SZUKAJ
CO/GDZIE/KIEDY W CZĘSTOCHOWIE Portal kulturalny
Malarz Tomasz Lubaszka i dwa jego abstrakcyjne obrazy
5/2021

Pobierz PDF

MALARSTWO TO KOLOR

Przyglądając się pracom Tomka Lubaszki, częstochowskiego artysty malarza, można z całą odpowiedzialnością stwierdzić – zaszła zmiana. Jednym z powodów tej zmiany jest rzeka, którą artysta zaczął studiować podczas swoich spacerów z psem. Ta rzeka to Warta.


Magda Fijołek: Tomku, zmieniłeś się ostatnio. Zacząłeś używać większej gamy kolorów.


Tomasz Lubaszka: Tak. Mam nadzieję, że jest to rodzaj ewolucji. Pojawiły się czerwień, fiolet i róż, ale też pierwszy żółty obraz w moim życiu. Przez ponad 30 lat swojego malowania nie użyłem w ogóle żółtej farbki, kompletnie nie była mi potrzebna. Mój serdeczny przyjaciel Waldemar Marszałek wiedział o mojej dysfunkcji, jeśli chodzi o żółć, i przy okazji „wymiany na obrazy” poprosił o namalowanie żółtego obrazu. Chcąc się wywiązać z zadania, zacząłem kupować żółcie i się z nimi zmagać. W ten sposób zacząłem malować obrazy żółte, a nawet pomarańczowe. Zakochałem się też w błękitach. Trochę jest tak, że to rzeka narzuciła mi zainteresowanie błękitem. Rzeka, która mnie zafascynowała, omotała i owładnęła. Chociaż określenie „błękit rzeki” jest bardziej umowne. Tak, bo przecież rzeki mają zupełnie inne kolory. Moja rzeka – Warta – bywa nawet czerwono--różowa, bo odbija się w niej barwa neonu Galerii Jurajskiej.


Twoja ostatnia wystawa, pokazana w Muzeum Częstochowskim, nosiła tytuł „Moja rzeka”. Jest ściśle związana właśnie z Wartą i Twoimi spacerami z psem jej brzegiem?


Wystawa nazywa się „Moja rzeka”, ale Warta pozostaje w domyśle, bo to ona najczęściej jest inspiracją. Jej brzegiem chodzę rano i wieczorem na spacer z psem. Jednak mnie interesuje każda rzeka. Na moich obrazach znajdują się także Pilica, Odra, Bzura, Brda. W słowie „rzeka” chciałem zawrzeć też szerszy sens – nie tylko rzeki płynącej z gór do morza. Chodzi mi o emanację natury. Dodam, że zawsze malowałem obrazy dość długo, bo kolejnych warstw farby było sporo. Teraz jest ich jeszcze więcej, stąd te różnorodne barwy rzek. Ten mozół tworzenia obrazów rzek też jest zawarty w wieloznaczności pojęcia rzeki.


Pierwszym „wodnym” obrazem nie była jednak Warta...


Tak, zainspirowało mnie jezioro ze zdjęcia ofiarowanego mi przez Andrzeja Fogtta. Potem zacząłem obserwować Wartę, a następnie każdą rzekę, nad którą się znalazłem. Inspiruje mnie głównie Warta, bo nad nią najczęściej jestem. Jej zmienność jest tak wielka, że fotografowanie jej stało się moim nałogiem. Robię jej zdjęcia codziennie. Za każdym razem jest inne światło, wiatr inaczej wieje, inne zmarszczki pojawiają się na wodzie, inny jest poziom wody, szerokość. Kiedy wchodzę jednak do pracowni, tę rzekę z moich zdjęć „odrzeczam” - to moje prywatne słowo. Po prostu chcę, żeby przestała być rzeką, a zaczęła malarstwem. Na końcu każdego przemyślenia musi być obraz, dobry obraz.


