SZUKAJ
CO/GDZIE/KIEDY W CZĘSTOCHOWIE Portal kulturalny
Czerwona teczka w cieniu niesiona przez dziecko
4/2019

Pobierz PDF

ULICZNY MOMENT

W maju ruszy pierwsza edycja Międzynarodowego Biennale Fotografii Ulicznej „Moment”, organizowanego przez Ośrodek Promocji Kultury „Gaude Mater”. Przedsięwzięcie to jest próbą uchwycenia bardzo interesującego i modnego zjawiska fotografii ulicznej (z ang. street photography). O fotografowaniu w zgodzie z ideą „decydującego momentu” Henri Cartiera-Bressona rozmawiamy z Joanną Kinowską - historyczką sztuki, wykładowczynią Akademii Fotografii oraz niezależną kuratorką wystaw fotograficznych.


Adam Markowski: Będziesz jurorką podczas pierwszej edycji Biennale Fotografii Ulicznej „Moment”. Co sądzisz o pomyśle zorganizowa- nia międzynarodowego konkursu, w którym jedynym tematem zdjęć będzie street photo?


Joanna Kinowska: Bardzo się cieszę, że taka inicjatywa pojawia się w Polsce. Podobne rzeczy dzieją się na świecie i są to renomowane konkursy i festiwale. Ze„streetowością”– ulicznym charakterem bywa różnie. „Eastreet” z Lublina, czyli wystawa z open call’a (mylnie określana konkursem), zaczynał od „streetu”, żeby szybko poszerzyć swoje granice do całej fotografii dokumentalnej. Fotografia uliczna pozostaje najbardziej nośnym łącznikiem między amatorami a profesjonalistami. Wydaje się być prosta, choć taką nie jest. Tworzy się ją na żywo, bez żadnych planów i założeń - koniecznie w przestrzeni publicznej. Stąd popularność wśród amatorów, bo przecież „wystarczy” zabrać aparat na wakacje. Ale też, co ważne i wymaga podkreślenia, fotografia uliczna to pewnego rodzaju styl życia. Nie tyle styl fotografowania, co właśnie życia. Wiąże się ona ze specyficzną organizacją dnia, poświęceniem czasu na obserwacje światła i „wychodzeniem” swoich zdjęć. W końcu street photo to też tworzenie wspólnoty – zaangażowanie w grupach streetowych, obecność na międzynarodowych forach, rozmowy z innymi. Niestety zauważam także, że inicjatywy uliczne często bywają głośne, ale krótkotrwałe. Dla wielu fotografów street to pierwsza fascynacja, ale też etap w twórczości. Dlatego „Momentowi” bardzo życzę wytrwałości.


Czym jest fotografia uliczna?

Każdy ma tu zapewne swoją własną definicję, która wyjaśnia i określa, co można na tym polu zrobić. Dla mnie najkrótszą definicją fotografii ulicznej są dwie nazwy kolektywów: „In Public” oraz „Un-Posed”. Zdjęcia niepozowane w przestrzeni publicznej. W kadrze nie musi być postaci, nie trzeba mieć ośmiu planów, złotej godziny. Można fotografować z lampą błyskową, można ze statywem. Ważne, żeby nic nie ustawiać, nie wpływać na zawartość kadru. I przede wszystkim można zarejestrować niepowtarzalny moment, zauważyć kompozycję, opowiedzieć w ten sposób o świecie.


Zabawa kształtem, kolorem, kompozycją, podszyta wieloma ukrytymi znaczeniami, anegdotami – to wszystko sprawia, że streetowe fotografie z przyjemnością podziwiamy. Czy fotografia uliczna pasuje do galeryjnych wnętrz?

Nawet krzywa, czarno-biała fotografia „pustki” z przestrzeni publicznej będzie pasować do galerii. Wystawy fotografii ulicznej cieszą się ogromną popularnością. Może właśnie dlatego, że są to obrazy uniwersalne. Proste, czytelne, nie mają dorobionych teorii. Nie ma tam wydumanego konceptualizmu. Wchodzimy i czytamy te kadry, często one nas bawią. Zdarzyło mi się już wielokrotnie pokazywać fotografię uliczną zarówno w galeriach, ale także „z powrotem” w przestrzeniach publicznych. To bardzo wdzięczny temat, lubiany przez widzów. W kadrach widać ludzi takich jak my, w miejscach, które wydają się znajome. Triumf fotografii humanistycznej.


Czy każdy może zostać fotografem ulicznym?

