Raper Mikser w dziwnych okularach trzymający w dłoni piłeczkę do tenisa.
6/2021

Pobierz PDF

RAP ZJADA WŁASNY OGON

Ma za sobą dziesiątki godzin rapowania i kilkanaście lat stażu scenicznego. Starsi słuchacze rapu prawdopodobnie pamiętają, jak freestylował na ławeczce na Bieganie. Mikser rozmawia z nami o swojej drodze w hip-hopie, polskim raperskim tyglu oraz nowej płycie.


Magda Fijołek: W necie pojawiły się w ostatnim czasie Twoje dwa nowe single. To zapowiedź kolejnej płyty?


Mikser: I tak, i nie. Robią tło, ale nie znajdą się na płycie. Fajnie jest czasami zrobić białe tło, a wydać czarną płytę, albo odwrotnie. Chodzi o to, żeby odbiorców na coś nastawić, a potem zaaplikować im niespodziankę.


Skoro już używamy barw do określenia tła pod płytę, to ostatnio wypuściłeś raczej czarno- biały materiał. „Raport” jest zdecydowanie czarny – jest gorzkim spojrzeniem na to, co nas otacza, natomiast „Sennik”, pomimo że odnosi się do współczesności, jest takim singlem pół żartem, pół serio.


Tak. „Raport” jest analizą współczesności, ale także analizą mnie. To nie tylko krytyka. „Sennik” z kolei jest beką z wkładką. Uśmiechamy się, ale czujemy, że w tych wersach jest kamyczek, który nas uwiera.


Na początku wspomniałeś, że nie można traktować tych singli jako zapowiadaczy płyty. Jaka zatem będzie ta płyta?


Myślę, że pojawi się jeszcze kilka luźnych singli przed jej wydaniem. Chcę nią zaskoczyć. Chcę, aby była stworzona niekoniecznie zgodnie z obecnymi trendami. Chcę poczuć, że jestem w pełni jej twórcą.


Tworzysz przede wszystkim dla siebie?


Absolutnie nie. Chodzi o to, że nie tworzę niczego na kolanie. To jest za każdym razem rzecz mocno przemyślana, której się całkowicie poświęcam. W ten sposób szanuję swoich słuchaczy.


Nie lubisz podążać za trendami?


Ja po prostu robię, co mi się akurat podoba. Tak jak korzystałem z oldschoolu w „Senniku”. Nie mam też tak, że menadżer mi coś narzuca.


Jesteś szczęściarzem...


Życie z rapu to górki i dołki. Niektórzy zarabiają 50 tys. zł miesięcznie, inni znacznie mniej. Mnie samemu zdarzał się miesiąc na 20 tys., ale też taki na 3 tys.- nie narzekam jednak, bo żyję z tego, co kocham. Dla niektórych raperów zejście z pułapu kilkudziesięciu tysięcy złotych miesięcznie to kwestia wręcz niemożliwa. Nie wiem, czy chodzi o wizerunek, czy też jest to nieporadność, bo zatraciło się umiejętność radzenia sobie przy mniejszych dochodach.


Ale przecież kiedyś zarabiali mniej...


No właśnie. Podejrzewam, że przyzwyczaili się po prostu do wysokiej stopy życiowej. Mówię o tym dlatego, bo finanse często determinują dziś to, co ludzie robią w rapie. Dla niektórych jest to po prostu wykalkulowany biznes. Muzyka tak naprawdę niewiele się tam liczy.


Odważne stwierdzenie.


Czy ja wiem? Jak jesteś do czegoś przekonany, masz na to dowody - to mówienie o tym nie jest problemem. To idiotyczne, kiedy koleś, który funkcjonuje 30 lat w rapie, nawija o czymś, o czym wie, że już mu nie wypada. Ale robi to, bo ma z tego kasę.


To ciekawe, co mówisz, choćby dlatego, że kiedy mowa o rapie, ten temat nie wypływa zbyt często na wierzch. Większość z raperów woli być uznawanych za buntowników i kontestatorów, podczas gdy ich prawdziwe życie jest zupełnie inne.


Dokładnie tak. Ci, którzy rapowali, krytykując nowobogactwo, teraz właśnie są jego przedstawicielami.


Skoro już mówimy o kasie, jak było u Ciebie podczas pandemii? Radziłeś sobie?


Tak, nie mogę narzekać. Było trochę grania on-line, warsztaty. Był to też dla mnie okres, w którym nadrabiałem rzeczy, na które wcześniej brakowało czasu.


Twoje utwory są bardzo dobrze przyjmowane, nie tylko przez Twoją publiczność.


Z moją menadżerką niedawno próbowaliśmy ustalić, jaki jest ten mój odbiorca. Doszliśmy do wniosku, że nie wiemy. Słuchają mnie zarówno ci, którzy są fanami hip hopu, jak i ci, którzy rapu nie znoszą.
To jest fajne.


Może to dobra energia, którą dzielisz się na koncertach.


Może... Może też chodzi o tematy, które poruszam – mówienie o dobru i złu trafia do ludzi. Ja rapuję zgodnie z moją wiarą.


Nie wszyscy raperzy tak oficjalnie przyznają się do bycia człowiekiem wierzącym. Choćby dlatego, że obecnie jest to passé. Ty nie masz z tym problemów...


Rzeczywiście, nie mam. Co do podejścia innych - prawdopodobnie dzieje się tak dlatego, że kiedy o tym mówisz, oczy wszystkich są skierowane na ciebie i wszyscy patrzą na to, co robisz, jak żyjesz. To może być trudne do udźwignięcia.


Porozmawiajmy jeszcze o częstochowskim rapie i o Twoim w nim miejscu. Należysz do tego pokolenia raperów, które zaczynało funkcjonować po jego pierwszej fali.


Jestem drugim pokoleniem, które czerpało wzorce z oldschoolowej sceny: Ideo, 1000. Mieliśmy bardzo mocny wzorzec kultury hip-hop - był taniec, graffiti, dj’ing. Naprawdę było z czego czerpać. Do mojego pokolenia należą: Sarius, Sensi, Matiz, chłopaki z Wszystko Jasne. Nie wiem, czy mamy trzecie pokolenie w Częstochowie, które kontynuowałoby to, co robimy.


A Twoje początki?


Początki to była ekscytacja. Radochą był freestyle na ławce na Bieganie i poczucie, że jestem pionierem. Internet wtedy raczkował i ludzie podchodzili do mnie z zapytaniem: „Czy mogę Cię nagrać komórką?”. Później pokazywali ten filmik znajomym. Dziś od razu takie nagranie wskakuje do internetu i może zobaczyć je każdy. Świat się zmienił. Rapowanie na ławce dużo mi dało. Było tak pociągające, że nie mogłem jeść, pić, spać, czekałem tylko na to, aż sobie na tej ławce ponawijam.


Jaka jest według Ciebie przyszłość rapu?


Myślę, że tak jak i reggae, powoli będzie zanikać w kulturze masowej - z różnych przyczyn. Pojawi się przesyt. Rap zaczął już tekstowo i muzycznie zjadać własny ogon, stał się popem. Niektóre z raperskich tekstów przypominają te discopolowe. Kiedy taki słyszę, to zalewa mnie ocean wstydu. Nie jestem pewien, czy obecnie etykieta „raper” to komplement.


fot. Dariusz Mysłowski


full-stopka_hiphop2.jpg