Redaktorka Barbara Głębock i przykładowe strony magazynu "Lumpex"
6/2021

Pobierz PDF

PRZESTRZEŃ DLA MŁODYCH

Adam Florczyk: Czym właściwie jest Lumpex? Magazynem internetowym, portalem, sklepem, grupą przyjaciół czy też może czymś zupełnie innym?


Barbara Głębocka:
Nasza nazwa to metafora młodego pokolenia. Coś, co wydaje się gorszego sortu, a po wnikliwszej analizie nabiera wyjątkowości. Tak właśnie widzimy osoby młode, które mają dużo do powiedzenia, ale niestety bardzo często spotykają się z odtrąceniem ze względu na wiek. Lumpex to miejsce, gdzie każdy ma możliwość uwolnienia swojej kreatywności. Początkowo była to rzeczywiście tylko i wyłącznie grupa przyjaciół, chcąca uzewnętrznić się artystycznie. Aktualnie przekształca się to w coś dużo bardziej rozbudowanego. Lumpex ma wiele odłamów. Główną bazą jest oczywiście nasz magazyn, ale jest to też sklep z odzieżą używaną, którą można zobaczyć w sesjach zdjęciowych do naszego magazynu. Oprócz tych dwóch podstawowych gałęzi jest to również „artystyczny dom”, w którym znajdzie się miejsce dla każdego, kto chciałby podzielić się z nami swoją twórczością. Głównym założeniem Lumpexu jest otwartość na różnorodność. Planujemy też rozwinąć naszą platformę w kierunku pewnego rodzaju internetowej bazy danych, gdzie można będzie odkrywać niezależnych artystów z różnych dziedzin.


Czwarty numer Waszego magazynu można zamówić również w wersji papierowej. Czyli jednak nie jest tak, że zupełnie odcinacie się od klasycznych form wydawniczych?


Wersja papierowa od początku była naszym celem. Uważamy, że wirtualna forma nigdy nie będzie w stanie w pełni zastąpić tej namacalnej. Docelowo chcemy sprzedawać nasz magazyn również w sklepach stacjonarnych. Największą przeszkodą na drodze dystrybucji formy papierowej jest związany z tym koszt, dlatego wdrażamy ten plan w życie stopniowo.


Myślisz, że taka otwarta formuła, która miesza druk z formami internetowymi oraz jest ściśle powiązana z portalami społecznościami, to przyszłość magazynów, czy szerzej - całej prasy?


Niekoniecznie. My same i sami postawiliśmy na tę formę w przeświadczeniu, że będzie ona najbardziej efektywna i odpowiednia dla Lumpexu, natomiast uważam, że wszystko zależy od treści, grupy odbiorców i celów, jakie wyznaczy sobie dany magazyn. Nie wybraliśmy takiej formy dlatego, że uważamy, że jest ona najlepsza dla wszystkich, natomiast na pewno jest ona najlepsza dla Lumpexu.


Jak to się właściwie zaczęło? Skąd pomysł, żeby zabrać się za czasochłonny projekt tworzenia magazynu i portalu?


Sam początek był dość nietypowy. Ponieważ od zawsze miałam zacięcie artystyczne, pandemia i brak wydarzeń kulturalnych intensywnie wpłynęły na moje samopoczucie. W połowie czerwca ubiegłego roku, zmęczona pandemicznym letargiem, postanowiłam zabrać moją znajomą - Natalię Walaszczyk na krótką sesję o wschodzie słońca. Zaraz po powrocie do domu, na wpół przytomna przez brak snu, zaczęłam obrabiać zdjęcia. Wtedy właśnie wpadł mi do głowy pomysł stworzenia czegoś kreatywnego, na przykład magazynu. Tego samego dnia zaczęłam myśleć w tym kontekście o gronie moich znajomych artystów. Początkowo miała to być tylko zabawa. Zebrałam zespół dziewięciu osób i zaczęliśmy przygotowywać się do pierwszego wydania. Okazało się, że każdy był dobry w zupełnie innym sektorze i dzięki temu udało nam się popchnąć Lumpex w jakimś konkretnym kierunku. Osobiście zawsze interesowałam się filmem, fotografią, grafiką, szeroko pojętą sztuką, ale też biznesem i zarządzaniem. Dzięki Lumpexowi mogłam to wszystko ze sobą połączyć. Nie będę ukrywać, że jest to projekt niesamowicie czasochłonny i momentami niezwykle trudny z perspektywy technicznej oraz logistycznej. Muszę jednak przyznać, że stał się on całym moim światem. Z każdym dniem przybywa obowiązków, ale jest to dla mnie bardzo ekscytujące.

Kto jest w Waszym Lumpexowym zespole? Wszyscy jesteście jakoś związani z Częstochową?