Oczywiście! Dla bardzo wielu twórców, szczególnie młodych – street to pierwsza fascynacja i pierwsze sukcesy. Wspomniałam o środowisku fotografów ulicznych, wielkiej i ogromnej grupie ludzi, którzy oglądają i komentują te uliczne kadry. Konkursy, publikacje, festiwale, to wszystko żyje i rozwija się. Kiedy wygrywasz konkurs na drugim końcu świata, czujesz się dowartościowany, chcesz starać się bardziej. Robisz więcej. Więcej o tym myślisz, czytasz, uczysz się. To jest niesamowity rozwój osobisty. Street jest też najbardziej dostępny – wystarczy wyjść z domu. Nie wymaga inwestycji sprzętowych – nie potrzebujesz lamp studyjnych, asystentów, zestawu obiektywów. Wystarczy na dobrą sprawę telefon z aparatem. Ale street nie jest prosty. Jest mnóstwo ludzi, którzy go robią, dlatego trzeba coś oryginalnego znaleźć, by się wyróżnić. A wychwycić unikalny moment na ulicy wcale nie jest tak łatwo, jak się wydaje. Fotografia uliczna wy- maga ćwiczeń i wytrwałości. To ciężka praca.


Street photo czerpie z fotografii prasowej, lecz znacznie się od niej różni. Po czym rozpoznać stuprocentową fotografię uliczną?

A czym się różni? Skoro definicja nie jest stuprocentowa, to jak zdjęcie może stuprocentowo pasować do płynnej definicji? Odpowiadam Ci przekornie, bo wejście w definicje jest w moim przekonaniu ogromnym błędem twórców. Foto- grafowie mają tworzyć, zauważać i rejestrować. A do autorskiej twórczości ogromnie trudno przykładać linijki. Mnie nigdy nie interesowały wyraź- ne podziały gatunkowe, a wręcz przeciwnie - najbardziej pociągały wszystkie te graniczne stany i przekorne historie. Fotografia prasowa to ta, która jest publikowana w prasie. Tam jest także portret studyjny, prawda? Więc wtedy zero przełożenia na street. A propos definicji, są tacy, dla których nieistotne bywają same ramy pojęcia, ale używają „podejścia streetowego”: chodzi o nieustawianie zdjęć, nie- planowanie kadrów. Wtedy jesteś trochę fotoreporterem, a to określenie nierozerwalnie jest związane z fotografią prasową. Ale też fotoreporter kojarzy się z rejestracją zdarzenia i budowaniem opowieści wielozdjęciowych. Street natomiast utożsamiany jest raczej z jednym obrazem. Ale to są tylko skojarzenia, płynne sprawy. Można zrobić znakomitą skonceptualizowaną serię streetową albo jedno perfekcyjne zdjęcie momentalne i reporterskie. Nic tu się nie wyklucza.


Jak się ma fotografia uliczna na świecie? Jak na arenie międzynarodowej wypadają Polacy?

Boom fotografii ulicznej nie istniałby bez internetu i tej międzynarodowej grupy zainteresowanych tematem.Więc na świecie street ma się doskonale, przynajmniej od 2000 roku, gdy powstał najważniejszy kolektyw fotografów ulicznych „In Public”. A co do narodowości twórców, czy to ma dzisiaj jakiekolwiek znaczenie? Nie ma żadnego specyficznego rysu – na przykład francuskiego, australijskiego, czy polskiego streetu. To bardzo między- narodowy trend. Co więcej, bardzo wielu twórców streetowych robi zdjęcia daleko poza swoim miejscem stałego zamieszkania.


Przyglądasz się setkom fotografii i je analizujesz. Śledzisz twórczość wybitnych fotografów, także tych poruszających się w streecie. Może masz kilka rad, jak nie przegapić decydującego momentu?

Jak się analizuje twórczość Henri Cartierr-Bressona, czyli twórcy pojęcia „decydującego momentu”, to łatwo dojść do przekonania, że każda metoda jest dobra. Bywało, że Bresson, widząc idealny kadr, czekał na idealne jego wypełnienie. Nie mam pojęcia ile stał w jednym miejscu, ale wygląda na to, że długo. Innym razem ewidentnie widział i ro- bił coś ulotnego, chwilowego, niepowtarzalnego. Zdaję sobie sprawę z tytułu biennale i tego, że dla bardzo wielu osób fotografia uliczna to musi być ulotna chwila i moment decydujący, ja jednak jestem otwarta na eksperymenty. Wolę poczuć charakter patrzącej osoby, dojrzeć szczere emocje, niż po raz milionowy oglądać wirtuozerskie zdjęcie, jakich wykonano już masę. Koncepcję „decydującego momentu” Bresson opracował kilkadziesiąt lat temu, a fotografia ciągle się zmienia i popularyzuje. Inaczej reagujemy dziś na nią w miejscach publicznych. Dlatego, w ramach rad ode mnie: rób zdjęcia bez wahania (możesz się wahać potem przy wyborze do publikacji); przekazuj coś od siebie - emocje, swój sposób patrzenia; daj coś unikalnego; bądź zawsze ciekawy świata i innych; dowiaduj się poprzez fotografię; bądź szczery