SZUKAJ
CO/GDZIE/KIEDY W CZĘSTOCHOWIE Portal kulturalny
5/2020

Pobierz PDF

EDUKACYJNY WIELOGŁOS

Sytuacja związana z zagrożeniem wirusem COVID-19 jest olbrzymim testem i wyzwaniem dla naszego systemu edukacji, ale również dla szkół na całym świecie. Czas pandemii równocześnie uwydatnia znacząco wszelkie niedoskonałości, braki i problemy różnych modeli szkolnictwa, jak i pokazuje, które z nich są elastyczne i sprawdzają się w kryzysowych sytuacjach. Przede wszystkim w tym okresie na aktualności zyskuje pytanie: jaka edukacja jest najbardziej efektywna w XXI wieku? Próbujemy na nie odpowiedzieć w rozmowie z Piotrem Nitą, który od kilku lat szkoli nauczycieli w całej Polsce w ramach Instytutu Tutoringu Szkolnego, współpracuje ze Szkołą Liderów i od zawsze interesuje się alternatywnymi metodami w edukacji.


Adam Florczyk: W ostatnich tygodniach olbrzymia część naszego społeczeństwa namacalnie i boleśnie poczuła, jakim wyzwaniem potrafi być edukacja. Myślisz, że jest szansa, by z tego kryzysu narodziła się poważna i ogólnonarodowa dyskusja na temat szkolnictwa? Uważasz, że potrzebujemy takiej dyskusji i zmian na tym polu?


Piotr Nita: Nie ulega wątpliwości, ani mojej, ani osób z mojego środowiska, że dyskusja na ten temat jest potrzebna. Dialog cenimy sobie ponad wszystko. Mało tego, taka dyskusja nie jest potrzebna jednorazowo, potrzebna jest regularnie, by szkolnictwo, system oświaty i wychowania stale rozwijały się i adaptowały do zmieniającego się świata. W aktualnej sytuacji upatruję okazji do polubienia się z technologią. Obserwuję wielu nauczycieli, którzy byli bardzo przywiązani do przekazu osobistego i nie używali żadnych technologicznych udoskonaleń. Teraz, niejako w boju, nabywają potrzebnych umiejętności. Mam nadzieję, że może choć część tych nowych narzędzi pozostanie jako element nauczycielskiego instrumentarium. Ale w takiej skali, w jakiej nie będzie to nadmiarowe. I wolałbym, aby była to indywidualna decyzja nauczyciela, by dobrał on sobie narzędzia pod własne potrzeby, chęci i kompetencje.

Osobną sprawą jest fakt, że niezbędni są aktywiści i działania. By z katalogu dobrych praktyk powstały praktyki, potrzeba wdrażaczy oraz wsparcia organizacyjnego, a w końcu zmian na poziomie przepisów, które budują wymiar finansowy. Mam wrażenie, że zmiany legislacyjne dotyczące oświaty w ostatnich latach raczej szkołę cofają, że pogłębia się przepaść między tym, co przebadano i wiadomo, że działa, a tym, co definiują przepisy. Ta tendencja wydaje się nasilać i w efekcie oddalamy się od tego, co jest nowoczesną edukacją. I dzieje się to mimo wysiłków nauczycieli na wszystkich szczeblach edukacji, w szkołach publicznych i społecznych, a także mimo wysiłków samorządowców oraz wielu pracowników ministerialnych.


Myślisz, że polska szkoła i polscy uczniowie zdają ten pandemiczny test?


