SZUKAJ
CO/GDZIE/KIEDY W CZĘSTOCHOWIE Portal kulturalny
Zdjęcie modelki z rudymi włosami wkręconymi w maszynę do pisania oraz zdjęcie rudowłosej modelki siedzącej przy stole
12/2020

Pobierz PDF

FOTO KWESTIONARIUSZ: Damian Drewniak

Damian Drewniak mówi, że jest fotograficznym lirykiem, który chce wciągnąć widza w swoje opowieści. Fotografią na poważnie zajmuje się od około 8 lat. Zdjęcia są dla niego sposobem na ucieczkę od rzeczywistości, okazją do realizacji swoich wyobrażeń oraz szansą, aby na finalnym obrazie zobaczyć to, co działo się pod zamkniętymi oczami.


Jak to się zaczęło? Moje pierwsze zdjęcia...


Tak naprawdę aparat towarzyszył mi od zawsze. Pierwszą Smienę dostałem od taty na komunię. Potrafiła nauczyć pokory. Fotografowanie traktowałem jednak wtedy wyłącznie jako hobby, współistniejące z innymi pasjami. Prawdziwe szaleństwo zaczęło się dopiero po narodzinach pierwszej córeczki. Wówczas w ręce dostałem lustrzankę z jasnym obiektywem o ogniskowej 50 mm, którą przywiózł ze sobą mój brat. Nigdy nie byłem teoretykiem, nie przywiązywałem wagi do terminologii, dlatego pierwsze zdjęcia skwitowałem stwierdzeniem, że „mają super rozmyte tło”. Poprawiłem tym humor mojemu bratu. Wkrótce w moim domu zaczął pojawiać się sprzęt, który z dnia na dzień zaczynałem rozumieć. Nadal niczego o nim nie czytałem, po prostu brałem w ręce i próbowałem tworzyć. Tylko proszę nie pomyśleć, że to były wybitne obrazki - ot, po prostu coś, co pozwalało mi iść do przodu. Dużo obserwowałem. Zakochałem się w pracach Anki Zhuravlevej, Olega Oprisco, podglądałem wczesną twórczość Agnieszki Rzymek. W pewnym momencie doszedłem do wniosku, że dzięki fotografii mogę o czymś opowiadać, że jest to coś, co pozwala mi uwolnić wyobraźnię, coś, dzięki czemu mogę łączyć świat rzeczywisty z wyimaginowanym. Doszły do tego obserwacje malarstwa Vermeera, prac Edwarda Hoppera. Czułem się zafascynowany ich czuciem światła, kompozycji obrazu, koloru. Cały czas poszukuję w otaczającym świecie inspiracji, szukam drogi, której - mam nadzieję - nigdy nie znajdę. Chciałbym wciąż „gonić za króliczkiem”. Właśnie to daje mi satysfakcję - nie sięganie szczytów, ale prześciganie samego siebie. Oby jak najdłużej.


Twoja fotograficzna specjalizacja...


Myślę, że liryka opowiedziana obrazem. W czystej teorii jestem pewnie portrecistą, ale w większości prac dążę do tego, aby miały one drugie dno, żeby skłaniały do refleksji i prób interpretacji. Myślę, że podobnych uczuć doświadczają poeci, którzy własną wyobraźnią pobudzają wyobraźnię czytelnika.


W fotografii szukasz / omijasz...


Częściej szukam, niż omijam. Nie neguję niczego, co jest robione na odpowiednim poziomie. Fotografia rodzinna też może być sztuką. Pewnie trudno dostrzec działania twórcze u kogoś, kto wykonuje zdjęcia do dowodów osobistych, ale przecież to także ktoś musi robić.


Czego szukam w fotografii?


Uzewnętrznienia - czasami samego siebie, czasami osoby fotografowanej. Szukam sposobu wyjścia ze swoją wyobraźnią do widza.


Największe fotograficzne wyzwanie...


Ciągle przede mną. Każda sesja, każde prowadzone przeze mnie warsztaty są wyzwaniem. Spotkaniem z własnymi oczekiwaniami. Drżeniem w obawie, czy to, co zwizualizowało się w głowie, uda się przenieść na obraz. Pytaniem, czy ci, którzy przyjechali poznać moją wiedzę, wyjeżdżając, będą usatysfakcjonowani. Przez fotografię realizuję samego siebie, ale staram się też dać satysfakcję innym, więc wyzwań przede mną jeszcze całe mnóstwo.


Twój pierwszy aparat, a aktualny aparat – czyli historia sprzętowych zmian...


Odnośnie pierwszego aparatu już odpowiedziałem - analogowa Smienka. Zawsze powtarzam moim warsztatowiczom, że analog potrafi uczyć pokory i myślenia. Myślę, że coś z tego dla siebie zaczerpnąłem. W czasach, kiedy możemy naciskać migawkę setki razy w trakcie jednej sesji, wyłączamy w jakimś stopniu myślenie. Uważam, że planowanie, wizualizacja tego, co chcemy stworzyć, zanim to zrobimy, są bardzo istotne. Ktoś, kto zaczynał od analogu lub wciąż go używa, z pewnością wie, o czym mówię. Od dłuższego czasu jestem wierny systemowi Nikona, ale musimy pamiętać, że to nie aparat robi zdjęcie, tylko my. Oczywiście aspekty techniczne sprzętu wiele ułatwiają, ale wciąż jest to tylko narzędzie do zrealizowania wytworów naszej wyobraźni. W każdym razie, odpowiadając na pytanie o sprzęt i mając na uwadze czasy, kiedy zacząłem fotografować świadomie, powiem, że pojawiały się u mnie modele d7000, d610, d700, d750, d850. Jednak istotniejsza jest dla mnie kwestia obiektywów, moje ulubione to 85 mm oraz 135 mm ze światłem 1.8.


Ulubione fotograficznie miejsce w Częstochowie...


Często wracam na ulicę Graniczną. Jej klimat jest inny niż atmosfera większości ulic tego miasta. Mnóstwo świetnych miejsc w Częstochowie i okolicach poznałem dzięki Asi Sidorowicz i Piotrkowi Krasowi.