SZUKAJ
CO/GDZIE/KIEDY W CZĘSTOCHOWIE Portal kulturalny
5/2020

Pobierz PDF

ZADZIORA

Radary, zagrywki, antenka, kontratak, blok, meczbol – to słownik codzienny Julii Nowickiej. Julia należy do najlepszych siatkarek młodego pokolenia. Jest rozgrywającą na boisku, czyli mózgiem drużyny.


Magda Fijołek: Nazywana jesteś najzdolniejszą rozgrywającą młodego pokolenia siatkarek w Polsce, to dla Ciebie mobilizacja?


Julia Nowicka: To miłe, lecz patrzę na to z lekkim dystansem, jestem bardzo krytyczna wobec siebie. Gdy oglądam mecze ze swoim udziałem, to przeważnie widzę złe, a nie udane akcje. Aczkolwiek uważam, że to dobra cecha, ponieważ dzięki temu wyciągam wnioski i staram się nie powielać błędów. Tak więc ten „tytuł” to jak najbardziej mobilizacja.


Jednocześnie niektórzy określają Cię jako boiskową zadziorę, co się za tym kryje?


Od małego taka byłam (śmiech). Zawsze walczyłam o swoje, myślę, że wyniosłam to z domu. Nigdy nie lubiłam przegrywać, czy też słyszeć, że jestem za niska, by osiągnąć cokolwiek w siatkówce. Takie komentarze mnie ukształtowały. Pozostaję wdzięczna tym słowom krytyki, bo mimo że czasami były ciężkie momenty, to dzięki nim jestem w tym miejscu, w którym jestem i czuję, że mam zapas, żeby osiągnąć więcej.


Jesteś osobą leworęczną, to utrudnienie w siatkówce?


Przede wszystkim osób leworęcznych na świecie jest mniej. Tor lotu piłki przy zagrywce, czy ataku jest trochę odmienny. Inaczej również należy ustawić blok. W moim przypadku jest to duży atut, gdyż mogę zaatakować z drugiej piłki, będąc w pierwszej linii. Dlatego powiedziałabym, że dobrze jest mieć u siebie w drużynie osobę leworęczną.


Jesteś też rozgrywającą na boisku, a to podobno mózg całej drużyny?


Zaczęłam swoją przygodę jako rozgrywająca trochę później niż rówieśniczki, bo dopiero w liceum w SMS Szczyrk. Mam porównanie do innych pozycji, gdyż grywałam wcześniej na przyjęciu i w ataku. Każda pozycja ma swoją charakterystykę, plusy i minusy. Myślę jednak, że śmiało mogę powiedzieć, iż rozegranie jest najtrudniejsze, bo to przez moje palce przechodzi każda akcja w meczu. Ta pozycja to trochę taki multi-task, trzeba myśleć o kilku rzeczach naraz i obserwować przy tym blok przeciwnika. Czasami jestem w szoku, ile myśli można mieć w głowie podczas kilkusekundowej akcji.


Choć występujesz obecnie w barwach KS Budowlani Łódź, to jednak Twoja przygoda z siatkówką rozpoczęła się w Częstochowie, w SP nr 31. Dlaczego wybrałaś akurat ten sport?


Moi rodzice zaszczepili we mnie od najmłodszych lat miłość do siatkówki. Tata się śmieje, że jeszcze nie umiałam chodzić, a już odbijałam piłkę (śmiech). Oboje grali w siatkówkę, a ja poszłam w ich ślady.


Kiedy pasja siatkarska stała się grą na poważnie? Wtedy, gdy trafiłaś do Szkoły Mistrzostwa Sportowego Szczyrku?


Nie pamiętam czasów, kiedy nie brałabym siatkówki na poważnie. Bardzo wcześnie zaczęłam oglądać ligowe rozgrywki i marzyć, żeby pewnego dnia móc zagrać chociaż z częścią zawodniczek, które oglądałam w TV. Na pewno pójście do SMS Szczyrk było kluczowe dla mojej dalszej kariery, ale świadomość, kim chcę zostać w przyszłości, uformowała się dużo wcześniej.


Masz dopiero 22 lata i dużo sukcesów sportowych na koncie…


Jak wcześniej wspominałam, mnie ciągle jest mało (śmiech). Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Marzy mi się medal na arenie międzynarodowej. Mam w głowie swoje cele, które chcę po kolei realizować. Lecz siatkówka to gra zespołowa i potrzebujesz całej drużyny, aby te sukcesy osiągnąć. Z całego serca wierzę w naszą reprezentację i po okresie kwarantanny będę pracować jeszcze ciężej.


Który ze swoich dotychczasowych sukcesów uważasz za najważniejszy dla Ciebie?


Nie nazwałabym tego sukcesem, bardziej spełnionym marzeniem – chodzi o chwilę, kiedy pierwszy raz reprezentowałam kraj, śpiewając hymn Polski, z orzełkiem na piersi. Bardzo dobrze wspominam też Mistrzostwa Świata Juniorek w Meksyku.


Jak wygląda dzień Julii Nowickiej, kiedy nie ma epidemii?


Budzę się około godz. 8.00 i jem śniadanie. O godz. 9.30 zwykle rozpoczynają się poranne treningi, które trwają mniej więcej dwie godziny. Potem czas dla siebie, obiad, obowiązki domowe, książka, może serial. Krótka drzemka i wyjazd na drugi trening; zwykle staram się być 30 minut wcześniej, żeby powystawiać do radarów (obręczy treningowych) . Po treningu kolacja i sen. Gdy jest ładna pogoda, lubię pomiędzy treningami wychodzić na spacery, ale czasami brakuje sił (śmiech).


Aktualnie studiujesz i mieszkasz w Łodzi. Czy lubisz jednak wracać do Częstochowy?


Częstochowa to mój dom. Mieszkam tu teraz w trakcie pandemii, a w czasie sezonu chętnie wracam, by spotkać się z najbliższymi, czy odwiedzić ulubione miejsca.


Z okazji 800-lecia Częstochowy zostałaś wyróżniona tytułem Twarz Przyszłości Częstochowy. Co on dla Ciebie oznacza?


Jest mi przede wszystkim bardzo miło, że jestem postrzegana jako Twarz Częstochowy.