SZUKAJ
CO/GDZIE/KIEDY W CZĘSTOCHOWIE Portal kulturalny
Serwety na szydełku, które znajdują się na szklanych stołach w pokoju oraz wiszą na ścianie w antyramach
10/2018

Pobierz PDF

AŻUROWE PIĘKNO

Tej jesieni, w Pawilonie Wystawowym Muzeum Częstochowskiego w Parku im. Stanisława Staszica, możemy podziwiać wystawę podsumowującą VII Konkurs Sztuki Ludowej. O historii konkursu, uroku koronek i wycinanek oraz ludowym rękodziele, które inspiruje współczesnych artystów, rozmawiamy z Eweliną Mędralą-Młyńską, p.o. kierownika Działu Etnografii Muzeum Częstochowskiego.

Adam Florczyk: Jak to jest dzisiaj z tą sztuką ludową? Na ile jest ona ciągle żywą dziedziną twórczą, a na ile to dialog z przeszłością i odgórnie napędzana potrzeba pamięci o tradycji?
Ewelina Mędrala-Młyńska:
Niektórzy uważają, że, gdy sztuka ludowa wyjdzie ze wsi do miasta, to automatycznie traci na swej autentyczności. Że, jeśli coś nie jest tworzone na rzeczywiste potrzeby ludu, a jedynie jest dekoracyjną fanaberią, to jest komercyjne, a więc nic nie warte. Nie ma wątpliwości, że czasy, w których każda z panien powinna była umieć haftować i szyć po to, by przygotować sobie wyprawkę do ślubu, bezpowrotnie minęły, ale czy należy rozgłaszać śmierć sztuki ludowej, bo jest ona głównie tworzona na potrzeby zewnętrzne i pięknie prezentuje się na jarmarkach? Daleka jestem od takich stwierdzeń. Każde czasy mają swoją specyfikę i osoby obdarzone niezwykłym darem tworzenia. Bardzo często umiejętności te są przekazywane z pokolenia na pokolenie albo są wynikiem poszukiwań i autentycznej potrzeby obcowania z tradycją.

Od pewnego czasu da się zauważyć, że młodzi artyści z dużych miast chętnie sięgają po kulturę ludową. To chwilowa moda, czy raczej pierwotna potrzeba zachowania kulturowej ciągłości?
To chyba za długo trwa, by nazwać to chwilową modą. Artyści coraz śmielej sięgają po motywy tradycyjne, ciężko jednoznacznie stwierdzić, czy wynika to z potrzeby kulturowej identyfikacji, czy po prostu odpowiada na ich estetyczne potrzeby. Cokolwiek by jednak nimi nie powodowało, jest to wartościowy trend w sztuce i warto go śledzić i zgłębiać. To, co morduje tradycyjne motywy czy wzornictwo, to bezrefleksyjna produkcja masowa i wyciskanie ze sprzyjającej koniunktury ostatniej kropli. To wydarzyło się na naszym rodzimym rynku z motywami łowickimi. Aktualnie zdobią niemalże wszystko – ścierki, kubki, odzież, papierowe serwetki, długopisy. Można je zakupić niemalże w każdym mieście jako pamiątkę z danego miejsca. Zapominamy o specyfice i różnorodności regionów, miejscowości. Z radością zachłystujemy się byle jaką pstrokacizną.

W tym kontekście chciałem podpytać, dla kogo Muzeum Częstochowskie organizuje Konkurs Sztuki Ludowej? Dla tych, którzy celebrują tradycję, czy tych, którzy lubią poeksperymentować sobie z klasycznymi motywami sztuki ludowej?

Od dwóch edycji oddajemy głos zarówno osobom skupionym wokół tradycji, jak i tym, dla których tradycja jest jedynie inspiracją. To niezwykle interesujące, jak młodzi i nieco starsi artyści transformują i przetwarzają znane od dziesiątek lat wzory, motywy i techniki. Warto się temu przyglądać i to dokumentować, ponieważ jest to sztuka tożsama czasom współczesnym i bardzo wiele mówi o nas i o otaczającym nas świecie.