Obserwując „zdalną” szkołę w Polsce na początku lockdownu, myślałem sobie: Drogi nauczycielu, „fake it untill you make it” - udawaj, że umiesz, dopóki się nie nauczysz. Dziś obserwuję już gdzieniegdzie dobre praktyki zarówno podtrzymywania dobrych relacji na linii nauczyciel-uczeń, jak i animowania zdalnego życia szkolnego pomiędzy uczniami (np. przerwy on-line bez nauczycieli; mariaż spotkań na żywo z samodzielnym zapoznawaniem się z materiałami źródłowymi, etc.). Dalej widzę jednak dużą koncentrację na przekazywaniu treści programu nauczania, na technikaliach (jakim komunikatorem się posługiwać, gdzie znaleźć filmiki źródłowe, skrypt, ankietę, gotowca, inspirację), przy znacznie mniejszej koncentracji na obszarze wychowania. A szkoła nie powinna przestawać pełnić swojej funkcji wychowawczej. Ale nastolatkowe dalej są nastolatkami i śmieję się z takich historii, że niektórzy umieszczają print screeny ze swoich kamerek zamiast obrazu na żywo, gdy nauczyciel naciska na obraz. To taki nowy sposób na spanie na lekcji.


Co dziś jest największym wyzwaniem?


Aktualna sytuacja, w której z dnia na dzień szkoła musiała przestawić się na nauczanie (i wychowywanie) zdalne, niezmiernie utrudnia utrzymanie relacji (zwłaszcza tych dobrych) z uczniami. Dotkliwsze jest to na początkowych etapach edukacji. Uderza w uczennice i uczniów z edukacji wczesnoszkolnej, w przedział wiekowy, gdzie kontakt bezpośredni jest żywotną potrzebą. Przecież w podstawówce dzieci przytulają się do nauczycieli. A teraz... Ileż można usiedzieć przed ekranem z gadającymi głowami?


W dyskusjach o edukacji regularnie wracają pytania o to, czego właściwie powinniśmy dziś uczyć młodych ludzi. Czy w świecie, w którym ogromna część wiedzy jest powszechnie dostępna po kilku kliknięciach, nadal powinniśmy stawiać na uczenie się na pamięć olbrzymich partii materiału? Czy nie powinniśmy raczej pokazywać uczniom, jak właściwie szukać informacji i jak je weryfikować?


Niestety, nie ma jeszcze przedmiotu, który skupia się na profilaktyce fake newsowej. A to powinno być poważniej traktowane. Wydaje mi się, że zestaw kompetencji kluczowych jest ważnym drogowskazem co do celów edukacji. Zbiór tych kompetencji (precyzyjnie określonych i opisanych - to zamknięty katalog) jest standardem w wielu projektach edukacyjnych finansowanych przez Unię Europejską. Te olbrzymie partie materiału, o których mówisz, pochodzą często z przeładowanych treścią podręczników, które nie stanowią wykładni programu, a są pomocą dydaktyczną. Bardzo mi blisko do nauczycieli krytycznie się temu przyglądających i traktujących podstawę programową jako właściwy drogowskaz. Choć o samej podstawie programowej też warto dyskutować. Zachęcam więc nauczycieli do odwagi w patrzeniu na program, rozporządzenia i podręczniki, by kreatywnie z nich korzystać, skupiając się jednak przede wszystkim na dobru ucznia.


Wielu specjalistów od edukacji wskazuje jednak, że przy reformie szkolnictwa podstawa programowa i zmiany strukturalne to tak naprawdę sprawy drugorzędne. Najważniejsze ich zdaniem jest zbudowanie właściwych relacji i poprawienie komunikacji na linii nauczyciel– uczniowie. Jednak, czy w naszych codziennych realiach - przepełnione uczniami klasy, braki w wyposażeniu i pościg za jak najlepszą pozycją w rankingu szkół – pedagog faktycznie ma jakiekolwiek szanse zbudować bardziej partnerskie relacje z uczniem, stać się kierownikiem zespołu zdobywającego wiedzę?