Nasz zespół dość dynamicznie się rozrasta. Początkowo liczył dziewięć osób, byli to: Laura Korzekwińska, Szymon Musiał, Natalia Wiecha, Julia Kuraś, Natalia Walaszczyk, Jakub Kolmasiak, Ania Głębocka, Szymon Bereziński i ja - Barbara Głębocka - wszyscy z Częstochowy. Niektórzy z nas studiują poza granicami miasta, a niektórzy nawet poza Polską, ale mimo wszystko udało nam się nawiązać kontakt zdalny. Później ten zespół zaczął się poszerzać i dołączyły do nas kolejne osoby z Częstochowy i innych miast: Marlena Gielecka, studentka ASP w Łodzi, jest wizażystką podczas naszych sesji; Agata Kapuścińska, która dołączyła do zespołu fotografów; Vanessa Wilkołek - jako studentka dziennikarstwa redaguje teksty oraz pisze artykuły; Olga Kozik, odpowiedzialna za recenzje książek; Julia Gazda, która pisze artykuły oraz Michał Miłoszewski, tworzący sezonowe przepisy kulinarne. Aktualnie współpracujemy też z polskimi artystami, takimi jak: Zuzanna Moczek, The Bobo, Dwaka, Blurred Pink, Vrogini i inni.

Jak można do Was dołączyć? Jesteście otwarci na dalsze poszerzanie ekipy redakcyjnej?


Jak najbardziej jesteśmy stale otwarci na nowe osoby z pasją i chęcią do współpracy. Lumpex od początku miał i wciąż ma pełnić funkcję platformy dla młodych, umożliwiającej wyrażanie swoich myśli i poglądów. Niestety, aktualnie głos niezależnych artystów został przytłumiony przez pandemię i nie tylko, dlatego staramy się wyjść temu naprzeciw. Na naszej stronie internetowej znajduje się formularz, który można wypełnić, jeśli ktoś jest zainteresowany współpracą. Wraz ze wzrostem grona odbiorców Lumpexu pojawiają się też nowe zadania, do których potrzebujemy coraz więcej ludzi.


Czemu postanowiliście składać swój magazyn w wersji dwujęzycznej? Czy to deklaracja ambicji, że polski rynek jest dla Was za wąski i od razu chcecie wypłynąć na szerokie wody?


Absolutnie nie. Powodem dwujęzycznej wersji nie jest przerost ambicji. Jako nastolatka uczyłam się języka angielskiego z magazynów i przede wszystkim z tego względu zdecydowaliśmy się na tłumaczenie naszych artykułów. Dodatkowo, chcemy umożliwić promocję polskim artystom również za granicą. Lumpex jest dla wszystkich. Oczywiście, że skupia się na Polsce, ale mamy również mieszkających w naszym kraju zagranicznych odbiorców, którym chcemy umożliwić śledzenie naszych tekstów. Gdybyśmy uważali, że polski rynek jest dla nas za wąski, nigdy nie zdecydowalibyśmy się na projekt akurat tutaj i od razu celowalibyśmy w zagranicę. Projekt ten jednak jest stworzony przede wszystkim ze względu na sytuację w naszym kraju i ma pomóc w udzieleniu głosu polskim twórcom.


Przeglądając szybko Lumpex, można odnieść wrażenie, że jesteście magazynem modowo-lifestylowym. Jednak, wczytując się w Wasze artykuły, łatwo można się przekonać, że interesuje Was przede wszystkim ekologia, feminizm i kultura. Czy to świadomie zastawiona pułapka na czytelników? Kusicie ich atrakcyjnymi zdjęciami, lekką formą, a potem serwujecie im teksty dotyczące trudnych tematów zaangażowanych społecznie.


Od początku naszym otwartym założeniem było połączenie lifestylu z tematami społecznymi, ponieważ uważamy, że w ramach młodego pokolenia te dwa zagadnienia splatają się w dość ciekawy sposób. Chcemy, aby Lumpex był przyjemny dla oka, ale również bogaty dla duszy. Sztuka sama w sobie bardzo często porusza zagadnienia trudne. Nie jest to żadnego rodzaju pułapka, ponieważ niczego nie ukrywamy. Staramy się być na tyle transparentni, na ile to możliwe. W mediach społecznościowych poruszamy w dużym stopniu właśnie zagadnienia bezpośrednio odbijające się na naszym życiu codziennym i nie staramy się tego ukrywać. Wręcz przeciwnie, uważamy, że jest to siłą Lumpexu.

Jakie plany ma Lumpex na najbliższą przyszłość? Czym nas niebawem zaskoczycie?


Planów jest dużo i czasem, muszę przyznać szczerze, sama jestem zaskoczona rozwojem sytuacji. W najbliższym czasie planujemy wernisaż i jednocześnie całodniowy event, który miałby być zbliżony w pewnym sensie do targów sztuki. Dodatkowo, zaczynamy poszerzać naszą współpracę z niezależnymi artystami. Planujemy też w ciągu najbliższych sześciu miesięcy otworzyć sklep z naszą odzieżą, który jednocześnie pełniłby funkcję redakcji i przestrzeni dla młodych. Mamy również kilka planów dalekosiężnych, o których wolałabym na razie nie mówić, aby nie zapeszyć. Sama, jeszcze sześć miesięcy temu, nie sądziłam, że będziemy tu, gdzie jesteśmy dzisiaj. Każdego tygodnia trafiają do nas nowe pomysły. Na pewno naszym głównym kierunkiem jest to, aby dalej tworzyć w sposób kreatywny
i niezależny, a w efekcie pozostać wiernym naszym początkowym ideom i stopniowo zmierzać do celu.


fot. Szymon Bereziński