Mówiłeś, że rzeka przyniosła nowe kolory. Jednak tak naprawdę rzekę mógłbyś malować w barwach, których używałeś do tej pory. Rzeki mają takie barwy. Skąd zatem ten eksperyment z nowymi kolorami?


To nie jest eksperyment, tylko efekt wielu poszukiwań i przemyśleń. Mam nadzieję, że jest to też kwestia rozwoju artystycznego. Zmiana jest immanentną konsekwencją i potrzebą malowania. Nie da się cały czas malować czarnego koloru na białym tle. Od lat, jakby się tak bliżej przyjrzeć moim obrazom, pojawiały się na nich jakieś brudne róże, błękity, zielenie, czernie. Ale wykwit barw nastąpił w momencie obserwacji rzeki. To jest ten punkt zwrotny. Poza tym od dawna miałem ogromną potrzebę zajęcia się pejzażem. Intrygował mnie on od zawsze. Moje cykle „Ostre formy” i „Menhiry” zawsze znajdowały się w jakiejś przestrzeni.


Wracając jeszcze do zmian, nadal malujesz na dyktach?


Nie, ze względu na duże formaty obrazów, które teraz maluję, zacząłem używać płótna malarskiego. Mało tego, przestałem oprawiać prace. Przestałem wklejać w obrazy blachy, materiały, płótna, worki. Przestałem tworzyć kolaże. Tak naprawdę z mojej dawnej techniki pozostał już tylko piasek jako medium, rodzaj gruntu, chociaż jego warstwa też jest teraz minimalna.


To, o czym mówisz, to już jest rewolucja, przecież Twoim znakiem rozpoznawczym było malowanie piaskiem...


Uważam, że zmiany są potrzebne, a w życiu artystycznym wręcz nieodzowne. Jeśli się stoi w miejscu, to człowiek tak naprawdę się cofa. Ja już chyba powiedziałem wszystko, co miałem do powiedzenia w swoich menhirach, ostrych formach, w świecie megalitów. Po tych zmianach radość, z jaką wchodzę do pracowni jest taka, jak wtedy, kiedy miałem 30 lat.


Skoro mówisz, że korzystasz z coraz mniejszej ilości piasku, to może w ogóle kiedyś z niego zrezygnujesz?


Nie sądzę, chociaż życie jest tak zaskakujące, że nigdy nie można mówić nigdy. Wciąż jednak maluję szpachlą, ryję w podłożu, robię w nim reliefy.


A co z przekazem Twoich nowych prac?


Zawsze uważałem, że malarstwo to kolor, choć sam kolor to jeszcze nie malarstwo. Przekaz jest ważny. Jestem zafascynowany odbiorem moich prac. Maluję abstrakcyjne formy, bo w ten sposób interpretuję naturę, a okazuje się, że odbiorcy widzą w tym rekiny, maszty, żagle. Nigdy nie byłem malarzem rewolucjonistą, nie uważałem, że sztuka musi być zaangażowana. Nie wierzę, że sztuka może zbawić świat, natomiast wierzę, że może ten świat uczynić ciekawszym, bardziej interesującym, bo może być różnie interpretowana.


Malarz może być zadowolony ze swoich prac?


Z wiekiem zauważyłem u siebie, że jestem coraz częściej z siebie niezadowolony. Jestem krytyczny aż do bólu wobec tego, co tworzę, do tego stopnia, że nawet jeśli obraz jest już zreprodukowany, wydany w katalogu, był na kilku ważnych wystawach, to ja i tak nadal mam ochotę go poprawiać. Bywa tak, że znów wchodzi na sztalugę.


Ale nie zwracasz się do osób, które są w posiadaniu Twoich obrazów po to, by jeszcze je poprawić?


Nie, ale jest kilka takich obrazów, które bym przemalował.


Masz takie obrazy, których nigdy nie sprzedasz innym?


Mam takich parę. Kocham je. Nie pokazuję innym. Chronię się przed rozstaniem z nimi.


full-malarska_wspolnynaglowek-kopia.jpg