Trudno mówić o budowaniu relacji w oderwaniu od struktury organizacyjnej oświaty. Struktura dyktuje bardzo dużo. Stykam się z tym w praktyce wdrażania tutoringu do szkół w ramach mojej pracy w Instytucie Tutoringu Szkolnego. Struktura powinna sprzyjać budowaniu relacji, a właściwie tworzeniu więzi. Bardzo się cieszę z faktu, że częstochowskie szkoły publiczne (ale nie tylko) bardzo mocno zainwestowały w tutoring, upatrując właśnie w nim i w poprawie relacji, sposobu na mądre i skuteczne realizowanie swoich zadań. Chciałbym nadmienić, że w tym roku obchodzimy jubileusz 25 lat funkcjonowania ALA Autorskich Liceów Artystycznych i Akademickich we Wrocławiu (Liceum ALA w Częstochowie ma już 17 lat). Przez ćwierć wieku pokazujemy alternatywną ścieżkę rozwoju uczniów, gdzie właśnie dobra relacja ma kluczowe znaczenie, ale gdzie równocześnie współpraca jest ważniejsza od rywalizacji, gdzie przeglądy są ważniejsze niż konkursy, gdzie poczucie bezpieczeństwa i zdrowie psychiczne uczennic i uczniów są ważniejsze od miejsca szkoły w rankingu.


Od pewnego czasu regularnie szkolisz nauczycieli w całej Polsce. Czy są oni otwarci na alternatywne spojrzenia na edukację, czy może wolą się trzymać bardziej konserwatywnego modelu?


W Polsce są cudowni nauczyciele. A równocześnie wielu z nich oczekuje i potrzebuje realnego wsparcia. Nikt nie jest wszechwiedzący, choć przekonanie o nieomylności nauczyciela jest dość rozpowszechnione (także wśród nauczycieli). Staram się tworzyć warunki, w których bezpiecznie jest przyznać się do błędu i niewiedzy. Owi cudowni nauczyciele – zarówno młodzi, jak i ci z dużym doświadczeniem, z większych miast i z małych miejscowości - każdy z nich czasem potrzebuje wsparcia. Niektórzy korzystają z propozycji Instytutu i wdrażają to, czego dowiedzą się na naszych szkoleniach, superwizjach, konferencjach. I wtedy nadają sens m.in. mojej pracy. Oczywiście wsparcie dyrektora placówki, wsparcie organu prowadzącego jest dla nauczycieli bardzo ważne, daleki więc jestem od promowania tutoringu jako partyzantki pojedynczego nauczyciela. Tutoring to kultura organizacyjna, która stwarza warunki (strukturę) do rozwoju dobrych relacji. Zdarza się, że nauczyciele są kierowani na szkolenie pod tzw. przymusem, są też tacy, którzy wybrali się na szkolenie bez wiedzy na jego temat. I wtedy najczęściej to nie jest propozycja dla nich. A może to jeszcze nie jest propozycja dla nich. Jednocześnie mam też świadomość tego, że niektóre osoby, które pracują w szkole, nigdy nie powinny do niej trafić jako nauczyciele i po prostu wybrały swój fach błędnie. Na to wszystko nakłada się bardzo trudna sytuacja oświaty w ostatnich latach i obniżenie autorytetu nauczyciela. Niezasłużone obniżenie. To bardzo złożony i wielowymiarowy temat. Jednym z problemów jest przeznaczanie na oświatę niedużych środków finansowych, co powoduje selekcję negatywną w zawodzie nauczyciela.


Często punktem zapalnym w dyskusjach między alternatywną a tradycyjną edukacją jest kwestia ocen. Co o nich sądzisz, czy są one niezbędne? Jak bez nich porównywać postępy w edukacji poszczególnych uczniów? A może nie potrzebujemy takich porównań?


