bo nie jestem pewna, czy to jest zadaniem muralu. Za to na pewno miasto zaśmiecają reklamy i to też wpływa na fakt, że nie potrafię ocenić estetyki miasta obiektywnie, bo wszystkiego jest po prostu za dużo. Wielkoformatowe murale czy reklamy zlewają się w ten sposób w jeden chaotyczny kolaż. Ilość bodźców w przestrzeni publicznej totalnie mnie paraliżuje.


Jesteś też bardzo zajętą animatorką kultury. W Częstochowie współorganizujesz Festiwal Dekonstrukcji Słowa „Czytaj!”, a we Wrocławiu należysz do kolektywu „JEST grupa” i działasz w ramach niezależnej galerii JEST. Możesz więcej opowiedzieć o działaniach pod szyldem JEST?


JEST to grupa znajomych z jednego roku malarstwa, która w roku 2018 znalazła po studiach miejsce, gdzie mogła pracować. Mieliśmy ogromne szczęście opiekować się nieużytkowanym budynkiem starej szkoły teatralnej, w którym mieliśmy pracownie. Ta przestrzeń posiadała tak duży potencjał wystawienniczy, że postanowiliśmy podzielić się nią z całym Wrocławiem, organizując tam wystawy. Zaczęliśmy działać bardzo intuicyjnie i nieśmiało, ale z czasem ekspozycje stawały się coraz bardziej profesjonalne jak na niezależną galerię. Naszym sukcesem, podsumowującym dotychczasową aktywność, jest na pewno udział w wystawie „Cała Polska. Wyprawa do źródeł sztuki (nieinstytucjonalne przestrzenie sztuki w Polsce)” w BWA we Wrocławiu w 2019 r., która skupiała większość oddolnych działań organizowanych przez artystki i artystów w ostatnich latach.


W swoich działaniach często decydujecie się na komentowanie bieżących sytuacji społecznych. Nie boisz się zatarcia granic pomiędzy byciem artystką i aktywistką?


Szczerze mówiąc, nigdy się nad tym szczególnie nie zastanawiałam. Myślę, że jedno nie wyklucza drugiego, a na pewno mi nie przeszkadza. Sztuka, którą tworzę oraz moje poglądy są częścią mnie, dlatego to się przenika i takie zacieranie granic wydaje mi się naturalnym zjawiskiem.


Czym właściwie są cyberfeminizm i feminizm materialistyczny, o których często wspominasz w kontekście swojej twórczości?


Feminizm materialistyczny czy ekofeminizm łączy w sobie dużo interesujących mnie zjawisk: krytykę kapitalizmu, patriarchatu i zwrócenie uwagi na bardziej etyczne podejście do materii oraz fakt, że bez zmian o charakterze feministycznym na poziomie globalnym nie będzie realnej zmiany kondycji środowiska, ponieważ w dużej mierze kryzys klimatyczny oparty jest na globalnej gospodarce, ekonomii i polityce wrogości. Ciekawią mnie też futurystyczne, utopijne wizje opierające się na materialistycznym egalitaryzmie, zrywające z hegemonią człowieka i wymyśloną przez niego teorią własności – w myśl tych wizji kamień czy wilk będą mieć równe prawa. Wydaje mi się, że głównym motywem mojej twórczości jest właśnie równość.


Gdybyś miała wskazać najważniejsze kobiece głosy w polskiej sztuce najnowszej, jakie wymieniłabyś artystki?


Jestem daleka od robienia shortlisty najlepszych i najważniejszych artystek, ale na pewno bardzo cenię Honoratę Martin, Dianę Lelonek, Siksę, moje liczne bardzo zdolne i odważne koleżanki oraz panią profesor ze sztuki mediów, u której chcę zrobić dyplom, pozdrawiam!


Wiem, że istotnym elementem Twojej ścieżki twórczej jest ciągłe poszukiwanie nowych lektur. Namiętnie czytasz pozycje z zakresu nauk społecznych, filozofii, teorii sztuki, estetyki itd. W związku z tym chciałem Cię zapytać, na ile Twoje malarstwo czy inne działania twórcze są wynikiem tych poszukiwań intelektualnych, a na ile wynikają z jakiegoś spontanicznego „porywu ducha”, natchnienia?


To prawda, aspekt merytoryczny jest dla mnie ważny, potrzebuję go i zawsze od tego zaczynam pracę. Natomiast wydaje mi się, że mimo tego, iż muszę mieć jakiś impuls intelektualny, który będę analizować, to za praktyczną część pracy odpowiadają emocje, przeważnie te gdzieś już nieświadomie przepracowane. Za moimi pracami kryje się chyba bardziej intuicja niż racjonalna kalkulacja. Taka fuzja tych dwóch czynników.


W zeszłym roku zostałaś wyróżniona w ramach częstochowskiej akcji Twarze Przyszłości, co chyba potwierdza Twoje bliskie związki z rodzinnym miastem. Lubisz tu wracać? Częstochowa nadal pełni w Twoim życiu ważną rolę?


Pewnie, bardzo lubię wracać do Częstochowy i zależy mi na tym, żeby aktywnie uczestniczyć w kulturalnym życiu rodzinnego miasta, mimo że jest mi coraz trudniej pogodzić świadome zaangażowanie w kilku miejscach, w tym samym czasie. Przez kilka lat, podczas studiów, w ogóle miałam wrażenie, że wcale się nie wyprowadziłam z Częstochowy, a jedynie dojeżdżam do Wrocławia, żeby potem wrócić normalnie do domu. Teraz jest już inaczej, bo nauczyłam się oswajać z nowymi miejscami.


full-malarska_wspolnynaglowek-kopia.jpg