Sam konkurs ma bogatą tradycję. Kolejne edycje poświęcone były różnym dziedzinom. Może Pani opowiedzieć trochę o historii konkursu?
Konkurs organizowany jest od 2000 roku cyklicznie co trzy lata. Początkowo poświęcony był wszystkim dziedzinom sztuki ludowej, od 2006 roku zaczęto zawężać krąg profesji, którym dedykowano kolejne edycje. Największą jak do tej pory edycją była ta z 2009 roku. Nosiła nazwę „Z nitki i gliny” i miała charakter międzynarodowy. W kręgu zainteresowań organizatora były wtedy: krawiectwo strojów, koronka, haft, tkactwo, garncarstwo, ceramika. Było to niezwykłe przedsięwzięcie, zarówno artystycznie, jak i logistycznie. Od 2012 roku w kręgu naszych zainteresowań jest wycinanka, od 2015 przyglądamy się bacznie transformacjom i inspiracjom, które towarzyszą wycinankarstwu.

Dlaczego w tym roku wycinankom towarzyszą dodatkowo koronki?
Nie chcieliśmy kolejnej edycji poświęcać tylko wycinance, chcieliśmy oddać głos osobom zajmującym się innymi dziedzinami sztuki ludowej. Wybór padł na koronki, bo uznaliśmy, że wspólnym mianownikiem tych dwóch artystycznych działań jest ażur i warto zestawić jego dwa różne oblicza. To, co na poziomie organizacyjnym wydawało się doskonale do siebie pasujące i współgrające, na etapie tworzenia wystawy pokonkursowej stało się nie lada wyzwaniem. Udało się jednak skomponować niezwykle ciekawą ekspozycję, w której wszystkie prezentowane prace doskonale ze sobą korespondują.

Co można zobaczyć w tym roku na wystawie pokonkursowej?
Na konkurs zakwalifikowano 235 prac 91 artystów. Na wystawie zdecydowaliśmy się pokazać nieco ponad połowę z nich. Nie chcieliśmy przeładować zbytnio przestrzeni i to się udało. W ekspozycji jest miejsce na oddech, światło, przez co wycinanki i koronki doskonale się prezentują. Na wystawie można obejrzeć wycinanki w różnych formatach, te tradycyjne oraz inspirowane techniką i motywami tradycyjnymi. Koronki – w formie obrusów, serwetek, zazdrostek czy biżuterii. Prezentujemy bogactwo technik – koronka klockowa, frywolitka, koronka koniakowska, szydełkowa, koronka wykonana na drutach, koronka filetowa. Można również zapoznać się z inspiracją w koronce, choć w tej kategorii po VII edycji konkursu czujemy mały niedosyt. Mamy jeszcze sporo do odkrycia w temacie.

Przed wejściem na wystawę możemy podziwiać niezwykłą instalację. Kto ją stworzył?
Autorką instalacji jest artystka, perfomerka o światowej sławie – NeSpoon. Staramy się, aby kolejne edycje konkursu niosły w sobie również pewną wartość dodaną. By nie było to tylko przedsięwzięcie dla mocno ograniczonego kręgu osób, silnie związanego z kulturą ludową i tradycją. Ideą konkursu jest przede wszystkim uświadamianie i popularyzacja materialnego dziedzictwa kulturowego. Ponieważ od dwóch edycji mocno stawiamy na inspirację w sztuce, dlatego NeSpoon idealnie się w te nasze założenia wpisała. Od lat śledzę jej działania w miejskich przestrzeniach i zachwyca mnie ten transfer tradycyjnego wzornictwa do streetartu. Niezwykle się cieszę, że włączyła się aktywnie w działania związane z konkursem, ponieważ jej instalacja doskonale dopełniła całości przedsięwzięcia. NeSpoon pokazała, jak twórczo transformować tradycję.

Dziękuję bardzo za rozmowę.