Bliżej mi do ocen opisowych i informacji zwrotnej, niż ocen w skali od 1 do 6. Podzielę się anegdotą o tym, jak fatalnym wychowawcą jest Święty Mikołaj, który przychodzi raz do roku, podaje ocenę zero-jedynkową - byłeś grzeczny, nie byłeś grzeczny, daje za to nagrodę lub karę, nie przekazuje żadnych wskazań rozwojowych i umawia się, że przyjdzie za rok. Jeżeli ktoś ma takie myślenie o ocenach, to jestem zdecydowanie przeciwnikiem ocen. Równocześnie w tutoringu promujemy bardzo mocno odzwierciedlenia i taką informację zwrotną, by uczeń wiedział, jakie są efekty jego zachowania i aktywności. To jest bardzo potrzebne w nawigacji, w dokonywaniu świadomych wyborów, w rozpoznawaniu wartości, jakie każdego z nas napędzają.


Wiele osób boi się, że bez wymagającego, niedostępnego nauczyciela oraz bez kar i nagród w postaci ocen, uczniowie po prostu przestaną się uczyć. Wierzysz w pozytywną motywację? Myślisz, że młodzi ludzie sami z siebie chcą zdobywać wiedzę, czy może jednak potrzebują, żeby cały czas wisiał nad nimi jakiś topór?


Nie muszę wierzyć, bo jest już zbadane i udokumentowane, że psychologia pozytywna przynosi efekty. Natomiast na poziomie wartości i moich przekonań o świecie jestem głęboko przekonany, że respektowanie cudzej wolności jest niezbędne do stwarzania tej osobie warunków rozwoju. Im wcześniej z taką wolnością uczeń się zapozna i zaprzyjaźni, tym lepiej. Oczywiście z uwzględnieniem kwestii bezpieczeństwa - czyli takiego dawkowania swobody, na jaką dojrzałość ucznia pozwala. To jest obszar, w którym nauczyciel (ale i rodzic) może sprawdzić swoją mądrość i wyważyć ten moment. To również wymarzony pretekst do rozmowy o odpowiedzialności, do mówienia o tym, że wolność to nie samowola. Wolność nierozerwalnie powiązania jest z odpowiedzialnością. To właśnie pokazywanie konsekwencji i tego, jaki efekt mają działania ucznia - to jedno z najważniejszych zadań nauczyciela. Trochę więcej o tym i o pracy tutorów napisaliśmy w Poradniku - to darmowy e-book, którego miałem okazję być redaktorem.


Na całym świecie od dziesięcioleci różne alternatywne spojrzenia na edukację są wcielane w życie, z większymi lub mniejszymi sukcesami. Masz wśród nich jakieś ulubione?


Trudne pytanie, ale wydaje mi się, że nie bez przyczyny trwam przy Liceach ALA od wielu lat, że jednak to ta alternatywa jest dla mnie najbardziej pociągająca. Rozglądając się nieco dalej i pod innym kątem, widzę ogromną wartość w Planie Daltońskim, w Porozumieniu Bez Przemocy, w Pozytywnej Dyscyplinie, w pedagogice zabawy.


Myślisz, że w dłuższej perspektywie czasowej te alternatywne pomysły na edukację mają szansę na powszechną realizację, czy raczej zawsze już będą marginesem szkolnictwa?


Jestem przekonany, że bogactwo tkwi w różnorodności. Wymarzony dla mnie system oświatowy polegałby na tym, że szkoły alternatywne mogłyby swoją praktykę tworzyć. Po prostu. Żeby były warunki do tego, by prowadzić placówki inaczej, według własnych koncepcji pedagogicznych - jako szkoły eksperymentalne. Następnie szkoły alternatywne przechodziłyby etap weryfikacji naukowej, w której nadawano by im statut szkół udanie eksperymentalnych... Byłoby cudownie, gdybyśmy rozwijali ten wielogłos. Obserwowali, co się dzieje na świecie i dołączali do tych koncepcji swój produkt polski, wypraktykowany przez nas. Niestety, bardzo mocno rozwijająca się aktualnie kultura kontroli i braku zaufania nie sprzyja eksperymentom pedagogicznym, choć równocześnie obserwuję wiele wspaniałych miejsc, w których odważni ludzie budują piękne, nowe szkoły.